Recenzje książek

Charlie Leduff "Detroit. Sekcja zwłok Ameryki”

Dodano: 22 kwietnia 2015, 14:03

Strażacy chodzą w dziurawych butach, policjanci jeżdżą zdezelowanymi samochodami, a podpalanie opuszczonych domów jest rozrywką "lepszą niż kino”. Urzędnicy kradną, korporacje kłamią, a sędziowie przymykają oko.

Tą książką rządzą emocje. Autor sam przyznaje, że nie potrafi ich opanować. Charlie Leduff to doświadczony reporter, laureat wielu dziennikarskich nagród, w tym Pulitzera. Nie po raz pierwszy pisze o smutku i rozpaczy, ale zawsze do tej pory miał w kieszeni bilet powrotny do domu. Tym razem jest inaczej. Detroit to jego rodzinne miasto. By relacjonować jego upadek musiał wrócić na stałe. Jako rasowy reporter inaczej nie potrafi.

Powrót okazał się wyjątkowo bolesny. Gdy wyjeżdżał stąd na początku lat 90. Detroit było pod względem wielkości 7. miastem Ameryki. Choć już wtedy swoje najlepsze lata miało dawno za sobą.

We wspomnieniach z Leduff'a jest mroczne, zniszczone, pełne przemocy. Dziś już nie przeraża. Jest puste, żałosne, pełne rozpaczy. Ulice są pełne opuszczonych domów i zgaszonych latarni, a urzędy skorumpowanych polityków i bohaterów seksualnych skandali.

To miasto przepełnionych śmietników, zapchanej kanalizacji, zdezelowanych wozów strażackich, których podczas akcji trzeba pilnować, by nikt niczego z nich nie ukradł.

– Miasto obiecane przemieniło się w wysypisko marzeń – stwierdza Leduff. I stara się dociec jak mogło do tego dojść. Analizuje, dopytuje, wytyka błędy, ostrzega. Głęboko wierzy w dziennikarstwo, w misję tego zawodu. – Gazety wciąż mają jakieś znaczenie dla społeczeństwa. Nasza praca może pomóc – przekonuje.

Trzeba bardzo kochać swój zawód, by rzucić posadę w "New York Timesie” i na własne życzenie przeprowadzić się do amerykańskiej stolicy morderstw, podpaleń, biedy, bezrobocia, analfabetyzmu, obciążonych nieruchomości, segregacji rasowej, skandali w magistracie.

Leduff nawet nie stara się zachowywać dystansu. Nie stoi z boku, by na chłodno relacjonować, ale wchodzi w to miasto po samą szyję. Jego najbliżsi tracą domy, z braku pieniędzy zęby wyrywają obcęgami, a on sam, z dnia na dzień coraz bardzie sfrustrowany i przybity, którejś nocy "ląduje na dołku”.

To wciągająca opowieść o upadającym mieście, ale też o tym co w życiu ważne. – Byłem facetem, który całe żydzie jeździł w te i wewte i zadawał najbardziej intymne pytania – pisze dziennikarz. – A o własnej rodzinie nie wiedziałam nic. Ani o sobie samym. Byłem statkiem bez kotwicy.

To książka bardzo osobista, w której losy rodziny autora przeplatają się z historią "miasta jednorazowego użytku”, które ze szczytu spadło na samo dno. Dla ludzi, którzy związali z Detroit swoje życie, ten upadek był wyjątkowo bolesny.

Charlie Leduff "Detroit. Sekcja zwłok Ameryki”
Wydawnictwo Czarne Wołowiec
Przekład z języka angielskiego Iga Noszczyk
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna