środa, 23 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Ratownicy spod znaku ognia

Dodano: 11 lutego 2002, 16:32
Autor: Beata Malczuk

Trudno przewidzieć, co może się zdarzyć strażakom w pracy. Coraz częściej nie są to pożary. Wyjmowanie dziecka z wirówki w pralce automatycznej, wydobywanie krowy z szamba, rozbieranie ścian piwnicy z uwięzionym bykiem - z tym przychodzi się zmierzyć funkcjonariuszom PSP.

Ogromny kokon szerszeni wynieśli ostatnio strażacy z budynku gospodarczego w Białej Podlaskiej. Ubrani w kombinezony gazoszczelne uwolnili mieszkańców posesji od uciążliwego sąsiedztwa.
- To jedna z nietypowych, jak na porę roku akcji, ale wszystko wskazuje na to, że sezon na owady już się rozpoczął - przypuszcza Mieczysław Goławski, zastępca Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Białej Podlaskiej. - Podkreślam jednak, że nie będziemy usuwać wszystkich gniazd, tylko te zagrażające ludziom w miejscu zamieszkania. Altany na działkach nas nie interesują - dodaje. Jest starszym brygadierem, widział już niejedno, ale to, z czym mają do czynienia jego koledzy, potrafi go zaskoczyć. - Niedawno wóz strażacki zastępował karetkę pogotowia. Było ślisko na drogach, wszystkie ambulanse wyjechały w teren. Strażacy do czasu przybycia pomocy medycznej podtrzymywali przy życiu człowieka w stanie poważnego zagrożenia - mówi zastępca komendanta. Podkreśla, że szkolenia z zakresu ratownictwa medycznego się przydały. Prawie cała załoga z pionu interwencyjnego odbyła kursy. To, co wcześniej określano jako niekonwencjonalne działanie, dla straży staje się normalnością.
- Nie jesteśmy przecież tylko od gaszenia ognia. Ratownictwo chemiczne, ekologiczne, techniczne również jest naszą domeną. Postęp cywilizacyjny stawia przed nami różne zadania i jest ich coraz więcej - wyjaśnia Tomasz Majewski, zastępca komendanta powiatowego PSP w Łukowie. Jego podwładni mieli na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy sporo pracy z niesfornymi zwierzakami - wyciągali kota z szybu wentylacyjnego w urzędzie skarbowym, umieszczali na miejscu zrzucone gniazda bocianie, zapobiegli utonięciu konia w szambie, łapali w parku węża.
Bez pomocy strażaków z Parczewa źle byłoby z łosiem, który ugrzązł w torfowisku w pobliżu Przewłoki. - Zrobiliśmy podkop i udało się zwierzę wypchnąć - wspomina Janusz Krasuski, komendant PSP. Śmierć głodowa groziła też bocianowi unieruchomionemu we własnym gnieździe. Skuteczna interwencja ukróciła jego cierpienie.
Straż współpracuje z innymi służbami. - Pogotowie wzywa nas, jak nie może sobie poradzić. Tak było, kiedy sanitariusze nie mogli znieść z czwartego piętra kobiety ważącej sto pięćdziesiąt kilogramów - wspomina Dariusz Gomółka, komendant PSP w Radzyniu Podlaskim. Innym razem dymiąca plama kwasu azotowego zagrażała pracownikom zakładu jubilerskiego. I tym razem strażacy zażegnali niebezpieczeństwo.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!