środa, 23 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Śmierć w bioelektrowni w Uhninie. Kierownictwo przed sądem

Dodano: 3 marca 2014, 13:15
Autor: (jsz)

Jest akt oskarżenia w sprawie śmierci dwóch pracowników bioelektrowni w Uhninie. Mężczyźni zatruli się podczas konserwacji studzienki. Ich przełożeni odpowiedzą za narażenie życia podwładnych.

Akt oskarżenia skierowano już do Sądu Rejonowego w Radzyniu Podlaskim. Sprawa dotyczy tragedii, do której doszło w Uhninie w czerwcu ubiegłego roku. Zginęli wówczas dwaj pracownicy miejscowej bioelektrowni. Mieli 20 i 21 lat. Zeszli do głębokiej na 3 metry studzienki, żeby udrożnić kanały. Po pewnym czasie zasłabli. Strażacy wydobyli ich na powierzchnię. Mimo reanimacji, mężczyzn nie udało się uratować. - Biegli wykluczyli zgony mężczyzn z powodów mechanicznych - wyjaśnia Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. - Jako prawdopodobną przyczynę ich śmierci wskazali uduszenie z powodu braku tlenu lub nagromadzenia się dużych stężeń dwutlenku węgla, bądź uduszenie siarkowodorem. Skąd tak wysokie stężenie zabójczych gazów? Biegli ustalili, że powietrze ze studzienki zostało wyparte przez gaz, wydobywający się z oczyszczonego odpływu. Poziom tlenu szybko spadł poniżej normy. Obaj mężczyźni pracowali bez koniecznych zabezpieczeń. - Biegły wskazał na szereg zaniedbań - przyczyn zaistniałego zdarzenia po stronie pracodawców. Znalazło to swe odzwierciedlenie w zarzutach - dodaje Syk-Jankowska. 57-letni Marek P. prezes zarządu Gospodarstwa Rolno - Handlowego "Uhnin” odpowie za nieumyślne doprowadzenie do śmierci pracowników. Zdaniem śledczych, zlecił im niebezpieczne zadanie, chociaż nie byli odpowiednio przeszkoleni. Nie mieli też niezbędnego wyposażenia. Przed sądem stanie również podwładna prezesa, 30-letnia Wioletta D., która przekazała pracownikom polecenie prezesa. Kobieta miała nadzorować pracę bioelektrowni. - Poleciła dwóm pracownikom udrożnienie rur odpływowych - wyjaśnia Syk-Jankowska. - O godzinie 18.41 Wioletta D. odjechała z bioelektrowni. Wróciła po godzinie i stwierdziła, że przebywający w studzience mężczyźni nie dają znaków życia. Kobieta, podobnie jak prezes odpowie za nieumyślne doprowadzenie do śmierci podwładnych. Zdaniem śledczych, była bezpośrednio odpowiedzialna za ich przeszkolenie. Powinna też zapewnić im sprzęt ochronny. W procesie odpowiadać będą również 38-letni Krzysztofowi G., członek zarządu bioelektrowni oraz 29-letni Tomasz R., kierownik odpowiedzialny za przestrzeganie przepisów BHP. Obu oskarżono o narażenie pracowników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Marek P., Krzysztof G. i Tomasz R. nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień. Wioleta D. również się nie przyznała. Wytłumaczyła, że działała na polecenie prezesa Marka P. Później odmówiła dalszych wyjaśnień. Oskarżonym grożą kary od 3 do 5 lat więzienia.
Czytaj więcej o: bioelektrownia uhnin
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!