środa, 23 sierpnia 2017 r.

Gry

Wiedźmin 2: Zabójcy Królów. Konkurs na najlepsze opowiadania

Dodano: 20 czerwca 2011, 16:23

Wiedźmin 2: Zabójcy Królów
Wiedźmin 2: Zabójcy Królów

W naszym konkursie do zdobycia była cała saga Andrzeja Sapkowskiego i cztery gry Wiedźmin 2: Zabójcy Królów.

Wybór nie był łatwy, opowiadań było mnóstwo. Stąd pięć dodatkowych nagród – wyróżnień. To wiedźmińskie podkładki pod mysz Razer Goliathus z wielkim wizerunkiem Geralta.

A oto najlepsze, zdaniem redakcyjnego jury, opowiadania:

Główna nagroda, czyli saga Andrzeja Sapkowskiego z jego autografem i gra Wiedźmin 2: Zabójcy Królów, wędruje do

Michał Cierpiała
SZACUNEK

Wiedźminie... Wiedźminie... Echo wołania dudniło w głowie Geralta. Koszmar z przeszłości? Coraz wyraźniej słyszalny krzyk dochodził do uszu. Geralt, odzyskując świadomość, zrozumiał wreszcie, kto go woła. A raczej, kto do niego mówi, bo samogon dzień po wypiciu ma moc wzmacniania dźwięków i nadawania im ogłuszających właściwości.
Jakaś kobieta, nie pierwszej urody i zapewne też nie najcięższych obyczajów leżała bez garderoby tuż obok wiedźmina na jakimś barłogu. Jej głos stawał się nie do wytrzymania, a ochota na coś więcej niż tylko czułe słówka migiem przebudziła Geralta. Wstawszy z leża błądził wzrokiem po pokoju szukając wyjaśnienia sytuacji. A nie było to zbyt trudne. Jaskier. Tylko on wie, jak wydawać cudze złoto. Zwłaszcza to zdobyte potwornym wysiłkiem, śmierdzące plugawym Zeuglem oraz bandą utopców z wioski na bagnach. Zwłaszcza walka z tym pierwszym pozostawiła ślad na Geralcie. Ciągnący się za nim odór odstraszył interesantów i oczyszczał sakwę z życiodajnej gotówki. I jeszcze Jaskier ze swoim "zamtuz poprawi ci humor”. Gdyby to była prawda...
Wiedźmin bez słowa zaczął szukać swojej garderoby. W ciemnym rogu pokoju rozpoznał zarysy swoich rzeczy. Ale nie wszystkich.
- Gdzie medalion? Gdzie srebrny miecz? Odpowiadaj! - wykrzyczał do chwilowej towarzyszki.
- Nie wiem Panie. Nie śmiałabym ich ruszyć
Krzyki sprowadziły pozostałe pracownice przybytku i niektórych gości. W tym także Jaskra, wiszącego w jeszcze niebiańskim humorze na ramieniu jednej z nich.
- Geralt, nie krzycz - odezwał się zrelaksowany - Czyżbyś nie był zadowolony tak jak ja z wizyty tutaj?
- Nie! Któraś z tych dziewek zwędziła mi srebrny miecz i medalion. I dowiem się zaraz, która to zrobiła - Jaskier zaczął zdawać sobie sprawę z tarapatów, w jakie wpakował towarzysza. Brak oręża na potwory to pusta kieszeń. I koniec beztroskiego naciągania.
- Popatrz, jakie oszustki - rzekł bard z aktorskim wręcz wyrzutem w głosie - A miał to być taki porządny burdel. Kiedy rozmawiałem z pewną pracującą tu elficą wczorajszego poranka, to chwaliła ten przybytek pod niebiosa. Miało być tak miło...
- Jaka elfica? - zapytały wspólnie dziewki, po czym jedna, zdaje się najważniejsza, kontynuowała - Żadnego ścierwa tu nie ma. To porządny zamtuz. Tak było, jest i będzie. Nigdy nikt tu nikogo nie okradł.
- Dość! Wychodzimy! - krzyknął Geralt pośpiesznie zbierając pozostały dobytek - Jaskier, jak wyglądała ta elfica, która cię tu sprowadziła?
- Była smukła, długonoga, piękna niczym zorza poranna.
- Dobra, daruj sobie ten poetycki bełkot. Gdzie ją spotkałeś?
- Przy wejściu do gospody. Ty myślisz, że ona chciała...
- ...dotrzeć do mnie przez ciebie i twój talent do uwodzenia. Tak mistrzu. Tylko po co jej mój miecz i medalion? - zastanawiał się wiedźmin.
- Z dużym ciężarem nie uszła daleko. Jej smukła kibić nie wytrzymałaby takiego wysiłku zbyt długo.
- Skończ te peany na jej część. Ukradła moje graty. Zapłaci ona i każdy jej wspólnik - powiedział Geralt i prędko opuścił zamtuz. Jaskier niechętnie wprawdzie, ale dołączył do niego. Małe śledztwo zaczęli od gospody. Lecz poza kilkoma zapijaczonymi ryjami i chętnym do współpracy tylko za oreny karczmarzem, nie znaleźli śladu po skradzionych dobrach.
- Geralt, chodźmy na targowisko. Tam zawsze coś się dzieje. Może ktoś chciał spieniężyć twoje skarby? - zaproponował bard.
- Psiakrew, to chyba jedyne wyjście.
Ruszyli szukać śladu pośród kupców. Był tam szczególnie jeden ważny dla nich, handlujący bronią i innym żelastwem. Do niego wprzód się skierowali.
- Handlarzu, nie było u ciebie pięknej kobiety ze srebrnym mieczem na zbyciu i takim też wilczym medalionem? - zapytał Jaskier
- U mnie tylko dobry towar, żadne tam magiczne i w dodatku trefne badziewie.
- Ale my pytamy czy taka tu była? Odpowiadaj, pókim jeszcze cierpliwy! - spytał coraz bardziej wzburzony Geralt.
- Mnie nie interesuje żadna lewizna, zwłaszcza jak pojąłem, że to wiedźmińskie runy i medalion - odpowiedział zbrojmistrz.
- A więc była? - spytał Jaskier z ciekawością.
- Była, z twarzy raczej nie ludzka kobieta, pewnie jakieś elfickie lub mieszane ścierwo. Nie chciała sprzedać. Pytała, kto może takie rzeczy przetopić na czyste srebro.
- Geralt, jest trop - wykrzyknął bard i od razu spytał handlarza; - No i co jej powiedziałeś?
- Kowal pięć stadiów za miastem ma mały piec hutniczy. Kazałem jej tam szukać szczęścia - nie zdążył dokończyć, bo obaj bohaterowie ruszyli czym prędzej na miejsce kolejnej poszlaki. I dotarli w samą porę, bo czeladnik już piec rozgrzewał.
- Oddawaj skradzione srebro - zażądał wiedźmin.
- Nie jest kradzione. Przyniosła je do przetopienia pewna piękna kobieta, a odebrać ma wieczorem jakiś żołdak jej towarzyszący.
- Widzisz te runy i medalion? A chcesz poznać z bliska Rzeźnika z Blaviken?- zagroził Geralt, sięgając po drugi, żelazny miecz.
- To ty Panie? O nie, nie rób mi krzywdy. Ja tylko, to znaczy oni mi kazali...
- Kto?!
- Banda Kharkasa. Elfa renegata z miasta. Chcieli, bym zrobił z tego gruby łańcuch - odpowiedział kowal oddając w pośpiechu dobra.
- Ale po co? - dopytywał Jaskier
- Mówili coś o szacunku...
- No to nauczymy ich szacunku dla mnie - powiedział Geralt i kazał czeladnikowi robić swoje, a z Jaskrem postanowili poczekać do wieczora i zaczaić się na żołdaka. I jak rzemieślnik mówił tak się stało: zbir przybył i zaczął rozmowę z kowalem.
- Zrobiłeś wszystko? Kharkas nie chce czekać. Wysłał mnie po gotowy kajdan. Po ostatnim słowie poczuł uderzenie, które trzepnęło go o ścianę kuźni. Znak Aard okazał się skuteczny jak zwykle. Oszołomiony żołdak coś majaczył, gdy Geralt go dopadł i przyłożył miecz do gardła.
- Jakie kajdany? Gadaj!
- Kharkas chciał najcięższy srebrny łańcuch na szyję na świecie. Kto taki kajdan posiada, ten cieszy się szacunkiem elfów ulicy - wybełkotała ledwo żywa ofiara.
- Rozumiesz coś z tego? - spytał Geralt Jaskra.
- Niee, to pewnie jakieś język z dzielnicy biedoty w Wyzimie. A swoją drogą dziwnie się tam szacunek zdobywa - I odeszli nie robiąc mu żadnej krzywdy.



Trzy gry Wiedźmin 2: Zabójcy Królów wysyłamy do:

Sandra Stępień
SMAK ZEMSTY

- Łap ją, Geralt! – wrzeszczał podniecony Jaskier. – Łap skurczybyka!
Wiedźmin rozpędził się, nagle zmienił kierunek biegu, skoczył i upadł boleśnie. Zakurzyło się, a potem w uszach zadzwoniło od przerażonego kwiku uciekającego zwierzęcia.
- Aleś skrewił, Geralt – westchnął trubadur. – Niech to szlag, jedzenia byśmy mieli na tydzień. Legendarny zabójca potworów! Klękajcie narody! A z dziką świnią se nie poradził. Ech, Geralt, Geralt.
- Przestań pleść, Jaskier – wystękał Geralt, otrzepując się z kurzu i rozmasowując obolałe kolano. – Sam zadka nie ruszyłeś, żeby mi pomóc. Gdybyśmy ją otoczyli we dwóch, to by się nie wymknęła.
- Marne usprawiedliwienie. Ja, miarkuj sobie, poetą jestem, i w mojej powinności polowanie na zwierzynę nie leży. To twoja wiedźmińska działka.
- No to twojej powinności w brzuchu dziś zaburczy. Ja myśliwym nie jestem. Złamanego orena nie mamy, będziemy chyba korzonki jeść.
- Ja coś wymyślę. Czytałem ostatnio podania sławnego w Redanii podróżnika, zwanego Niedźwiedziem z Grylls, i wyobrażasz sobie, on zapuszczając się w knieję przez tydzień potrafił jeść… - trajkotał wierszokleta.
- Cicho – szepnął wiedźmin, sięgając po miecz. – Ktoś idzie.
Zza gęstych krzaków, szeleszcząc i klnąc przy tym iście po szewsku, wyłonił się odziany w len chłop.
- Witojcie, pikne pany! – zakrzyknął radośnie. – Jam jest Pokrzywka. Na koniu przejeżdżając, żem usłyszał kawałeczek waszej rozmowy. Pan jest wiedźmin, panie? – zapytał, drapiąc się po tyłku.
- Jestem – odpowiedział Geralt.
- Z nieba mi spadacie, panie. We wiosce naszej jakieś dziadostwo się zalęgło, na własne oczy żem widział jak chłopa na strzępy rozrywa. A zębiska to miało takie, że aż po ziemi nimi szurało, pikny panie! Ludziska portkami trzęsą i po zmroku bojają się nos wyściubić z izb. Takie to, psia mać, czasy nastały – splunął na ziemię Pokrzywka. – Gościnę oczywiście zapewniamy, jadła i napitku u nas dostatek. A i wynagrodzimy za uczciwą robociznę.
- No, Geralt! – zawołał uradowany Jaskier. – To się szczęście nazywa! Robota dla ciebie, w samą porę! A do tego wygodne wyrko, zimne piwo i ciepłe żarcie!
- Zobaczę co się da zrobić, mości Pokrzywka – powiedział Geralt. – Pogadamy o szczegółach na miejscu. Daleko do waszej wioski?
- Niecałe stajanie, miłe pany. Za mną, za mną, prosim.
II
Wiedźmin torował sobie drogę sztyletem. Las w tych okolicach był niezwykle gęsty. Miejscowi mówili, że to tu potwór ma swoje leże. Podobno opuszczał je tylko w nocy, więc Geralt podejrzewał, że za dnia go w nim zastanie. Z opisów domyślał się, że chodzi o fledera albo garkaina. Poprawił swój srebrny miecz zawieszony na plecach. Nagle w zaroślach coś się poruszyło. Wiedźmin w czasie krótszym niż uderzenie serca dobył broni.
- Pssst, wiessminie – coś zasepleniło z ciemności. – Opusssc ten miecz, z łaski swojej. Pogadać kciałem.
- Wyjdź – powiedział spokojnie wiedźmin. – Bardzo, bardzo powoli.
Z gąszczu wyłonił się niewysoki młody mężczyzna w łachmanach. Był bardzo blady. I nie miał zębów.
- Czego chcesz, wampirze? – zapytał twardo Geralt, ukrywając zdziwienie i trzymając cały czas miecz w gotowości.
- Wieśniaki cię wysłały, żebyś mnie ubił, co? – zamlaskał krwiopijca.
- Twierdzą, że potwór ludzi zabija. A ja jestem od takiej roboty.
- Ha, a to sprytne kmiotki. Pefnie nie wspomnieli, że mojej dziefczynie łeb łopatą odcięli, a mnie fszystkie zemby grabiami wybili – spuścił głowę i zasępił się.
