poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Biała Podlaska

Policjantów napad nie interesuje

  Edytuj ten wpis
Dodano: 17 stycznia 2003, 19:27

 (rys. Tomek Wilczkiewicz)
(rys. Tomek Wilczkiewicz)

Funkcjonariusze z Białej Podlaskiej nie stanęli w obronie napadniętego nastolatka. Po naszej interwencji wszczęto wobec nich postępowanie dyscyplinarne, a wczoraj sprawcy pobicia zostali zatrzymani.

Do zdarzenia doszło w okolicach bialskiego bazaru przy al. 1000-lecia. 17-letni licealista Marek K. został napadnięty przez dwóch rówieśników.
- Doszedłem do ogrodzenia bazaru. Nagle ktoś mnie złapał od tyłu za ręce. Drugi napastnik zaszedł mnie z przodu i uderzył kilka razy w twarz. Zażądali pieniędzy. Gdy odmówiłem, sami przeszukali moje kieszenie. Po oddaniu mi pustego portfela, pożegnali jeszcze ciosem w szczękę i oddalili się w stronę rzeki - opowiada Marek.
Niedaleko bazaru zobaczył radiowóz. - Miałem nadzieję, że dzięki szybkiej interwencji uda się zatrzymać złodziei. Pomoc policji ograniczyła się jednak do wysłuchania i odprowadzenia do strażników miejskich. Sami - jak utrzymywali - nie mieli wówczas czasu - relacjonuje chłopiec.
Strażnicy też nie pomogli. - Powiedzieli, że nie mogą interweniować bez zgody zwierzchników i wrócili do kontroli samochodu. A policjant wrócił do radiowozu - twierdzi poszkodowany licealista.
Do zdarzenia doszło we wtorek. Dzień później, po naszej interwencji u zwierzchników policyjnego patrolu, wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Policjanci odnaleźli i przesłuchali poszkodowanego chłopca. Wczoraj złapali napastników. Przyznali się do winy i zostali zatrzymani do dyspozycji prokuratora.
- Wszczęte też zostało postępowanie dyscyplinarne wobec policjantów, którzy nie dopełnili swoich obowiązków. Funkcjonariusze są zobowiązani do przyjęcia zgłoszenia. Mieli wprawdzie do wykonania konkretne zadanie, ale nie zwalniało ich to z przestrzegania regulaminu - mówi Zbigniew Lisiecki, rzecznik prasowy KMP.
Tymczasem Artur Żukowski, szef bialskiej straży, nie zamierza ukarać swoich ludzi bo, jak twierdzi, nie ma podstaw. - Policjant podszedł z chłopcem i tylko "po koleżeńsku” spytał, czy mogą się zająć sprawą, ale nie powiedział, o co chodzi. Funkcjonariusze interweniowali w innej sprawie. Odpowiedzieli, że jak skończą, to poinformują dyżurnego. Policjant nie czekał, tylko odszedł, więc strażnik myślał, że funkcjonariusz zrezygnował z ich pomocy. Chłopiec też nic nie mówił. To ewidentna wina policjantów.
Inicjały poszkodowanego zostały zmienione

Była wina, była kara

W Dzienniku z 18 listopada ub. roku opisaliśmy, jak w sobotni wieczór w centrum Lublina grupa pijanych i agresywnych mężczyzn najpierw biła się między sobą, a potem atakowała mijających ich ludzi. Awantura na ulicy trwała kilkadziesiąt minut. Wzywani na pomoc policjanci nie podjęli interwencji. Po naszej publikacji komendant wojewódzki wszczął postępowanie. W jego wyniku trzej policjanci, którzy zbagatelizowali wezwanie o pomoc, zostali ukarani dyscyplinarnie i służbowo.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!