sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Chełm

Wiem kto na mnie donosił

Dodano: 9 lutego 2005, 22:28

• Jest pan chyba pierwszym mieszkańcem Chełma, któremu Instytut Pamięci Narodowej przyznał możliwość zapoznania się z teczką. Nie mógł się pan bez tego obejść?
– Instytut formalnie stwierdził, że jestem pokrzywdzony przez miniony system. A skoro tak, to chciałem wiedzieć, kto i w jakim stopniu przyczynił się do takiego mojego statusu.
• Teraz pan już to przynajmniej wie, ale czy ta wiedza aby wyszła panu na dobre?
– Uważam, że zabiegając o wgląd do teczki spełniłem swój obowiązek. Z wykształcenia i zawodu jestem historykiem i dlatego moją dewizą są słowa Leopolda von Ranke, który twierdził, że w procesie badawczym najważniejsze jest oddzielenie prawdy od fałszu. Chodziło mi także o wyeliminowanie z kręgu moich znajomych osób, które ja i moi koledzy moglibyśmy niesłusznie podejrzewać o donosicielstwo. Chciałbym wiedzieć, komu i pod jakim warunkiem mogę podać rękę.
• Krąg tych osób się zawęził?
– Do tej pory otrzymałem z IPN dwie kolejne noty z danymi identyfikacyjnymi tajnych współpracowników o pseudonimach „Didi Valla” i „Zbyszek”. Okazało się, że pierwszy z nich był moim kolegą jeszcze z czasów studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Z kolei ze „Zbyszkiem”, którego akta opatrzone były sygnaturą „ściśle tajne” blisko współpracowałem w chełmskim oddziale PTTK.
• Jakie dokumenty, oprócz danych tajnych współpracowników zawierała teczka?
– W jednej teczce znajdywały się przede wszystkim firmowane przez Wydział III KW MO w Chełmieoperacyjne meldunki i opisy stwarzanego przeze mnie zagrożenia w latach 1977-1983. Dokumenty dotyczyły dwóch spraw o kryptonimach „Przewodnik” i „Śmieciarze”. W obu byłem „głównym figurantem” jako „założyciel nieformalnej grupy antysocjalistycznej „Nurt Niezależny”. Oficerowie SB chyba nigdy nie doszli, że pod tą nazwa kryła się terenowa grupa Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Doczytałem się, że poza mną inwigilowanych było jeszcze osiem osób, spośród których aż pięć „sypało”. Oprócz „Zbyszka”, którego znam z nazwiska, także „Zygmunt”, „Andrzej” i „Marta”. Druga teczka zawierała moje akta, jako internowanego.
• Kryptonimy „Przewodnik” i „Śmieciarze” miały jakieś logiczne uzasadnienie?
– W skład chełmskiej grupy ROPCiO wchodziło sześć osób z uprawnieniami przewodnika turystycznego PTTK. Na miano „Śmieciarzy” zasłużyliśmy sobie kolportując ulotki na chełmskich osiedlach.
• Jakie wrażenie wywarła na panu lektura dotąd „ściśle tajnych” dokumentów?
– Przyznaję, że wstrząsające. Kserokopie mam w domu i co rusz po nie sięgam. Te materiały wciąż nie dają mi spokoju. Dotąd nie wiem, jak mam odnosić się do znanych mi z imienia i nazwiska osób, które mnie inwigilowały, bądź na mnie donosiły.
• Wybaczy pan im?
Moja relacja z każdą z tych osób ma charakter indywidualny, a więc wymaga odrębnego potraktowania. W tym kontekście przypominają mi się natomiast słowa prof. Jerzego Łojka, który stwierdził kiedyś, że źródłem naszych narodowych nieszczęść miedzy innymi jest i to, że od ponad 200 lat zbyt łatwo wybaczamy naszym zdrajcom. W ten sposób zatraciły się czytelne wzorce osobowe.
• Wierzy pan w powodzenie lustracji?
– Tak, ale pod warunkiem, ze poprzedzi ją, lub przynajmniej będzie jej towarzyszyć skuteczna dekomunizacja. Na pierwszy ogień powinni pójść oprawcy, a dopiero po nich tajni współpracownicy i informatorzy. Dopiero wtedy na placu boju, by użyć określenia Herberta, pozostaną esteci.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!