wtorek, 24 października 2017 r.

Chełm

Eksmisja do gorszego mieszkania

  Edytuj ten wpis
Dodano: 28 kwietnia 2003, 20:55

Meble pomagali wynosić bezdomni z „Monaru”<br />
 (Jacek Barczyński)
Meble pomagali wynosić bezdomni z „Monaru”
(Jacek Barczyński)

Pan Edward był zrozpaczony. Zachowywał się jak w amoku. Kiedy jego żona z synem zdejmowali książki z półek i układali je w pudłach, on ustawiał je z powrotem na regał. Twierdził, że nie po to gromadził księgozbiór, by teraz tak się z nim obchodzić. Wczoraj komornik dokonał eksmisji całej rodziny do lokalu o niższym standardzie

Wraz z eksmisją zawalił się cały dotychczasowy świat pana Edwarda i wiara w sprawiedliwość. - Tak dokonała się zagłada mojej rodziny - mówił wczoraj.
Marta i Edward czują się pokrzywdzeni. Liczyli, że sąd przychyli się do ich wniosku o odroczenie eksmisji do końca sierpnia tego roku. W tym czasie mieli nadzieję spłacić przynajmniej część zadłużenia bądź znaleźć nowe lokum, lepsze od tego, jakie zapewniła im spółdzielnia.
- Po co mi było narażać się w "Solidarności” - zżyma się pan Edward. - Trzeba się było zapisać do partii i opływać teraz w dostatki. Przecież razem z żoną na utrzymanie nas i czterech synów mamy miesięcznie zaledwie 300 zł. I z czego mieliśmy płacić czynsz?

Mieli płacić, ale nie płacili

Wyeksmitowana wczoraj rodzina zajmowała w chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej "Na Klinie” lokatorskie mieszkanie o powierzchni 58 mkw. Jej zadłużenie z tytułu czynszu nie płaconego od 1991 roku urosło do około 23 tys. zł. Na wniosek spółdzielni zadłużenie to bada biegły sądowy i nie jest wykluczone, że może się ono zmniejszyć. Jeśli nawet, to i tak nie o tyle, by rodzina pana Edwarda mogła je z dnia na dzień spłacić.
- W sierpniu ubiegłego roku odbyłam poważną rozmowę z eksmitowaną rodziną - mówi Teodozja Saba, prezes spółdzielni. - Obiecali mi, że do końca roku wpłacą około 2 tys. zł. Od czasu tamtej rozmowy nie zapłacili ani złotówki.
Prezes Saba sprawdziła, że ostatnia wpłata własna zadłużonej rodziny, w wysokości 100 zł, została dokonana jeszcze w kwietniu 2002 roku. Wszelkie pozostałe wpływy pochodziły z Urzędu Miasta Chełma w ramach przyznanych dodatków mieszkaniowych. Różnica między nimi, a wymiarem czynszu wynosiła około 200 zł, co też dla dłużników było za dużo. W tej sytuacji prezes nie widziała innego rozwiązania, jak wystąpić do I Wydziału Cywilnego Sądu Rejonowego w Chełmie z wnioskiem o eksmisję niewypłacalnych lokatorów.

Komornik z ochroniarzem i policjantem

Prawomocny wyrok w tej sprawie sąd wydał w listopadzie 1999 roku Jednocześnie sąd przyznał eksmitowanym prawo do lokalu socjalnego.
- Edward i Marta wykorzystali wszystkie instrumenty prawne by odwołać się od tego wyroku - mówi Maria Janiak, radca prawny spółdzielni "Na Klinie”. - W każdym przypadku przegrali. Na nic się zdało także złożenie wniosku o wznowienie postępowania, zakończonego prawomocnym wyrokiem eksmisyjnym opatrzonym klauzulą wykonalności. Sąd rozpatrzył ten wniosek dwuinstancyjnie i oddalił jako nieuzasadniony.
Ostatni raz pan Edward wystąpił do sądu o wstrzymanie egzekucji wyroku 15 kwietnia tego roku. Tak jak w poprzednich przypadkach i ten wniosek sąd oddalił, informując o tym zainteresowanego w piątek, 25 kwietnia, o godz. 15.45. W poniedziałek, 28 kwietnia, o godz. 9 w mieszkaniu dłużników stawił się komornik z ochroniarzem w asyście policjanta. Na dole czekała zaangażowana w miejscowym ośrodku "Monaru” ekipa do wynoszenia mebli oraz kierowcy dwóch bagażowych taksówek.

