piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Strażnicy ścigają uczniów, którzy palą i brudzą

Dodano: 16 września 2008, 16:59

W szkole palić nie można więc uczniowie na każdej dłuższej przerwie kopcą w pobliżu.

Ale Straż Miejska grożąc 50 złotowymi mandatami zagląda do klatek bloków koło szkół i krąży gnębiąc palaczy.

- Nie jest miłe karanie młodych ludzi ale musimy reagować na interwencje właścicieli posesji, którzy mają dość palaczy śmiecących na ich terenie - mówi inspektor Marek Sieczko ze Straży Miejskiej.

Jak wygląda taka interwencja? Inspektor Siczko z inspektorem Markiem Makarukiem podjeżdżają na ul. Piłsudskiego, tam gdzie grupki młodzieży kręcą się z papierosami pod blokiem. Strażnicy okrążają radiowozem budynek i zatrzymują się przed palaczami. Inspektorzy proszą dwóch chłopców i dziewczynę o szkolne legitymacje. Spisują dane i pouczają: - Tu nie ma miejsca do palenia. Zostawiacie po sobie śmiecie - zwraca uwagę inspektor Makaruk.

- W szkole nie dają nam palić. Na przerwach szukamy więc na papieroska wolnego miejsca. Staram się nie śmiecić, bo niedawno pracowałem w Anglii przy sprzątaniu ulicy. Wiem, jaki jest kłopot z petami - mówi Marek z trzeciej klasy Zespołu Szkół Zawodowych nr 1.

Towarzysząca mu Paula dopowiada, że ona to chyba całkiem rzuci papierosy. - Ja też rzucam nałóg - dodaje Marek. Jego kolega daje znak większej gromadce palaczy siedzącej na pobliskiej ławce. Uczniowie zrywają się i znikają jak kamfora ale wcześniej uprzątają niedoopałki.

Podobnie jest po przeciwnej stronie ulicy. Obok siedziby Miejskiego Klubu Sportowego kilka grupek uczniów ucieka na widok mundurowych.

- Na terenie szkoły i obok niej nie pozwalamy na palenie. Rozmawiamy z uczniami i organizujemy pogadanki o nałogach. Presja reklam i mody jednak działa na młodzież silniej. Nie mam tylu nauczycieli, żeby chodzili po mieście i szukali naszych palących uczniów. Gdy dzwonią do nas sąsiedzi, którzy skarżą się na palaczy proponujemy wzywanie straży - wyjaśnia Marta Borys, dyrektor ZSZ nr 1.

Strażnicy dyscyplinują też palaczy w okolicy bialskiego Publicznego Gimnazjum Nr 2 i IV LO. Chodzi o niewielki przesmyk pomiędzy ulicami Akademickiej i Osterwy, gdzie młodzież skrywa się z papierosami.

- Palą i w ogóle się nas nie słuchają. Nawet rzucają butelki w przejściu. Powinny szkoły coś rozbić, bo musimy sprzątać po ich uczniach! - denerwuje się właściciel jednej z sąsiednich posesji.

Krzysztof Ulita, zastępca dyrektora bialskiego Publicznego Gimnazjum Nr 2 twierdzi, że zaledwie garstka uczniów pali papierosy nieopodal szkoły.

- To problem marginalny. Cały czas przy drzwiach szkoły dyżuruje nauczyciel. Niestety, nie jesteśmy w stanie biegać poza terenem gimnazjum. Ale nasz pedagog szkolny przeprowadza bardzo stanowcze rozmowy z palącymi. Uczniowie podpisują notatki w tej sprawie. Później informujemy rodziców - mówi wicedyrektor.

- Pety leżą nawet przy podstawówkach. Na początku września uczniowie palą na umór. Później nieco się uspokajają. Najgorsze, że w sklepach i kioskach nielegalnie sprzedaję się nieletnim papierosy - twierdzi Artur Żukowski, komendant bialskiej SM, który uważa, że problem nastoletnich palaczy zaśmiecających tereny miejskie dotyczy okolic wszystkich szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!