sobota, 21 października 2017 r.

Chełm

Tadeusz Grzywaczewski leżał jeszcze w łóżku, kiedy usłyszał wybuch. Strych wraz z dachem na moment uniósł się do góry. W tej samej chwili tuż koło jego głowy przeleciały wyrwane z zawiasów drzwi kuchenne.

Było tuż po godz. 9. Przez Wólkę Wytycką przejeżdżał Wiesław Ramenda, strażak z Ochotniczej Straży Pożarnej w Wytycznie.
- Nagle na moich oczach zaczął się walić dom - mówi. - Natychmiast się zatrzymałem. W ruinach chałupy znalazłem Władysława Grzywaczewskiego. Siedział na butli z gazem! Miał poparzoną twarz i ręce.
Ramenda zaprowadził rannego mężczyznę do sąsiadów. Wrócił, by powyrzucać płonące szmaty i wynieść w bezpieczne miejsce trzy butle z gazem. Dopiero wtedy wezwał pomoc. Na miejsce przyjechali jego koledzy z OSP, zawodowi strażacy z Włodawy oraz lekarz z Urszulina, który opatrzył 73-letniego Grzywaczewskiego. Przyjechało po niego pogotowie, by przewieźć go do włodawskiego szpitala. Ma poparzenia drugiego stopnia twarzy, rąk i brzucha.
W czasie wybuchu w domu była jeszcze żona gospodarza i ich syn. Nic im się nie stało, sami zdołali opuścić rozbity budynek. - Zajmowaliśmy z matką zachodnią część mieszkania, a ojciec wschodnią - mówi Tadeusz Grzywaczewski. - Lubił wygody i dlatego kupił sobie gazową kuchenkę i piecyk. W poniedziałek prosiłem go, by nie majstrował przy butlach, bo chyba gaz się ulatnia. Ojciec jest uparty i mnie nie posłuchał.

Według strażaków senior Grzywaczewski był sprawcą wybuchu. Wystarczyło, że w wypełnionym gazem pomieszczeniu przypalił papierosa, by chałupa złożyła się jak domek z kart.
- Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, dom Grzywaczewskich był już odcięty od prądu - mówi Paweł Matczuk, rzecznik Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej we Włodawie. - Nadawał się tylko do rozbiórki. Zabezpieczyliśmy go prowizorycznie, tak by udało się wynieść wszystko, co jeszcze przedstawiało jakąkolwiek wartość.
Kiedy strażacy się z tym uporali, za pomocą lin przypiętych do ciężkiego wozu bojowego rozerwali budynek na strzępy. Na miejscu pozostała sterta bali, desek i eternitu.
- Dom postawiliśmy w 1964 roku - mówi młodszy Grzywaczewski. - A tu proszę, w ułamku sekundy straciliśmy dorobek naszego życia. Trudno się z tym pogodzić.
Pan Tadeusz, który ma już 48 lat, nie zamierza odbudowywać budynku. Nie ma na to sił także jego matka. Ludzie, którzy stracili dach nad głową, znaleźli schronienie u rodziny.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!