czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Chełm

Niecałe cztery głosy na godzinę

Dodano: 8 czerwca 2003, 23:52

L eśniowice w pobliżu Chełma, siedziba gminy, sobotnie popołudnie. Miejscowość jakby wymarła. Przed mieszczącym się w szkole lokalem komisji wyborczej żywego ducha. Nic dziwnego, skoro w sobotę w tym obwodzie głosowały średnio niecałe cztery osoby na godzinę. Większość przed południem.

– Ja nie głosuję,

bo jestem świadkiem Jehowy – mówi kobieta po pięćdziesiątce, która nie chce się przedstawić. – Już raz zagłosowałam na Królestwo Boże i to wystarczy.
– Będę głosował, ale w niedzielę – stwierdza starszy pan, który spod Urzędu Gminy usiłuje umknąć nam traktorem. – Jak? – Tak, żeby było dobrze.
Swój głos w sobotę rano oddała Monika Dżaman z Majdanu Leśniowskiego. Wpadła na chwilę do sklepu. – Głosowałam na tak. Uznałam, że udział w referendum to mój obowiązek. Może będzie praca, nie tak jak teraz.
W gminie zajęcia nie ma 341osób. Ale jest jeszcze bezrobocie ukryte. Największe zakłady pracy to Urząd Gminy, poczta, niepubliczny ZOZ, pięć szkół i kilka firm prywatnych. Bieda.

Za unię tanim winem

Na biedę narzekają także mężczyźni, którzy obok zamkniętego na cztery spusty sklepu-blaszaka, choć jeszcze nie głosowali, już teraz za wejście Polski do Unii Europejskiej wznoszą toasty piwem i tanim winem. Deklarują, że pójdą do urn w niedzielę, najlepiej wieczorem, aby nikt ich głosami nie zamanipulował. – Może choć naszym dzieciom będzie lepiej – mówią.
Nie kontynuujemy dialogu, choć mężczyźni są bardzo rozmowni. Naprzeciw, w Urzędzie Gminy, dyżur pełni Jadwiga Lisowska, pełnomocnik wójta ds. referendum. Jest godz. 16. – Głosowanie przebiega spokojnie. Poza Leśniowicami mamy jeszcze obwody w Rakołupach, Sielcu, Kumowie Majorackim i Poniatówce. W Poniatówce właśnie za unijne pieniądze z programu SAPARD dokończono budowę drogi. Nic o tym nie wie Aniela Duda. – Pani, ja się na tym nie znam. Jutro wybieram się głosować. Jak? To mąż zadecyduje.
W sobotę, na 3227 uprawnionych do udziału w referendum, swój głos oddało 171 osób. Frekwencja wyniosła 5,29 proc. W Poniatówce do urn poszło zaledwie 3,79 proc. uprawnionych.

Na cztery spusty

Punktualnie o godz. 20 w sobotę lokale wyborcze zostały zamknięte. W każdej komisji opieczętowano urny – podobnie drzwi i okna. Nikt postronny po tej godzinie nie ma prawa wejść do środka. Przy ul. Głuskiej w Lublinie w budynku Centrum Kultury Głusk mieści się komisja nr 154. Godz. 20.54. Drzwi zamknięte na cztery spusty. Przed wejściem policjant. Nie wpuszcza nikogo do środka. Po chwili z lokalu wychodzi Grzegorz Zieliński, członek Miejskiego Biura ds. Referendum, kontrolującego nocą, czy w lokalach jest wszystko w porządku. – Wszystko odbyło się zgodnie z wytycznymi – mówi. Odjeżdżając spoglądamy na budynek lokalu. Na pierwszym piętrze w oknie policjant, który z góry obserwuje wszystkich przechodzących.
W kolejnych siedzibach komisji, które odwiedziliśmy, podobnie. Wszędzie zamknięte drzwi. Pojedynczy policjanci i strażnicy miejscy. Nie wpuszczają nikogo za bramę. Na ulicach wyjątkowo spokojnie. Co chwila przejeżdża radiowóz. Widać wzmożone patrole strażników miejskich. Środki bezpieczeństwa okazały się skuteczne. Za kilka godzin znów głosowanie.

Wejdziemy do unii

Miasteczko akademickie wyglądało wczoraj prawie jak w każdą niedzielę – opustoszałe uliczki, nieliczni przechodnie, kilka osób na ławce w parku. Więcej ruchu było tylko pod ozdobionymi biało-czerwonymi flagami akademikami, gdzie mieściły się okręgi wyborcze dla studentów. Przed komisją ustawiały się kilkuosobowe kolejki młodych ludzi z dowodami w rękach. Studenci, mieszkający w akademikach Akademii Rolniczej i Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie głosowali w akademiku „Grześ” i „Cebion”.
– Myślę, że wejdziemy do unii – mówi z przekonaniem Tomasz Kozłowski, student IV roku filologii angielskiej UMCS, który do urny przyszedł ze swoją żoną, Agnieszką, studentką V roku biologii i synkiem, Pawłem. – Mam, co prawda, mieszane uczucia, nie wszystko w unii mi się podoba, ale myślę, że sporo rzeczy zmieni się na lepsze. Przede wszystkim będzie łatwiej znaleźć pracę.
– Może nie od razu, ale na pewno będzie lepiej – twierdzi Ewa Łagowska z V roku prawa UMCS. – Może doświadczymy tego dopiero za kilkanaście lat, a może dopiero naszym dzieciom będzie lepiej. Większość naszych znajomych wzięła udział w referendum, więc myślę, że frekwencja będzie odpowiednia.
Nie wszyscy jednak odpowiedzieli na referendalne pytanie twierdząco. – Unia to socjalizm. Jeśli do niej wejdziemy, będzie jeszcze gorzej – przekonuje Agnieszka, studentka IV roku geografii UMCS. – Głosowałam przeciw.
– W przyszłości zamierzam pracować w rolnictwie, a w unii nie ma dla niego perspektyw, dlatego głosowałem przeciw – mówi z kolei Rafał Łukasik, student VI roku weterynarii AR. – To, jak głosują studenci, zależy przede wszystkim od tego, czy ktoś pochodzi z miasta, czy ze wsi i z jaką dziedziną wiąże przyszłość.
W cieniu na ławkach kilkuosobowe grupki studentów popijają bez pośpiechu piwo. O czym rozmawiają? Oczywiście o referendum. Oni już głosowali. Teraz planują, jak spędzić wieczór.
Większość studentów głosowała w niedzielę. Dzień wcześniej przy urnach pojawiło się ok. 25 proc. uprawnionych do głosowania.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO