piątek, 22 września 2017 r.

Biała Podlaska

Dziś prawdziwych herodów już nie ma

Dodano: 23 grudnia 2001, 18:58

Śmierć z kosą, okryta białym prześcieradłem, diabeł z widłami podkreślający grozę swego lica sadzą i król-morderca nowo narodzonych w tekturowej oblepionej pozłotkiem koronie wraz z całym orszakiem innych groźnie-śmiesznych przebierańców jeszcze jakiś czas temu byli stałym elementem świątecznego krajobrazu wielu wsi.
Wędrowało takie towarzystwo przez zaśnieżone pola od chaty do chaty, od wioski do wioski, śmiesząc i bawiąc ich mieszkańców oraz zbierając datki. Nie do śmiechu było, gdy na jakiejś drodze spotkały się dwie takie trupy wędrownych wiejskich artystów. Sypało się wtedy pierze z anielskich skrzydeł, w ruch szły widły, drewniane kosy i kije. Na szczęście potyczki z reguły kończyły się w najgorszym wypadku na kilku siniakach, urwanych lnianych brodach i potarganych szatach.
Dziś, w czasach zdominowanych przez wszechobecną telewizję, nikt dawnych zwyczajów i obrzędów nie kontynuuje. Najmłodsi zapewne nawet nie wiedzą, co to takiego herody.
Doskonale jednak pamięta tamte czasy Leon Szabluk z Malowej Góry, wsi zagubionej nad dolną Krzną i Bugiem w powiecie bialskim. Jeszcze w latach osiemdziesiątych pan Leon, wtedy kierownik Wiejskiego Domu Kultury, ze stworzonym przez siebie zespołem kolędników wędrował po okolicy, a na ich występy do wiejskich świetlic ściągały tłumy. Zajęli nawet pierwsze miejsce na wojewódzkim przeglądzie zespołów kolędniczych w 1982 roku.
Liczącemu obecnie 69 wiosen twórcy herodów – sam napisał scenariusz i szył stroje – na aktywną działalność w zespole obrzędowym nie pozwalają i wiek, i zdrowie. Po jego odejściu na emeryturę aktorska trupa się rozpadła, a kontynuatorów nie ma.
Tuż przed świętami odwiedziliśmy szefa herodów i jego położone w brzozowym zagajniku na skraju Malowej Góry obejście. Powitał nas głośnym ujadaniem dorodny owczarek, a wkrótce pojawił się gospodarz w baraniej szubie – kożuchu. Herodów jednak zobaczyliśmy. Groźnych i barwnych. Towarzyszyły im diabły, aniołowie i cała plejada innych postaci, tyle że... drewnianych, które gospodarz wyczarował w lipowych kloców.
– W taki sposób postanowiłem ocalić od zapomnienia dawny zwyczaj kolędowania z herodami – mówi Leon Szabluk. – Mam jeszcze scenariusz i stroje by się znalazły, ale cóż z tego, kiedy nikomu dzisiaj się nie chce tym zajmować. Gdyby ktoś się do mnie zgłosił, to i teraz chętnie bym pomógł. Pamiętam zarówno role jak i piosenki. Szkoda że wszystko idzie w zapomnienie...
Pan Leon prowadzi nas do drewnianej szopy, swego rzeźbiarskiego warsztatu. To w nim tworzy barwne postacie minionej tradycji. Buduje też drewniane szopki.
– Zgodnie z podlaskim zwyczajem, są one ubogie, kryte słomą. Zastanawiam się, czy nie zrobić bogatszej na wzór krakowskiej – wyjaśnia.
Największa stoi na stole w budynku gospodarczym i sięga sufitu. Ma ruchome figurki i kręcącą się gwiazdę. Drewniana maszyneria uruchamiana jest za pomocą takiej samej korby. Ale i tu wkroczyła nowoczesność – wnętrze podświetla żarówka.
– Można tę szopkę wyjąć tylko przez okno, ponieważ w drzwiach się nie mieści. Chyba nieco przesadziłem z rozmiarami – zastanawia się jej twórca.
Oko wchodzącego do warsztatu cieszą gwiazdy kolędnicze, obrotowe i podświetlane. Podobnie jak szopki, robi je tylko dla siebie. Po to, by ocalić od zapomnienia to, co kiedyś w świątecznym okresie umilało ludziom życie, stwarzało niepowtarzalną atmosferę tych pięknych, zimowych świąt Bożego Narodzenia.
Dziś po tym wszystkim pozostał jedynie żal, że prawdziwych herodów już nie ma...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!