niedziela, 22 października 2017 r.

Gry

Mount & Blade: Warband. Powrót króla?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 15 kwietnia 2010, 13:30

Mount & Blade: Warband to gra długo oczekiwana przez fanów średniowiecznych klimatów. Sprawdzamy, czy sprostała oczekiwaniom. Recenzja gry Mount & Blade: Warband.

Oryginalny Mount & Blade wdarł się przebojem do świata gier zaskarbiając sobie uznanie wielu oddanych graczy. Trudno się zresztą dziwić. Kiedy wydawało nam się, że w świecie gier wszystko już było nagle pojawił się tytuł, który tak naprawdę trudno było sklasyfikować. Bo czym tak naprawdę jest Mount & Blade?

RPG-iem? Niby można rozwijać postać (którą opisuje cała masa statystyk) i wykonywać questy (choć akurat bliźniaczo do siebie podobne). Z drugiej jednak strony, czy można nazwać grą RPG twór niemal kompletnie pozbawiony fabuły? Ktoś mądry wpadł na pomysł i ukuł termin: symulator rycerza.

I trzeba przyznać, że to określenie najlepiej do gry pasuje. Bo z pomocą Mount & Blade faktycznie możemy przenieść się do czasów wielkich bitew, turniejów rycerskich, walk o włości i dworskich intryg. Jako nowo upieczony rycerz mogłeś rekrutować żołnierzy, rozbudowywać należące do ciebie posiadłości, albo wcielić się w rolę okrutnika nękającego lokalne wioski.

Nihil novi

Czego jednak tak bardzo rozpisuje się o poprzedniku skoro przedmiotem recenzji jest całkiem nowa gra ze słówkiem Warband w tytule? No właśnie…

Główny problem polega na tym, że gra nie jest wcale taka nowa. W kampanii dla jednego gracza zmieniło się niewiele. Zwiedzamy tą samą mapę, spotykamy te same postacie, wykonujemy dla nich podobne zadania, itd. Poprawki są jedynie kosmetyczne.

Zmianie uległa oprawa graficzna. Nieznacznie. Mimo kilku kosmetycznych zabiegów Warband nadal wygląda jak gra sprzed lat. Nie ma się co łudzić – rozmycia, HDR i inne niestworzone technologie nie są w stanie przykryć kanciastych modeli postaci, słabej jakości tekstur (znacznie jednak w stosunku do poprzednika poprawionych) i kiepskiej animacji.

Dziwić też może fakt, że pomimo tak archaicznej oprawy graficznej gra potrafi momentami nieźle zwolnić, zwłaszcza kiedy na polu bitwy pojawia się więcej żołnierzy. Niski Napoleon (ten z Total War), wraz z jego tysiącami pięknie wyrenderowanych wojaków może patrzeć na Warband z góry.

Walka w siodle

Niewielkie zmiany zaszły także na polu walki. Nie tylko dlatego, że w nasze ręce oddano nowe bronie czy elementy ekwipunku. Przede wszystkim inaczej wygląda walka w siodle. W oryginalnym Mount & Blade ten element dawał naprawdę dużo frajdy. Z drugiej jednak strony – było zdecydowanie za łatwo, a nasz dobrze wyekwipowany wojak spokojnie mógł samotnie stawać naprzeciw małej armii.

Teraz nasz podopieczny nieco inaczej wymachuje bronią a ciosy tak łatwo nie dosięgają naszych przeciwników. Jednak nadal po osiągnięciu określonego poziomu postaci jesteśmy niemal nietykalni. Zanim jednak nazbieramy potrzebną do tego masę punktów doświadczenia i pieniędzy na drogą zbroję minie przynajmniej trochę czasu.

Tchórze i głupcy

Jeśli już o wojaczce mowa wspomnieć należy, że żołnierze w Warband mają znacznie mniej honoru niż dawniej. W oryginalnym M&B bitwę wygrywaliśmy tylko, jeśli wyrżnęliśmy w pień wszystkich przeciwników. Teraz ci tchórze, gdy zauważają naszą przewagę, rzucają się do ucieczki. Poza tym nadal są niestety tak samo głupi.

Przeważnie zbijają się w zbitą kupę dając się wyłowić jeden po drugim. Żeby jednak nie było za łatwo nasi żołnierze również nie grzeszą inteligencją. Poza tym sterowanie naszym oddziałem nadal jest bardzo ograniczone. Nie liczcie tutaj na wyszukaną taktykę i specjalne formacje, jakie można stosować w pełnoprawnych strategiach. To nie Total War.

Jeżeli już jesteśmy przy wytykaniu błędów warto wspomnieć o kolejnym z nich – bardzo słabo zakreślono wątek fabularny. Powiem więcej – fabuły jako takiej praktycznie nadal nie ma. Rozumiem, że takie są założenia gry – niczym nieograniczona swoboda podejmowanych działań, itd. Ale z czasem takie podejście zaczyna się strasznie nudzić. Zwłaszcza, że, jak wspomniałem, w końcu osiągamy poziom doświadczenia, który sprawia, że absolutnie nikt nie jest nam już w stanie podskoczyć.

Multi. Wreszcie!

Największą zmianą w stosunku do poprzednika miał być tryb multiplayer. Twórcy gry przy okazji różnych pokazów wczesnej wersji gry naprawdę dużo nam naobiecywali. W wywiadach wciąż przewijały się trzy bliskie memu sercu literki: MMO. I faktycznie – tryb multi w Warband miał być iście epicki.

Wielkie bitwy, zdobywanie poziomów doświadczenia, nowego ekwipunku i… trzeba przyznać, że prawie się udało. Na początku każdej gry jej uczestnicy mogą wybrać jedną z trzech klas postaci. W trakcie gry zdobywamy pieniądze, za które możemy potem zakupić nowy ekwipunek. Niestety za każdym razem po rozgrywce nasze wyposażenie znika. Punktów doświadczenia i rozwijania naszych umiejętności też nie uświadczymy. Nie mówiąc już o możliwości wykonywania zadań i swobodnym bieganiu po mapie strategicznej. Tutaj dostępne są tylko bitwy. I to nie aż tak epickie.

WYROK

Niestety musze przyznać, że zawiodłem się na nowym Mount & Blade. Nie ma zbyt wielu zmian w stosunku do poprzednika, które mogłyby zachęcić oddanych fanów serii do zakupu nowej gry. Z czystym sumieniem mogę jednak polecić Warband wszystkim tym, którzy we wcześniejszą wersję nigdy nie grali. Pomimo kiepskiej oprawy graficznej i niedociągnięć technicznych to kawał naprawdę dobrej, innej niż wszystkie i niesamowicie wciągającej gry.

W dodatku od teraz także z trybem multi.

Nasza Ocena: 4/6
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!