piątek, 22 września 2017 r.

Biała Podlaska

Sprzedano nas

Dodano: 9 grudnia 2002, 16:15
Autor: Beata Malczuk

Tutaj wycięto wszystko i nic nie zasadzono w miejscu zrębu - pokazuje Zbigniew Demianiuk.
Tutaj wycięto wszystko i nic nie zasadzono w miejscu zrębu - pokazuje Zbigniew Demianiuk.

Kupił nas, wykorzystał nasze zdrowie po to, aby zrabować z lasu to, co się dało i sprzedać na papier. Zostaliśmy na lodzie- mówią o obecnym właścicielu ziemi byli pracownicy PGR w Kijowcu.

Usytuowane wśród pół, z dala od wsi i głównej drogi osiedle bloków w Kijowcu. Kilku mężczyzn wychodzi na spotkanie. Nie trzeba ich specjalnie zachęcać do rozmowy. Negatywnie oceniają właściciela, który dwa lata temu kupił od państwa ponad 700 hektarów ziemi. Opowiadają, jak pracowali u niego w lesie po dziesięć, dwanaście godzin z wyjątkiem niedziel przez pięć miesięcy. Bez kasków, ubrań ochronnych, przeszkolenia. Tygodniowo trzy wagony wyładowane sosną i brzozą odjeżdżały gdzieś w Polskę do papierni. - Dopiero po miesiącu pojawił się leśniczy z Chotyłowa i znaczył sztuki do wyrębu. To była dewastacja - mówi Zbigniew Demianiuk. Odszedł z pracy, bo miał dość złego traktowania. Utrzymuje rodzinę z renty, którą mu przyznano na rok w związku z chorobą kręgosłupa. Lista pretensji jest długa. - Nie mam pracy, zasiłku, dwoje dzieci się uczy. Jest ciężko - podkreśla Krzysztof Demianiuk. 22 lata przepracował w PGR. Otrzymał wypowiedzenie. Stałe zatrudnienie znalazło u nowego gospodarza jedynie 5 mężczyzn z dawnej załogi. Inni, według naszych ustaleń kilkunastu i ich rodziny, zostali na lodzie. Tylko kilku pobiera emerytury. - Żona po operacji. Mamy troje dzieci. Dorabiam dorywczo - wyznaje krótko Zenon Lenart.
- Stadnina nie wiedziała, co z nami zrobić, a Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa po prostu nas sprzedała. Chcieliśmy kupić ziemię, ale nie dopuszczono do tego - podsumowują dyskusję. Przewijający się w trakcie zarzut o dewastację lasu musimy sprawdzić.
- To nieprawda. Na dziewiętnastu zalesionych hektarach wykonaliśmy trzebież. Usunięto drzewa, które tego wymagały - słyszymy od żony właściciela terenu, Katarzyny Pietraszuk. W Nadleśnictwie Chotyłów, które w imieniu starosty bialskiego nadzoruje lasy niepaństwowe, mówią nam to samo. - Przez lata las był zaniedbany, dobrze że obecny gospodarz go pielęgnuje - wyjaśnia Arkadiusz Krasa, nadleśniczy.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!