wtorek, 17 października 2017 r.

Chełm

Ślamazary z Włodawy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 15 listopada 2005, 21:13

Bandyta drogowy, który potrącił 19-letniego Remigiusza Janiaka z Włodawy i uciekł z miejsca wypadku, nadal jest na wolności. A policjanci od miesięcy obiecują, że są o krok od ujęcia sprawcy. Rodzina chłopaka przestała w to wierzyć.

O tragedii Remigiusza pisaliśmy we wrześniu. Chłopiec wrócił już do swoich codziennych zajęć, chodzi do szkoły, ale bardzo cierpi. W łydce ma założoną ponaddwudziestocentymetrową szynę, w łokciu metalową płytkę z czterema śrubami, w szczęce płytkę usztywniającą. Na całym ciele ma wiele blizn. A w pamięci koszmar nocy 13 czerwca, gdy na trasie między Korolówką a Włodawą uderzył w niego jakiś samochód. Kierowca nawet się nie zatrzymał, żeby zobaczyć, co się stało. Zostawił ciężko rannego, nieprzytomnego, na środku szosy. – Nie mogę pogodzić się z tym, że ktoś taki chodzi sobie bezkarnie – mówi Remigiusz, który niecierpliwie czeka na zamknięcie śledztwa.
Ale jego końca nie widać. Policjanci mają zeznania świadka, który na kilka minut przed wypadkiem widział pędzący fiat punto o numerach rejestracyjnych zaczynających się od liter LBI. Przez pięć miesięcy nie zdołali jednak ustalić, kto jest właścicielem tego samochodu. Zdaniem rodziny Remigiusza, policjanci nie wykazali dość inicjatywy, by to wyjaśnić.
– Kilka dni temu przyszedł do nas policjant – opowiada Weronika Janiak, siostra poszkodowanego. Po raz czwarty zażądał udostępnienia roweru, którym tamtej nocy jechał mój brat. – Powiedział, że jeszcze ktoś musi go obejrzeć. A kiedy wydałam mu rower, prowadził go w taki sposób, że przednie koło ciągnęło się po ulicy. To tak traktuje się dowody rzeczowe? Zdziwiłam się jeszcze bardziej, gdy policjant zapytał o ubranie brata. Podarte ciuchy już dawno wyrzuciliśmy. Nikt nam nie mówił, że mamy je zatrzymać.
Rzecznik komendanta powiatowego policji we Włodawie twierdzi, że pretensje rodziny poszkodowanego są nieuzasadnione. – Sprawdzamy kolejne samochody – mówi nadkom. Dariusz Szkodziński. – Pomagają nam w tym biegli z zakresu metaloskopii z laboratorium kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji. Mamy świadomość, że czas ucieka i rodzina może się denerwować, ale my naprawdę robimy swoje.
Rzecznik dodaje, że krąg podejrzanych się zawęził. Z siedemnastu do zaledwie kilku. Ale o szczegółach mówić nie chce. Obiecuje, że do końca tego roku sprawcy zostaną przedstawione zarzuty. Komu? Tego nie wiadomo.
Ale najbliżsi Remigiusza nie wierzą w obietnice policji o rychłym ujęciu pirata, który doprowadził młodego, sprawnego chłopaka do trwałego kalectwa. Siostra chłopaka ciągle rozwiesza ogłoszenia na tablicach informacyjnych w powiatach włodawskim, bialskim i parczewskim. Ma nadzieję, że znajdzie się kolejnych świadków tragedii. Na komendę, jak mówi, już nie chodzi. Nie chce słyszeć powtarzającej się melodii, że „sprawa jest w toku”.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!