Proponowaliśmy trzy mieszkania

Pakowaniem gromadzonego przez lata domowego dobytku zajmowała się cała rodzina. - Pogodziłam się z tą eksmisją. Teraz chodzi mi tylko o to, aby mąż nie przypłacił tego swoim zdrowiem - mówi pani Marta.
Pan Edward do końca nie godził się z eksmisją. W ostatniej chwili dostał się jeszcze do Krzysztofa Grabczuka, prezydenta Chełma. Jedyne, co wskórał to podpowiedź, że może się starać o przydział mieszkania komunalnego o wyższym standardzie.
- Od czasu wyroku eksmisyjnego proponowaliśmy tej rodzinie trzy mieszkania - mówi prezes Saba. - Pierwsze odpadło, gdyż samorząd musiał wprowadzić do niego pogorzelców. Kolejne zdecydowanie nie odpowiadało naszym dłużnikom. W końcu sama wynalazłam dla nich mieszkanie przy ul. Lubelskiej, vis-<00E0>-vis Urzędu Miasta. Nasza spółdzielnia utrzymuje ten pustostan od czerwca ubiegłego roku. W efekcie członkowie płacą niejako za dwa mieszkania tej rodziny.
Od wczoraj rodzina G. urządza się już w mieszkaniu przy ul. Lubelskiej. Ma tam dwa pokoje o podobnym metrażu, jak w lokalu "Na Klinie”, do tego kuchnię, oddzielną łazienkę i ubikację. Nie mają za to ciepłej wody ani centralnego ogrzewania. Zamiast 200 zł będą płacić miesięcznie czynsz w wysokości 28 zł, jeszcze pomniejszony o dodatek mieszkaniowy.
- Myślę, że w pewien sposób wyrządzamy tym ludziom przysługę - ma nadzieję T. Saba. - W końcu różnica w opłatach jest blisko dziesięciokrotna.

Nadzieja na zabużańskie miliony

Wyeksmitowana rodzina od dawna spotykała się z niechęcią sąsiadów. Pani Marta twierdzi, że już ponad rok temu mieszkańcy osiedla przestali jej się kłaniać. Z wypowiedzi członków eksmitowanej rodziny nie wynika jednak świadomość przyczyn takiego stanu rzeczy.
Lokatorzy mieszkań w spółdzielni wciąż nagabywali prezes Sabę, by zrobiła z dłużnikami porządek, bo oni nie chcą dłużej ich utrzymywać. Raziło ich też to, że Edward G. parkuje przed domem nissana, a jego najstarszy syn malucha. - Na utrzymanie samochodów im wystarcza, a na czynsz nie - zżyma się jedna z sąsiadek. I nie jest w swojej opinii odosobniona.
Pan Edward twierdzi, że prędzej czy później uregulowałby całe zadłużenie. W końcu jego rodzina pozostawiła we Lwowie majątek wart około pół miliona dolarów. Polski sąd przyznał mu prawo do odszkodowania. Problem jedynie w tym, że ustawy reprywatyzacyjnej, bez której nie ma mowy o pieniądzach ani widać, ani słychać.
- Ja mogę mieć majątek w Berlinie, a pan w Australii - mówi prezes Saba. Czy to jednak oznacza, że nasze zobowiązania możemy odkładać, aż ten majątek dostanie się w nasze ręce? Przecież to bzdura.
Po wyeksmitowaniu chełmskiej rodziny jej dług zgodnie z ustawą o spółdzielniach mieszkaniowych zostanie pomniejszony o ich wkład mieszkaniowy. Pozostałą kwotę spółdzielnia będzie zmuszona wyegzekwować za pośrednictwem sądu i komornika. Wpisanie tych pieniędzy w straty spółdzielni byłoby jednoznaczne z przerzuceniem cudzego długu na barki pozostałych lokatorów.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!