niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Dziki pod strzelnicą

Dodano: 17 lipca 2007, 17:23

Watahy dzików niszczą uprawy: żyto, ziemniaki, kukurydzę. Myśliwi niechętnie strzelają do szkodników.

Rolnicy narzekają, że huk sztucerów słychać tylko na strzelnicy w podbialskim Hrudzie.

- Niech wreszcie myśliwi strzelają do prawdziwych dzików, a nie do sztucznych celów - apeluje Jarosław Wachowiec, sołtys Hruda. - Zwierzęta atakują prawie każdą uprawę. Rolnicy ponoszą wielkie straty, a po wielu targach i skargach dostają symbolicznie parę złotych odszkodowania.
Sołtys narzeka, że miejscowa koła myśliwskie do bogatych nie należą i nie dziwi się im, że nie chcą z własnych składek wypłacać większych pieniędzy.
Wiesław Panasiuk, wójt bialskiej gminy potwierdza, że rolnicy, urzędnicy i myśliwi mają problemy z plagą dzików. Mówi, że lochy z odyńcami podchodzą nawet pod działającą oficjalnie od czerwca… strzelnicę Okręgowej Organizacji Łowieckiej.
- Mimo naszych wystąpień do kół, przybywa szkód. Najwięcej w Hrudzie, Perkowicach i Ortelu - wylicza wójt Panasiuk. - Po polach pędzą watahy po 15-30 sztuk. Rolników denerwuje, gdy myśliwi przyjeżdżają liczyć straty, ale szacują tylko powierzchnię zrytą przez dziki, a nie dostrzegają, że powstały utrudnienia w pracach na całym polu. Chłopi podnoszą krzyk. Nie umieją się dogadać z myśliwymi. A mnie coraz trudniej mediować między nimi.
Wójt zapowiada, że prawdopodobnie w sierpniu zaproponuje radnym podjęcie uchwały-stanowiska do wojewody, aby za szkody odpowiadało państwo.
Witold Sautycz, dyrektor Wydziału Rolnictwa i Środowiska Starostwa Powiatowego w Białej Podlaskiej przyznaje, że trafia do niego sporo skarg od rolników, niezadowolonych ze sposobu oszacowania szkód wyrządzonych przez zwierzynę leśną.
- Kontaktujemy się wtedy z prezesami kół i zachęcamy ich do szybszego i lepszego "potraktowania sprawy”. Niekiedy trochę straszymy, że możliwe jest wypowiedzenie umowy dzierżawnej lasów dla koła - mówi Sautycz. Dodaje, iż najczęściej negocjacjami zajmują się wójtowie. Niekiedy roszczenia trafiają do sądu.
Roman Laszuk, łowczy okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego nie ukrywa, że rosną straty powodowane przez dziki. Grzybiarze i zbieracze jagód płoszą zwierzynę. Stada dzików wychodzą z lasu i kryją się w łanach zbóż.
- Odstrzał jest utrudniony. Niełatwo w wysokim zbożu odróżnić lochę wychowującą młode od odyńca. Dopiero na jesieni myśliwi częściej będą polować na dziki - zapewnia Laszuk.
Pan Andrzej, myśliwy, narzeka, że zdarza się i tak, że rolnicy usiłują wykorzystać sytuację. - Sieją zboże lub sadzą ziemniaki tuż przy lesie. Tam, gdzie żerują dziki. A potem przychodzą po odszkodowanie.
Myśliwi przyznają też, że polowania na dziki nie cieszą się popularnością. Z pozyskanym mięsem są różne kłopoty, m.in. ten, że na własny koszt trzeba je zbadać, czy nie zawiera pasożytów.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!