- Nie. Nie wspomnieli – przyznał Geralt. – Z ich opisu wynikało raczej, że nęka ich wampir niższy przepełniony ślepą żądzą mordu.
- No właśnie. Gwahir to moje imię i ja, jak widzisz, jestem wyższy. A co więcej, nikogo nigdy tutaj nie zabiłem. Żywię się zwierzęcą krwią. Z wsiokami w komitywie żyliśmy. Jak jakaś niebezpieczna zwierzyna las nachodziła, to zabijałem, a truchło oddawałem na mięso i skóry. A tak mi się odwdzięczyli, sucze syny! – krzyknął wampir, kopiąc kamień leżący na ziemi.
- Czemu to zrobili? – zapytał wiedźmin.
- Dla kłóff wampirzych, a jak. Wiesz pefnie, że to cenny składnik alchemiczny. Im niepotrzebny, to banda matołóf, ale ktoś musiał im dobrze zapłacić. Na początku to chcieli tylko zemby wybić, ale jak mnie się fszystkie pokruszyły, to Irminie łeb odcięli i zabrali. Byłem w szoku, nawet ich nie goniłem – wampir spuścił wzrok. – Wieśśminie, ja chcę poczuć smak zemsty. Na zimno. Życie mi zniszczyli, na mojej ojczystej ziemi, z kobietą ukochaną.
- W takim razie rozegrajcie to między sobą - rzekł Geralt. - Nie mieszam się do tego…
- Pomóż mi, proszę. Słaby jestem i w rozsypce, sam sobie rady nie dam. A wieśniacy mi spokoju nie dadzą.
- Pogadam z nimi, ale rzezi robił nie będę – odpowiedział stanowczo wiedźmin, odchodząc. - Bywaj, Gwahir.
III
- Mieliście dziada ubić, a nie pertraktotacje z nim wyczyniać, nu! – zakrzyknął zarządca wioski, Dhurin. – A jużci, znikajcie mi z oczu, bo rzyć skopię, jak mamę kocham!
- Chyba się zbytnio zapędzacie, mości Dhurin. Grzeczniej proszę – warknął Geralt.
- Ha! A co to za zabójca potworów co z bestiami gada, hę? Kozia rzyć, a nie wiedźmin, tfu!
- Okłamaliście mnie, zarządco. Mówione było, że to nierozumny potwór, a to wyższy wampir. Który jeśli szkód nie robi, mnie zabijać nie lza. Przyznajcie się, po co wam były jego kły?
Zarządca wstał gwałtownie, z hukiem przewracając krzesło.
- A tobie nic do tego, odmieńcu! Gadki koniec, wynosić się, ale już! Waligóra, Mniszek, Pokrzywka! Pokażcie obwiesiowi drzwi, bo z własnej woli chyba zadka nie ruszy! – Dhurin sięgnął po stojący obok stołu kij.
- To bardzo nie… - zaczął Geralt, ale nikt nigdy się nie dowiedział, co chciał w tamtej chwili powiedzieć wiedźmin. Szyba w oknie trzasnęła, a w izbie stanął wampir Gwahir. W okamgnieniu doskoczył do zarządcy i wykręcił mu rękę w barku. Dhurin zawył. Wiedźmin, otoczony przez chłopów z widłami, trzymał w ręku miecz.
- Gadaj, kmiocie, po co ci były moje zemby! – seplenił wampir. – Bo ci szyję gołymi dziąsłami rozpłatam!
- Aaa, puść mnie, krwiopijco! – wysapał przerażony Dhurin. - Powiem, powiem! Czarodziej przejazdem był u nas, złota nie skąpił, to myśmy się skusili. Do jakiś miksturmentów były mu potrzebne, a że u nas z groszem ciężko, to poszliśmy w kupie…
- A to, że wam pomagałem? Że dobry byłem, z kobitą moją? Co ona wam zrobiła? Psia mać, ludzie! – Gwahir puścił zarządcę i pokręcił niedowierzająco głową.
- Teeeraaaa! Na nich, chłopyyy! – rozwrzeszczał się Dhurin skacząc w kierunku kija. Ale wampir był tuż przy nim.
Wiedźmin zanurkował, unikając wideł, ciął celnie, szeroko przez piersi. Po kilkunastu sekundach rzezi, w izbie stali tylko Geralt i Gwahir, obryzgani krwią.
- Pomogłeś mi, wieśśminie – wyszeptał wampir, oblizując usta z czerwonej cieczy.
- Broniłem się. Ale nawet jeśli nie byłaby to obrona konieczna… To myślę, że i tak bym tego nie żałował.
- Dlaczego? – zdziwił się Gwahir.
- Bo w tobie znalazłem więcej człowieczeństwa, niż we wszystkich ludziach w tej wiosce razem wziętych.

