niedziela, 23 lipca 2017 r.

Biała Podlaska

Pieniądze przejdą koło nosa

Dodano: 16 stycznia 2002, 19:17

Stoczek Łukowski nie wykorzysta 700 tysięcy złotych, jakie zaproponował mu PFRON na dofinansowanie utworzenia Zakładów Aktywności Zawodowej, w których pracę znalazłoby piętnastu niepełnosprawnych.

Zakłady te miały być jedną z zaledwie czterech placówek tego typu działających w Polsce. Zatrudnieni tam niepełnosprawni mieli szyć ręczniki i pościel. Pracę znalazłoby również pięciu pracowników obsługi. Niestety miasto nie może przyjąć pieniędzy od PFRON. - Żeby je dostać, musielibyśmy najpierw zainwestować około 500 tysięcy. Nie stać nas na to, bo cały nasz tegoroczny budżet to 3 miliony 300 tysięcy a planowane inwestycje sięgają w tym roku tylko 200 tysięcy - wyjaśnia burmistrz Bogdan Gołęgowski. Prowadzone przez miasto ZAZ miałyby mieścić się w budynku spółdzielni inwalidów "Łuksja”, jednak zastrzeżenia wniosła już Regionalna Izba Obrachunkowa, ponieważ część towarów wyprodukowanych w zakładach miałaby jako swoje sprzedawać "Łuksja”. Według burmistrza, dla miasta to zbyt wielkie ryzyko, bo samorząd musiałby ręczyć swoim kapitałem za rentowność zakładów. Władze samorządowe obawiają się, że w razie trudności ze zbytem towarów to one pokryją koszty.
W tej sytuacji konieczność wypracowania przez niepełnosprawnych co najmniej 25 procent kosztów utrzymania placówki to kolejny argument przeciw ZAZ. W magistracie wiedzą bowiem, że jeśli to się nie uda, koszty poniesie miasto. Powiatowy zespół ds. orzekania o stopniu niepełnosprawności już w połowie zeszłego roku przebadał potencjalnych chętnych do pracy w ZAZ. - Nie chcieliśmy przedłużać procedury uruchamiania zakładu. Orzekaliśmy pozytywnie w przypadku około dwudziestu niepełnosprawnych, którzy mogliby tam pracować. - mówi Lech Dębczak, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Łukowie.
Powstanie ZAZ w Stoczku byłoby zagrożeniem dla działających tam Warsztatów Terapii Zajęciowej. Według przepisów przysposobieniem do życia społecznego dotkniętych przez los ludzi jest uczestnictwo w warsztatach, potem praca w ZAZ, wreszcie w Zakładzie Pracy Chronionej. - Ludzie zazwyczaj nie chcą oddawać niepełnosprawnych krewnych do warsztatów. Dlatego mam problemy ze skompletowaniem wymaganej dwudziestki uczestników. Jeśli by przeszli do ZAZ, mielibyśmy problemy z utrzymaniem placówki - wyjaśnia kierowniczka warsztatów Joanna Sękowska - Czub.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!