środa, 26 lipca 2017 r.

Biała Podlaska

Walka o zwłoki

Dodano: 28 stycznia 2002, 16:36

W Łukowie dwa zakłady pogrzebowe od czterech lat walczą z trzecim, który jest dzierżawcą jedynego w mieście przyszpitalnego prosektorium. Orzeczenie Urzędu Antymonopolowego od ponad roku jest lekceważone.

- Monopol naszego konkurenta polega na tym, że dzierżawi on od szpitala jedyne w promieniu trzydziestu kilometrów prosektorium a firmom pogrzebowym, które zmuszone są korzystać z jego usług wciąż utrudnia funkcjonowanie - mówi Ewa Żurawska, właścicielka jednego z zakładów.
Zarówno ona, jak i druga firma, która uważa się za poszkodowaną od 1998 roku wiele razy pisały skargi do ministerstwa zdrowia, wojewody, starosty. - Wszyscy bezradnie wzruszają ramionami i odsyłają nas do dyrektora szpitala, który wydzierżawił prosektorium - poinformowano nas w drugim zakładzie, należącym do rodziny Kruczyńskich.
Jedyną instytucją, która na skargi odpowiedziała jest Urząd Antymonopolowy. W wydanym orzeczeniu stwierdzono, że dzierżawca prosektorium Wiesław Tomczak stosuje praktyki monopolistyczne i musi ich zaniechać. Od wydania orzeczenia w listopadzie 2001 roku minął już ponad rok, nic się jednak nie zmienia. - Nic nie zmieniamy, bo nie czujemy się monopolistami, wygraliśmy legalnie i zgodnie z prawem przetarg na dzierżawę. Zasady rządzące prosektorium wyznacza regulamin, musi być przecież jakiś regulamin określający porządek - stwierdza Elżbieta Tomczak, żona dzierżawcy prosektorium.
Wśród zasad wyznaczonych przez dzierżawcę prosektorium jest między innymi zakaz wydawania firmom pogrzebowym ciał w niedzielę: - Kiedy ciało bliskiej mi osoby po zgonie w szpitalu trafiło do prosektorium i poinformowałem dzierżawcę, że nie będę korzystał z jego usług tylko zwrócę się do konkurencyjnej firmy pogrzebowej on najpierw odmówił wydania ciała w niedzielę. Problemy były też w poniedziałek, bo "nie było czasu dla firm zewnętrznych”. W końcu odebrałem zwłoki dopiero we wtorek - napisał w skardze do prokuratury Zygmunt Gałązka z Aleksandrowa.
Klientom nie podoba się, że muszą płacić za przygotowanie zwłok do pochówku, wykonane bez zamówienia przez zakład W. Tomczaka. Zofia Płudowska z Celin Włościańskich chowała ojca, który umarł w szpitalu. - Poinformowałam pana Tomczaka, że nie będę korzystać z usług jego firmy i chcę zabrać ciało. Najpierw nie chciał go wydać, potem za przygotowanie zwłok zażądał 200 złotych. Nie chciałam zapłacić, bo wiem, że przepisy nakazują to szpitalowi za darmo - mówi zirytowana Z. Płudowska.
Łukowianin Sławian Grochowski woził ciało zmarłej matki z prosektorium do domu i z powrotem, a potem znów do prosektorium, bo prowadzący chłodnię przygotował regulamin, który zabrania przyjmować ubranych ciał: - Matka przed śmiercią prosiła, bym ją ubrał sam, żeby nie robił tego nikt obcy. Jej ciało było bezczeszczone i wożone po mieście w zemście za to, że nie chciałem korzystać z usług firmy Tomczaka - mówi Sławian Grochowski.
Wiesław Tomczak ten incydent tłumaczy regulaminem: - Ubrania w chłodni niszczą się, dlatego nie przyjąłem ubranego ciała - mówi.
Zdaniem protestujących firm, idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby prosektorium wróciło pod zarząd szpitala. Jego dyrektor jednak nie chce niczego zmieniać, nie widzi też problemu. - Wszystko według naszych informacji odbywa się zgodnie z prawem. Umowa cywilno-prawna na dzierżawę dla pana Tomczaka kończy się w połowie lutego. Będzie mowy przetarg, do którego może przystąpić każda z firm -wyjaśnia dyrektor łukowskiego SPZOZ Jerzy Kamiński.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!