środa, 20 września 2017 r.

Biała Podlaska

Ochotnik nie odmawia pomocy

Dodano: 23 września 2002, 16:57
Autor: Beata Malczuk

Odgarnianie tlącego się popiołu grozi poparzeniem nóg. Strażacy narażają swoje zdrowie, a wszystko p
Odgarnianie tlącego się popiołu grozi poparzeniem nóg. Strażacy narażają swoje zdrowie, a wszystko p

Mieszkańcy Polubicz dopiero po trzech tygodniach zawiadomili straż o pożarze. Około 30 hektarów łąk uległo wypaleniu. Strażacy aż po 5 dniach gaszenia opanowali żywioł. Gdyby nie ich zaangażowanie, straty byłyby o wiele większe.

Strażacy z OSP w Wisznicach przypuszczają, że przyczyną pożaru było wypalanie nie zebranych resztek siana. Ogień zajął pokłady torfu znajdujące się pod powierzchnią ziemi i poszło. Dym musiał być widoczny z daleka, ale dopóki nie przeszkadzał, nikt nie zawiadamiał straży. - Gdyby od razu ludzie to zrobili, na drugi dzień byłoby po sprawie. Działania na tak dużej powierzchni są utrudnione. Wodę doprowadzaliśmy wężami z rowu melioracyjnego. Kilometrami trzeba było ciągnąć linie - mówi Jan Maksymiuk, komendant.
- Wozy gaśnicze grzęzły w torfie, nie dało się wszędzie dojechać - tłumaczy Zygmunt Borsuk, prezes OSP Wisznice.104 ochotników z 19 jednostek od rana do wieczora walczyło z żywiołem prawie tydzień. Wiatr, deszcz, a przede wszystkim swąd spalenizny nie ułatwiały im zadania. Mimo zmęczenia nie rezygnowali. Niewielkie opady przygaszały żar, który i tak robił swoje. Zwęglał napotkane pod ziemią korzenie krzewów i drzew, które tracąc podstawę padały. Ochotnicy rozgarniali popiół, przekopywali podłoże, wyorywali pasy ziemi, aby zatrzymać ogień. - Wszystko, co żyje, uciekało stąd. Spod nóg wyskakiwały norniki - mówią strażacy. Ogromne ilości wody wylali na dymiące łąki. Kiedy pożar przestał się rozprzestrzeniać, zmienili taktykę gaszenia. Podnieśli śluzę kanału, aby rowami melioracyjnymi skierować w pobliże wodę. Niedrożne, od dawna nie czyszczone wolno się napełniają. Będą stanowiły dodatkowy punkt czerpania. - Do wtorku powinniśmy akcję zakończyć. Koszty działań są bardzo duże. Zużycie paliwa, sprzętu, a straty w środowisku naturalnym trudno oszacować - podkreśla Mieczysław Goławski, zastępca komendanta bialskiej PSP. Przy gaszeniu współpracowały ze sobą jednostki ochotnicze i 3 zawodowe. Samochód z wężami i motopompą o dużej wydajności przyjechał ze stolicy powiatu. Ochotnicy dysponują tym, co najpotrzebniejsze i nie żałowali rąk do pracy. - Ochotnik to ochotnik, wszystko rzuci, a na pomoc przybędzie - kwituje J. Maksymiuk. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!