niedziela, 22 stycznia 2017 r.

Chełm

Pożar w mieszkaniu znanego malarza. Gospodarz walczy o życie

Dodano: 29 grudnia 2011, 13:25

W objętym pożarem mieszkaniu temperatura była tak wysoka, że ze ścian i sufitu posypały się tynki (J
W objętym pożarem mieszkaniu temperatura była tak wysoka, że ze ścian i sufitu posypały się tynki (J

W środę tuż po godzinie 23 stanęło w ogniu mieszkanie na drugim piętrze budynku przy ul. 11 Listopada.

Gospodarz, który próbował stłumić pożar, z rozległymi poparzeniami ciała i dróg oddechowych trafił na oddział poparzeń szpitala w Łęcznej. Dwóch kolejnych pogorzelców na pomoc czekało już na parapecie.

Poszkodowany to znany chełmski malarz Bogusław Grabarczuk. Kiedy pojawił się dym, 85-letni mężczyzna zapukał do sąsiadów.

– On myślał, że pali się u kogoś innego – mówi mieszkająca vis a vis Katarzyna Brzoza. – Poszłam razem z nim do jego mieszkania. Nie było w nim już światła. Najpierw sprawdziłam kuchnię. Dopiero w pokoju zauważyłam dym pod sufitem. Zwróciłam też uwagę na leżącą na fotelu elektryczną poduszkę. Kiedy ją podniosłam, buchnął w górę płomień.

Pani Kasia próbowała ugasić ogień, ale nie dała rady. Zawołała gospodarza, aby czym prędzej uciekał z nią z zagrożonego mieszkania. W końcu, w gęstniejącym dymie, straciła go z oczu. Usłyszała tylko, jak upadł na podłogę.

Wezwani przez panią Katarzynę strażacy dotarli na miejsce niemal natychmiast. Jeden z nich jeszcze bez maski tlenowej wszedł do środka, zlokalizował i wyciągnął 85-latka. Jego koledzy podali mu tlen, po czym poparzonym mężczyzną zajął się lekarz.

W sumie z klatki schodowej trzeba było ewakuować 13 osób. Pięciu lokatorów potrzebowało pomocy lekarskiej. Dwóch przewieziono do szpitala. Poza jedną rodziną i pogorzelcem, wszystkie pozostałe mogły jeszcze tej samej nocy wrócić do swoich mieszkań.

– Kiedy strażacy przyjechali na miejsce, dwóch lokatorów z mieszkania znajdującego się bezpośrednio ponad płonącym lokalem czekało na pomoc siedząc na parapecie – mówi Tomasz Ważny, rzecznik chełmskich strażaków. – Na domiar złego nasz samochód z drabiną nie mógł do nich podjechać. W końcu strażacy w maskach przedarli się przez dym, narzucili dwójce mieszkańców mokre ręczniki na głowy i bezpiecznie sprowadzili ich na dół.

Strażacy wstępnie ustalili, że przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej, a jego źródłem elektryczna poduszka. Wyrządzone przez ogień straty wycenili na 40 tys. zł. Jeden z pokoi wypalił się doszczętnie. Temperatura była tak wysoka, że z sufitu i ścian odpadły tynki, a strop do tego stopnia się zdeformował, że przedstawiciel nadzoru budowlanego nie pozwolił lokatorom mieszkającym piętro wyżej wrócić do swojego lokalu.

Po kłopotach z dojazdem do pożaru strażacy zamierzają zwrócić uwag władzom miasta, że układ komunikacyjne w rejonie budynku, w którym wybuchł pożar w dużym stopniu utrudniał akcję ratunkową.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24