wtorek, 27 czerwca 2017 r.

Chełm

Pożar w mieszkaniu znanego malarza. Gospodarz walczy o życie

Dodano: 29 grudnia 2011, 13:25

W objętym pożarem mieszkaniu temperatura była tak wysoka, że ze ścian i sufitu posypały się tynki (J
W objętym pożarem mieszkaniu temperatura była tak wysoka, że ze ścian i sufitu posypały się tynki (J

W środę tuż po godzinie 23 stanęło w ogniu mieszkanie na drugim piętrze budynku przy ul. 11 Listopada.

Gospodarz, który próbował stłumić pożar, z rozległymi poparzeniami ciała i dróg oddechowych trafił na oddział poparzeń szpitala w Łęcznej. Dwóch kolejnych pogorzelców na pomoc czekało już na parapecie.

Poszkodowany to znany chełmski malarz Bogusław Grabarczuk. Kiedy pojawił się dym, 85-letni mężczyzna zapukał do sąsiadów.

– On myślał, że pali się u kogoś innego – mówi mieszkająca vis a vis Katarzyna Brzoza. – Poszłam razem z nim do jego mieszkania. Nie było w nim już światła. Najpierw sprawdziłam kuchnię. Dopiero w pokoju zauważyłam dym pod sufitem. Zwróciłam też uwagę na leżącą na fotelu elektryczną poduszkę. Kiedy ją podniosłam, buchnął w górę płomień.

Pani Kasia próbowała ugasić ogień, ale nie dała rady. Zawołała gospodarza, aby czym prędzej uciekał z nią z zagrożonego mieszkania. W końcu, w gęstniejącym dymie, straciła go z oczu. Usłyszała tylko, jak upadł na podłogę.

Wezwani przez panią Katarzynę strażacy dotarli na miejsce niemal natychmiast. Jeden z nich jeszcze bez maski tlenowej wszedł do środka, zlokalizował i wyciągnął 85-latka. Jego koledzy podali mu tlen, po czym poparzonym mężczyzną zajął się lekarz.

W sumie z klatki schodowej trzeba było ewakuować 13 osób. Pięciu lokatorów potrzebowało pomocy lekarskiej. Dwóch przewieziono do szpitala. Poza jedną rodziną i pogorzelcem, wszystkie pozostałe mogły jeszcze tej samej nocy wrócić do swoich mieszkań.

– Kiedy strażacy przyjechali na miejsce, dwóch lokatorów z mieszkania znajdującego się bezpośrednio ponad płonącym lokalem czekało na pomoc siedząc na parapecie – mówi Tomasz Ważny, rzecznik chełmskich strażaków. – Na domiar złego nasz samochód z drabiną nie mógł do nich podjechać. W końcu strażacy w maskach przedarli się przez dym, narzucili dwójce mieszkańców mokre ręczniki na głowy i bezpiecznie sprowadzili ich na dół.

Strażacy wstępnie ustalili, że przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej, a jego źródłem elektryczna poduszka. Wyrządzone przez ogień straty wycenili na 40 tys. zł. Jeden z pokoi wypalił się doszczętnie. Temperatura była tak wysoka, że z sufitu i ścian odpadły tynki, a strop do tego stopnia się zdeformował, że przedstawiciel nadzoru budowlanego nie pozwolił lokatorom mieszkającym piętro wyżej wrócić do swojego lokalu.

Po kłopotach z dojazdem do pożaru strażacy zamierzają zwrócić uwag władzom miasta, że układ komunikacyjne w rejonie budynku, w którym wybuchł pożar w dużym stopniu utrudniał akcję ratunkową.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!