poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Biała Podlaska

Jakim prawem sprzedają mój plac?

Dodano: 12 sierpnia 2003, 20:10

Dzieje się wielka krzywda. Urząd Miasta sprzedaje moją własność. Nie mogę do tego dopuścić - z taką informacją zatelefonował do nas Józef Ceniuk z Białej Podlaskiej

Jak to możliwe, że ktoś bez pytania decyduje, co należy do pana - pytam z niedowierzaniem już na miejscu, w mieszkaniu rozmówcy.

Plac kupił mój ojciec

- Przed drugą wojną światową mój ojciec kupił od Żyda Echila Minca plac, na którym teraz stoi ten dom. Akt notarialny zaginął, ale odnalazłem go niedawno w archiwum. Ale to nie wszystko. W 1960 roku państwo przejęło część nie zabudowanego terenu i miasto uważa, że jest jego właścicielem - streszcza sprawę pan Józef. - Tutaj było pole, a tam karczma "Ostatni grosz”. Od jej właściciela, Żyda Echila Minca, mój ojciec, Jan Ceniuk, kupił w 1937 roku ten plac - opowiada.

Zasiedzenie? To nie takie proste

- Od wyroku w 1960 roku minęło już tyle lat. Dlaczego nie dochodził pan swoich praw wcześniej, nie próbował wyjaśnić sytuacji, uregulować jej zgodnie z prawem? - Po pierwsze, nie wiedziałem wówczas, że ta rozprawa się odbywa. Dowiedziałem się dużo później. Ale jeszcze - co najdziwniejsze - państwo przejęło ten plac jako mienie pożydowskie, nie biorąc pod uwagę, że ziemia należy do mojego ojca - wyjaśnia J. Ceniuk.
Jego rodzina bez przerwy od 1937 roku użytkowała działkę w przekonaniu, że jest na swoim. Wyrósł na niej piękny sad. - Miasto zrobiło mi w końcu eksmisję. Komornik wyciął w pień ponad setkę drzew. Złożyłem doniesienie do prokuratury w tej sprawie, ale umorzyła postępowanie. Wie pani, myślałem wówczas tak: jak nie mam żadnego dokumentu, a sobie tak po cichu tu pomieszkamy przez kilkadziesiąt lat, to nabędziemy prawa do tego gruntu przez zasiedzenie. Ale wyszło na to, że tak się nie da.

Miasto nie odpuszcza

Za taki plac (powierzchnia wynosi około 1700 metrów kwadratowych) można wziąć jakieś 150 tysięcy złotych. - Miasto chce go sprzedać jak najszybciej, zanim nie dojdzie do kasacji wyroku z 1960 roku. Chodziłem, prosiłem, żeby poczekali, nic z tego. Już drugi raz odbywa się przetarg - pan Józef pokazuje gazetowe wycinki ogłoszeń. - W pierwszym nie znalazł się nabywca. - Mówią, że zwrócą mi pieniądze, gdyby się okazało, że to moja ziemia. Co mi po nich, ja chcę zachować ojcowiznę. Mam czterech synów i dziesięcioro wnucząt. Będzie komu przekazać.
W drugiej części placu (tej, która na pewno jest własnością Ceniuka), oprócz małego domu, od strony ulicy Janowskiej wznosi się duża kamienica. W niej mieści się sklep komputerowy należący do syna pana Józefa, Piotra Ceniuka. - Z moim bratem Wacławem, który teraz jest w Australii, postanowiliśmy, że trzeba coś po sobie zostawić, i wybudowaliśmy ten dom - mówi o kamienicy J. Ceniuk.
77-letni mężczyzna samotnie mieszka w jednej połowie starego domu. Drugą oddał dwóm wnukom, Michałowi i Jackowi i sąsiaduje teraz przez ścianę z rodziną pierwszego z nich.

Akt się odnalazł

- Nie dawali mi spokoju, więc zacząłem w archiwach szukać aktu kupna-sprzedaży, zawartego przez mojego ojca i Żyda Minca. Pamiętałem, że notariusz nazywał się Moździński. W końcu się udało odnaleźć dokumenty w radzyńskim archiwum. Myślałem, że to ostatecznie zamknie sprawę, ale gdzie tam. Dopiero się zaczęło - opowiada Ceniuk.
Sądy, ani Rejonowy w Białej Podlaskiej ani Okręgowy w Lublinie nie przyznały panu Józefowi prawa własności do tej działki. Odwoływał się. Jego zażalenia oddalano. Nasz rozmówca czeka teraz na rozpatrzenie kolejnej skargi. Liczy, że w Sądzie Najwyższym nastąpi oczekiwany finał. - Mój adwokat jest przekonany, że sprawę wygram. Ja też innego rozwiązania nie przewiduję. Wierzę w sprawiedliwość. Przecież tu jest czarno na białym napisane, że mój ojciec kupił ten plac od Minca. Ten dokument daje mi niepodważalne prawo własności. Tylko dlaczego urzędnicy tak mnie krzywdzą - pyta Józef Ceniuk.
Dzisiaj o godzinie 10 w Urzędzie Miasta Biała Podlaska rozpocznie się przetarg na nieruchomość przy ulicy Janowskiej. To już drugie podejście. Za pierwszym razem nie znalazł się kupiec. •

Rozmowa z Elżbietą Pyrką, naczelnik Wydziału Geodezji i Gospodarki Nieruchomościami UM w Białej Podlaskiej

To trwa tak długo

• Dlaczego miasto chce teraz sprzedać działkę?
– Mamy do tego prawo. 8 lat czeka-
liśmy. Od 1995 roku pan Ceniuk próbuje podważyć nasze prawo własności i nie udaje mu się. Sądy różnych instancji rozpatrywały tę sprawę i przyznają rację gminie miejskiej, potwierdzając, że to ona jest właścicielem. Nie ma dokumentów, które przesądzałyby, że to jest własność tego pana.

• A odpis aktu notarialnego?
– Ale sąd tego nie potwierdza. My nie rozstrzygamy. To teren w środku miasta, nie zagospodarowany, położony w sąsiedztwie pięknego budynku USC. Chcemy, żeby ktoś ładnie ten plac urządził. Jest przeznaczony pod budownictwo usługowo-mieszkaniowe.

• Co będzie, jeżeli kiedyś pan Ceniuk odzyska prawo do placu, który będzie już w innych rękach?
– Jeżeli sąd kiedyś tak postanowi, to przyzna też odszkodowanie. Ale to już tak długo się toczy...

Rozmawiała Beata Malczuk
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO