piątek, 24 listopada 2017 r.

Biała Podlaska

Operacja na zranionym sercu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 maja 2002, 13:45

Przed wypisaniem pacjenta ze szpitala ordynator Romuald Pietrosiuk (po lewej) rozmawia z uratowanym
Przed wypisaniem pacjenta ze szpitala ordynator Romuald Pietrosiuk (po lewej) rozmawia z uratowanym

Prawie cudem było niedawne utratowanie w niewielkim szpitalu w Międzyrzecu Podlaskim 44-letniego Leszka S., który trafił tam z głęboką raną kłutą serca.

Pogotowie ratunkowe przywiozło go wczesnym rankiem z raną kłutą klatki piersiowej w okolicy mostka. Pacjent był w stanie ciężkim. Lekarz dyżurny szybko wezwał lek. med. Romualda Pietrosiuka, ordynatora Oddziału Chirurgii Ogólnej i Urazowej.
- Po wstępnych badaniach zakwalifikowaliśmy go ze względu na pogarszający się stan zdrowia do doraźnego zaopatrzenia na sali operacyjnej. Krew z serca dostawała się w dużych ilościach do worka osierdziowego. Serce nie miało miejsca do swobodnej pracy, było blokowane przez napływającą krew. Trudno określić ile pacjent mógł wyżyć w tym stanie. Przy takiej, głębokiej ranie, w każdej chwili mógł nastąpić zgon. Większość tego typu urazów kończy się śmiercią na miejscu zdarzenia, stąd rzadkość tego przypadku. Podczas operacji stwierdziliśmy ranę kłutą lewej strony mostka, drążyła ona w stronę serca aż do komory prawej - mówi Romuald Pietrosiuk. W zabiegu ordynatorowi pomagał lek. med. Paweł Lasek, a znieczulała lekarz anestezjolog Renata Topczewska.
- Po odprowadzeniu krwi z worka osierdziowego zlokalizowaliśmy ranę górnej części prawej komory serca. Wykonaliśmy szwy. Była to pierwsza tego typu moja operacja. Jako chirurdzy jednak jesteśmy szkoleni i przygotowani do zaopatrzenia przypadków urazowych, które do nas trafiają. Nie możemy wybierać - podkreśla Romuald Pietrosiuk.
Szybko powracający do zdrowia 44-letni Leszek S. już odzyskuje humor, z którego szczególnie słynie. Poważnie jednak wypowiada się o tym, co go spotkało w Międzyrzecu Podlaskim:
- Ja nie pamiętam jak się stało, że najpierw spotkała mnie ta tragedia. Na drugi dzień po operacji lekarz obrazowo powiedział mi, że bardzo niewiele w odległości rany i czasu dzieliło mnie od śmierci. Miałem szczęście do dobrych ludzi. Wydarzyło się coś cudownego. Po 11 dniach jestem już w dobrym stanie. Mama nie wierzyła, kiedy jej przez telefon powiedziałem o wyleczeniu. Chociaż słowa nie oddadzą w pełni mojej wdzięczności po skomplikowanej operacji, to jednak chciałbym podziękować ordynatorowi i lekarzom oraz pielęgniarkom za uratowanie życia i profesjonalną opiekę. Jak zobaczę swój dom i brzózki, które kocham, uświadomię sobie co odzyskałem. Po raz pierwszy byłem w szpitalu. Jestem mile zaskoczony jakością międzyrzeckiego, gdyż znam obiegowe opinie o innych podobnych placówkach - podkreśla nabierający sił Leszek S.
Ordynator potwierdza, iż leczenie pooperacyjne przebiega bez powikłań. Operowany wychodzi ze szpitala.
- Jest to przypadek, kiedy pacjent ma szczęście i służba zdrowia też. Dzięki temu chory powraca do domu - zaznacza R. Pietrosiuk.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!