środa, 18 października 2017 r.

Chełm

Bo tata poszedł siedzieć

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 listopada 2005, 18:56

Dariusz Klimek przebywa w Zakładzie Karnym we Włodawie. Żona Irena z trójką dzieci: półtoraroczną Olą, 6-letnim Damianem i 8-letnią Marlenką pozostali w domu w Kolonii Świerszczów w powiecie Łęczna

"Dzieci zostały bez żadnej pomocy, nie mają ubrań ani butów na zimę, w mieszkaniu jest wilgoć i grzyb, na dodatek pękła ściana działowa, brakuje opału oraz cieknie piec od centralnego ogrzewania” - napisał więzień w liście do Dziennika. " Staram się o przerwę w odbywaniu kary, ale

sąd rozpatruje moje prośby odmownie”.

27 października wydział penitencjarny lubelskiego Sądu Okręgowego po raz kolejny odmówił Klimkowi udzielenia przerwy w odbywaniu kary. Trudno mu się dziwić - Klimek już taką przerwę miał i, zamiast pojawić się w Zakładzie Karnym w sierpniu, zapukał tam dopiero... w grudniu. A ciążą nam nim trzy wyroki za oszustwo i dwa za przywłaszczenie mienia. Z więzienia wyjdzie dopiero w grudniu 2009 roku.
- Powinien upłynąć co najmniej rok od czasu ostatniej przerwy w odbywaniu kary, poza tym okolicznością działającą na niekorzyść skazanego jest "niepowrót” - tłumaczy Barbara du Chateau, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie.

Ale za błędy męża trudno obciążać żonę i dzieci.

Spełniamy więc prośbę pana Dariusza - i przekazujemy jego apel do Czytelników. Jeśli uważają Państwo - inaczej niż niekiedy państwo polskie - że żadne dziecko w naszym kraju, nie wyłączając dzieci pospolitych przestępców, nie powinno cierpieć głodu, chłodu, biedy - pomóżcie tej rodzinie.
Reporterzy Dziennika byli w domu Klimków w Kolonii Świerszczów (gm. Cyców, powiat łęczyński). Podwórko nie jest ogrodzone, za bramę "robi” drewniana belka. Dwa psy zaciekle bronią obejścia. Ruiny zawalonej obory zarosły krzakami. Chwasty zdominowały też otoczenie domu.

To spokojni ludzie, dzieci są grzeczne i mądre

- mówi sąsiad. - Żyją biednie. Co tu dużo mówić, jak samotna matka zajmuje się trójką dzieci. Ale widzi pan: dba o nie - pokazuje na wiszące pranie.
W domu porządek, choć na skromnych meblach czas już odcisnął swoje piętno. Kuchnia węglowa ogrzewa dwa pomieszczenia, trzecie stoi puste, bo piec centralnego "padł”. Irena Klimek rozmawia z nami dlatego, że mąż ma jeszcze nadzieję. Ale ona już nie.
- Ile już rozpraw było, i nie, i nie... - mówi. - Nie może dostać przepustki... Za co? Za bankowe długi. Mąż miał firmę sprzedającą i montującą okna. Brał pieniądze i nie realizował zamówień. Dowiedziałam się, jak zaczęli się upominać o pieniądze, a komornik zabrał się za licytację tego, co było.

A teraz ciężko jej znosić krzywe spojrzenia ludzi,

szczególnie tych naciągniętych. Gdy był mąż, to zawsze mógł coś dorobić, i drewna naciąć na opał, i dom pomalować, i zrobić coś z tym grzybem, co na ścianę pokoju się rzucił. A teraz na śniadanie kanapka z pasztetową, barszcz czerwony na obiad. Dzieci przez tydzień jedzą zupę, tylko na niedzielę matka stara się przygotować potrawę mięsną. Mielonego na przykład. Dobrze, że choć jest swój ogród.
- Mamy marchewkę, pietruszkę, fasolkę, buraczki, cebulkę i kartofle - wymienia Damian, który przytakuje zapytany, czy pomaga mamie przy ich uprawie. Dobrze, że choć teść pomoże przy zasianiu pszenicy, czy uprawie truskawek. Ale ile można zarobić, mając 1,34 ha razem z budynkami? Na pewno nie tyle, aby utrzymać trójkę dzieci.
Żyję z rodzinnego i opieki społecznej, czasem coś teściowie dorzucą - mówi pani Irena.

Ciężko nam, bo czasem brakuje na jedzenie,

wtedy biorę na zeszyt w sklepie. Licznik światła jest na przedpłatę.
Na światło musi wysupłać te parę groszy, bo dzieci chodzą do szkoły.
- Dobrze się uczę - zapewnia Marlenka. - Lubię czytać książki.
Jej braciszek ma zdolności manualne: ładnie pisze i maluje. A przy świecach tego nie da się robić.
Elżbieta Jędruszak, pracownik socjalny z Ośrodka Pomocy Społecznej, mówi:

To bardzo niezaradna rodzina, trzeba jej pomóc.

Matka wychowuje trójkę dzieci. Nawet gdyby chciała podjąć pracę dorywczą, to nie da rady.
Klimkowie mają przyznany zasiłek okresowy w kwocie ok. 185 zł na miesiąc. Ośrodek Pomocy Społecznej zakupił im tonę węgla. Marlenka, poza wakacjami, otrzymuje od gminy stypendium socjalne - 44,80 zł. Na Olę matka dostaje 50 zł zasiłku.
- Oni żyją praktycznie tylko z naszej pomocy - przyznaje Jędruszak. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!