Aleksander Mirosław Bielecki
BALLADA O CHUTLIWYM WIEDŹMINIE

Dwóch wędrowców przemierzało na skróty las, który słynął z tego, że lepiej było go nie przemierzać. Przynajmniej nie w tak małej grupie i nie w nocy, o czym nasi bohaterowie mieli się zaraz przekonać.
- Geralt? Geralt, co się z tobą dzieje?
- Milcz, Jaskier.
- Geralt?
- Zamknij się i padnij!
Bardowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Tak szybko rzucił się na ziemię, że zapomniał o niewielkim gąsiorku wina spoczywającym w jego wewnętrznej kieszeni.
- Cholera, Geralt! Nowe ubranie, a już się kleję i...
- Jaskier, do cholery!
Wiedźmin wyciągnął miecz w jeszcze krótszym czasie niż bardowi zajęło wykonanie jego polecenia, dzięki któremu śpiewak nie stracił życia. Szybko ustawił się plecami do Jaskra, a tam, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się głowa tego drugiego, nagle przeleciała strzała.
- Geralt! Odbiłeś strzałę, a niech mnie! Geralt... dlaczego ktoś do nas strzela!?
Wiedźmin już nie słuchał... a właściwie słuchał, ale nie Jaskra. Strzelec nie był sam. Wiedźmin słyszał głośne tętno przynajmniej dwóch osób. Słyszał też, że napastnicy mają względem nich niezbyt przyjemne plany. Zaczął biec. Kolejna strzała ze świstem przeleciała mu koło ucha. Zaklął i w mgnieniu oka odbił następną, wycelowaną prosto w serce.
- Jak mogłem dać się tak podejść? – pomyślał. Przełożył miecz do drugiej ręki, po czym tą wolną zaczął wykonywać skomplikowane gesty. – To wszystko przez Jaskra. Zawsze, jak tylko dzieje się coś złego, dzieje się przez Jaskra. – Gdy doskoczył do napastników, jeden z nich akurat sięgał po kolejną strzałę. Wiedźmin nie czekał, tylko od razu posłał w jego stronę Znak Aard, który odrzucił napastnika daleko do tyłu. Drugi chciał sięgnąć po miecz, jednak zanim to zrobił, Geralt pozbawił go ręki.
- Jeżeli nie jesteś kompletnym idiotą, zabierzesz teraz swojego kompana i razem zejdziecie mi z oczu. Pamiętaj, że wzrok mam dobry, więc lepiej mądrze oceń odległość. Gdy tylko zobaczę lub usłyszę któregoś z was, na pewno nie będziecie mieli drugiej szansy.
- Au... tak panie, już odchodzimy. Wiecie panie... my tylko tak żartem, chcieliśmy was nastraszyć.
