środa, 23 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Chotyłów: Pobili niepełnosprawne rodzeństwo

Dodano: 4 stycznia 2009, 18:42

Niepełnosprawna Marta i jej brat Leszek są napastowani w swoim mieszkaniu. W sylwestrową noc grupa mężczyzn z sąsiednich wsi dotkliwie pobiła chłopaka. Sprawą zajmie się policja i gmina.

Leszek mieszka z siostrą w mieszkaniu komunalnym w Chotyłowie od początku grudnia. Po skończeniu 18 lat został wypisany z Domu Dziecka i mógł zamieszkać z siostrą. Brakuje mu pieniędzy nawet na bilet, aby dostać się do bialskiej szkoły zawodowej. Czasami ponad 20 km idzie na zajęcia. Często nie je obiadu.

Jego siostra Marta korzysta ze stołówki szkolnej. Kiedy jednak są ferie i weekendy, nie ma posiłku. Próbuje na kuchence gazowej ugotować sobie i bratu makaron.

- Boli mnie ich krzywda, bo ci młodzi są maltretowani i wykorzystywani przez złych ludzi. Są przerażeni. Uważam, że potrzebna jest im jakaś opieka nie tylko socjalna, ale wychowawcza. Przeszli przecież piekło - mówi Eugeniusz Borysiewicz, sąsiad poszkodowanego rodzeństwa, który sam był wychowankiem Domu Dziecka i dlatego postanowił ich bronić i wspierać.

Co pewien czas 23-letnia Marta i 18-letni Leszek proszą go o kilkuzłotowe datki na chleb lub inne podstawowe rzeczy. Nie szczędzi sąsiadom grosza. A sylwestrowej nocy uratował Leszkowi życie.

Pan Eugeniusz użył miotacza gazu i odpędził trzech mężczyzn, którzy bili i kopali osiemnastolatka. - W Nowy Rok zawiozłem go do szpitala, bo cała twarz ociekała mu krwią. Po prześwietleniach okazało się, że młody sąsiad ma złamany nos i naruszoną szczękę. W ambulatorium otrzymał tylko leki przeciwbólowe - opowiada Borysiewicz.

- Bardzo boli mnie nos, szczęka i palec. Pobili mnie, gdy spytałem gdzie jest mój telefon komórkowy. Nie pamiętam dokładnie tego zdarzenia - unika podawania szczegółów 18-latek, który ma kłopoty z mówieniem. Boi się zemsty zbirów.

- Wreszcie chciałabym spokoju, aby nie przychodzili tu obcy ludzie - mówi Marta, której dwoje dzieci zostało oddane do adopcji. - Teraz mam tylko Leszka. Nie pozwolę, aby zabili go bandyci! - dodaje młoda kobieta, utrzymująca się z niewielkiej renty, którą dostaje, bo jest niepełnosprawna.

- Postaramy się problem rozwiązać. Apelowała o to też pani sołtys z Chotyłowa. Ustaliłem z księdzem proboszczem, by takie osoby jak Marta i Leszek otrzymywały choćby zupy - obiecuje Jan Kurowski, wójt piszczackiej gminy. Przyznaje, że zawiadomił policję, by wyjaśniła sprawę nachodzenia mieszkania rodzeństwa przez agresywnych mężczyzn oraz historię z pobiciem chłopaka.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!