czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Groźne SMS-owe zabawy

Dodano: 11 grudnia 2006, 19:26

Jan J. z gminy Wisznice od prawie dwóch lat jest bombardowany
SMS-ami i telefonami z pogróżkami.

- Otrzymałem prawie 400 SMS-ów z groźbami, że ktoś mnie spali lub podłoży bombę. Ale wiadomości podobnej treści, tyle że z moim imieniem i nazwiskiem w podpisie, dostali też inni ludzie. To mało śmieszne żarty. Miałem przez to spore kłopoty - mówi rozgoryczony Jan J.
Problemy zaczęły się dwa lata temu, kiedy o względy córki pana Jana zabiegał Janusz K. To właśnie on, jako gość jednego z przyjęć weselnych w gminie Komarówka Podlaska, wyszedł na dwór i wysłał SMS-a do siedzącej wewnątrz dziewczyny, ostrzegając, że w sali podłożono bombę. Wybuchła panika i wesele skończyło się przed czasem. Potem jedna z bialskich znanych lekarek otrzymała SMS-a z wiadomością, że... Jan J. ją zabije.
Policja ustaliła, kto może być nadawcą tych wiadomości. Podczas rewizji w domu Janusza K. znalazła starter do karty z charakterystycznym numerem zakończonym 401. Z tego numeru rodzina pana Jana była nękana groźbami. Potwierdziły to także specjalistyczne ekspertyzy. Sąd uznał winę Janusza K. i skazał na półtora roku więzienia w zawieszaniu na trzy lata.
Na tym jednak koszmar pana Jana się nie skończył. Od tygodni ktoś podający się za niego daje ogłoszenia w prasie o sprzedaży majątku. Telefon Jana J. dzwonił jak oszalały, gdy w tygodniku, ukazał się anons, że ma do zbycia auto z 1996 roku za 500 zł. Mężczyzna rozchorował się na serce. A podlascy policjanci poradzili mu, aby... wyrzucił telefon przez okno.
- W kilku redakcjach zablokowałem już przyjmowanie ogłoszeń na moje nazwisko - mówi pan Jan. - W poprzednim tygodniu ktoś nagrał się na moją pocztę głosową. Usłyszałem wyzwiska i groźbę, że zginę. To mógł być głos Janusza K. Powiadomię o tym prokuraturę i sąd - mówi pan Jan. Jednak podinspektor Jerzy Ignatowicz z Komendy Miejskiej Policji powiedział nam, że na razie takie zgłoszenie nie wpłynęło.
Janusz K. zapytany przez nas, czy jest zamieszany w nękanie rodziny J., odpowiada, że od dawna nie ma z nimi nic wspólnego.
- Przez rokiem zostałem wrobiony w sprawę sądową. Nie udało mi się oczyścić z zarzutów. Już dwa lata nie mam wcale kontaktów z J. Nie obchodzą mnie ich losy. Może ktoś wcześniej podpatrzył mnie i teraz podszywa się pod dawne metody - broni się Janusz K.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!