- Zejdź mi z oczu! – Geralt rozejrzał się wokół i spostrzegł sakwę pozostawioną przez jednego z niedoszłych zabójców – Jaskier! Podejdź tu, chyba będziesz mógł sprawić sobie nową kurtkę!
- Geralt? Co z bandytami? Nie ma ich w pobliżu?
- Nie, bohaterze. Wszystko w porządku.
- Och, Geralt! Właśnie miałem przybiec ci na pomoc, ale widzę, że nie zdążyłem i sam sobie doskonale poradziłeś. Sakiewka! Hura, Geralt! Zobacz, ile jest w niej orenów. Kupię nową kurtkę, a i na bardziej przyjemne rzeczy nam starczy. To jak, zabawimy się w pobliskim zamtuzie?
- Ech, Jaskier. Ty się nigdy nie zmienisz. Zbieraj rzeczy i ruszamy dalej. Przez ten twój skrót o mało nie zginąłeś. Nie wiem co mnie podkusiło, aby cię posłuchać.
- Przesadzasz, jak zawsze przesadzasz. Wybacz ciekawość, ale jeżeli mam napisać pieśń o twojej bohaterskiej walce z tabunem bandytów, dzięki której ochroniłeś cnotę zagubionej w lesie niewiasty, muszę poznać kilka szczegółów.
- Nie chcę pieśni Jaskier. Czego bym ci nie powiedział, to i tak wszystko przekręcisz. W dodatku bandytów było dwóch, a z ciebie to taka cnotliwa istota, jak ze mnie król Temerii.
- Nie znasz się na poezji i tyle. Mam już nawet ułożony w głowie początek. Chcesz posłuchać?
- Nie.
- Wiedziałem, że będziesz zainteresowany. A więc:

samotna dziewica, w lesie zagubiona,
przez wiedźmina z opresji była wybawiona.
A wiedźmin – wiadomo, chutliwy jak zawsze,
- w zamian za ratunek dziewkę zabrał w chaszcze.
A w chaszczach...

- Jaskier, zostało jeszcze trochę wina?
- A widzisz? Moja pieśń od razu poprawiła ci humor. Tak, coś powinno być jeszcze w torbie.
- Niczego mi nie poprawiła, po prostu jak się napijemy, to przynajmniej na chwilę zawrzesz gębę.
- Teraz przesadziłeś! Nie wolno tak traktować artysty i niniejszym oświadczam, że się obraziłem.
- A jeżeli odpowiem na twoje pytanie związane z moją bohaterską walką i tym, jak ratowałem śpiewaka, któremu rzuciło się na mózg?
- Znowu chcesz mnie obrazić, tak? Wiedz, że jestem ponad takie rzeczy. No, ale dobrze. Powiedz mi, Geralt, dlaczego puściłeś ich wolno?
- Zawsze jest jakiś wybór, Jaskier. Ja wybrałem mniejsze zło.

