czwartek, 23 listopada 2017 r.

Biała Podlaska

Woroniec: Las pełen bomb czeka na oczyszczenie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 2 lipca 2008, 23:16

Mieszkańcy się boją, władza niecierpliwi, a saperzy apelują, żeby ich nie popędzać.

Las pełen bomb wciąż czeka na oczyszczenie, a śmiercionośnego żelastwa chroni przed nocnymi intruzami zaledwie dwóch strażaków.

- Szok. Aż ciarki chodzą po plecach, kiedy pomyślę, że sobie spacerowałam po tak olbrzymich bombach. Wiele razy chodziłam tam do lasu na opieńki... - mówi zaniepokojona Alina Sobczuk z Worońca.

Saperzy apelują o spokój. - Pracujemy codziennie, ale nie możemy tego robić w pośpiechu. Bomby z zapalnikami to nie worek kartofli! - mówi dowodzący saperami w woronieckim lesie chorąży sztabowy Dariusz Żurowski z Dęblina.

O 100-150-kilogramowych poradzieckich bombach lotniczych napisaliśmy pierwszy raz we wtorek. W miniony piątek las naszpikowany niewybuchami odkrył mieszkaniec Międzyrzeca Podlaskiego. Od tej pory trwa oczyszczanie terenu. Władze samorządowe uważają, że idzie to zdecydowanie za wolno.

- Dzięki mediom sprawa stała się głośna i wreszcie coś się ruszyło. Zadzwoniła do mnie pani wojewoda i zapewniła przyśpieszenie procedur wojskowych, aby bomby nie czekały w kolejce do zdetonowania na poligonie w Jagodnem - mówi Wiesław Panasiuk, wójt gminy Biała Podlaska.

- Akcja jest niezwykle trudna, bo są to bomby z zapalnikami. Trzeba je wyplątywać i wycinać z korzeni, które poprzerastały metal - tłumaczy chorąży Żurowski. Saper dodaje, że do środy po południu wywieziono 21 bomb po 100 kg każda. Żołnierze nie chcieli nawet w przybliżeniu określić, ile ładunków może być jeszcze w lesie. Wcześniej wójt na podstawie szacunków specjalistów twierdził, że ponad 350.

- Słyszę komentarze miejscowych, że w nocy chcą przyjść i pomóc rozbrajać ten skład - martwi się tymczasem Czesław Pikacz, gminny inspektor ds. zarządzania kryzysowego. To on nadzoruje pracę strażaków ochotników, którzy pilnują dostępu do lasu.

- Nie ma chętnych do dyżurów. W nocy trzeba być na warcie, a w dzień iść do pracy. A ostatniej nocy przyszli jacyś intruzi. Stasiek z Mariuszem ich pogonili - relacjonuje dyżurujący wczoraj w południe Roman Goławski, prezes OSP w Sitniku. Od dziś strażaków mocniej wesprą policjanci.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!