Diana Socha
JAJA

Witaj Jaskier, mam nadzieję że ta łachudra szybko cię odnalazła. Nie byłem pewien czy nadal jesteś w Wyzimie, ale podobno ktoś tam wiedział, gdzie cię szukać. Przepraszam, że zniknąłem bez słowa zaraz po tej akcji u Foltesta, ale nie za bardzo miałem wybór... te chędożone królewskie suki wiedzą jak przekupić człowieka. Nawet wiedźmina...
Siedzę teraz w jakiejś mieścinie na wschodzie. Piździ jak w burdelu... dobrze że chociaż żreć dają po królewsku... w końcu królewska misja...
Dobra Jaskier, koniec pogaduszek, nie piszę bezinteresownie... zwijaj rzyć w troki, potrzebuję tutaj twojej małej pomocy. A ty sam myślę że tutaj lepiej zarobisz niż w Wyzimie. Musze cię jednak ostrzec, że sprawa nie jest kolorowa... a może właśnie jest zbyt kolorowa...
Siedzę w Kielczy, taka wiocha mniejsza nieco od Wyzimy na południowy wschód od Aldersbergu, Foltest mnie tu wysłał... szukać jakiegoś jajka co mu zwinęli z Wyzimy. Tak, JAJKA. Ale z tym jajem jaja są. Pewnie słyszałeś, że w tych okolicach ludzie wiosną jajka malują i święcą w kapliczkach palonym zielskiem... cały problem w tym, że po królewskim jaju śladu brak, a tutejsze jajka ktoś podtruł... pół kraju się już przewróciło, ghuli i innego ścierwa w pierony... Jaskier, mam pewne ślady, ale nie będę tutaj ci o nich pisał... potrzebuję dobrego wywiadu z twojej strony, w Wyzimie i w drodze do Lyrii... Pytaj o otrute jaja, ludzi z malowanymi twarzami i pogłoski, czy ktoś widział córkę króla Lyrii.
Spotkajmy się 7 dni po pierwszej wiosennej pełni w Karczmie pod Zielonym Kłosem w Kielczy. Gdyby mnie nie było: pytaj o mnie córkę karczmarza... będzie wiedziała, gdzie mnie szukać.
Aha, jeszcze jedno... żebyś nie miał problemów z rozpoznaniem mnie. Te z malowanymi mordami zszargały mi twarz. Całe szczęście w Kielczy zatrzymała się czarodziejka... podobno ją znasz, Yennefer się nazywa...i podobno mnie też zna... ale nie za dużo chce powiedzieć... Zresztą o tym pogadamy już przy piwie. Trochę doprowadziła mnie do porządku i nie powiem żeby było to nieprzyjemne... chociaż twarz zaczynam mieć jak Eskel...
Kończę Jaskier, czekają mnie kolejne trzy noce między umarlakami w poszukiwania tego jaja... Jaja za które Foltest mi daje 50 tysięcy orenów... 50 tysięcy Jaskier...

Wiedźmińskie podkładki Razer Goliathus otrzymują:

Martyna Widomska
Dominik Mucharski
Piotr Zawiślak
Klaudia Woźniak
Agata Szymańska
Czytaj więcej o:
pismo
eit
pismo
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

pismo
pismo (21 czerwca 2011 o 22:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='eit' timestamp='1308654194' post='492123']
Ja wyleję trochę kwasu, jeśli ktoś jest nieodporny na krytykę, to niech sobie odpuści. Od razu zaznaczam - nie twierdzę, że moje opowiadanie było lepsze. Może nawet było beznadziejne, w porządku. Ale nie wierzę, że te cztery to są najlepsze teksty, bo to jest po prostu kpina. Mam też spore obiekcje, czy jurorzy znają sagę wiedźmińską, czy Geralta znają ledwie z gier.

1) Zwycięzca konkursu. Sądziłem, że opowiadanie zrobi na mnie wrażenie, że po lekturze zastygnę na moment z kubkiem w ręku i gapić się będę w monitor przez kilka sekund. Potem wyduszę: łał. A było wręcz odwrotnie, z każdym kolejnym zdaniem liczyłem, że chociaż finał mnie zaskoczy, ale tu było jeszcze gorzej. Narracji to tu właściwie brak. Dialogi są sztuczne i w ogóle niewiedźmińskie. Geralt do odmieniec. To, że ma dwa miecze na plecach nie oznacza, że wszyscy kłaniają się do ziemi i mówią per pan. Wręcz przeciwnie, mało kto ma ochotę z nim gadać. Poza tym, od kiedy Geralt jest tak litościw i ludzi, którzy ukradli mu miecz i medalion (czy Wiedźmin ma coś cenniejszego? Nie sądzę.), puszcza wolno, niemalże machając im na do widzenia? Zaśmiałem się tutaj, nie kryję. Puenty także nie ma. Sam pomysł z łańcuchem może i nie jest zły, ale to zbyt mało na dobre opowiadanie, bo tutaj właściwie nie ma żadnej akcji, ni fabuły. A najlepsze - elfy i wielki, srebrny łańcuch? To już szczyt. Jeśli to miała być parodia, winna być nią od początku, a nie w ostatniej kwestii. Krasnolud - mógłbym zrozumieć, ale do teraz wyobrażenie elfa ze srebrnym łańcuchem wywołuje u mnie radość. Masa nieścisłości, niestety, a styl nie porywa.

2) Stylistycznie chyba najlepsze opowiadanie. Jeśli mam być szczery, to z owej czwórki zdecydowanie najlepsze i zasługujące na nagrodę główną. Ale i tu szału nie ma. Dialogi są momentami świetne, a momentami ta archaizacja języka przyprawia o palpitację serca. 'Witojcie pikne pany'? Haha. Tutaj od razu spoiler: gość wieśniak ma konia, do tego oferuje jadło, napitek i nocleg, full service, a na końcu dowiadujemy się, że wioska klepie biedę. Mógł być bez konia i zaoferować co najwyżej jednodaniowy obiad od biedy i tyle. Wampir - w jednej kwestii sepleni, w drugiej nagle mówi normalnie. Kły odrosły? Nie, bo za chwilę znowu nie potrafi mówić. Niekonsekwencja. Dodatkowo, zastanawiam się, czy bez zębów można krzyczeć? Finał dość przewidywalny. Walki brak, ale to rozumiem jak najbardziej - limit słowny sprawiał, że i ja machanie mieczem ograniczyłem do śmiertelnego ciosu, amen. W tym opowiadaniu jest fabuła, powiedzmy, że jest puenta, choć po przeczytaniu pomyślałem: Mniejsze Zło (opowiadanie, gdyby ktoś nie widział analogii). Też mi się nie podobało, ale z całej czwórki najlepsze opowiadanie imo.

3) Tutaj Mniejsze Zło nawet padło. Tym gorzej, bo to od razu przywodzi na myśl opowiadanie Sapkowskiego, czego należało jak najbardziej unikać, chyba, że celowym nawiązaniem. To jest właściwie uproszczenie i przeniesienie pomysłu, w dodatku z fatalnym wykonaniem. Chyba, że to za tę pożal się Boże balladę została wręczona nagroda? Nie wiem, zaledwie dwa wersy się rymują, nic wielkiego, ale ja się na poezji nie znam. Bez fabuły, bez puenty, nie zaskoczyło mnie ani trochę, niestety. A na koniec cytat z w/w opowiadania, oczywiście wypowiedź Geralta: 'Zło to zło. Mniejsze, większe, średnie, wszystko jedno, proporcje są umowne a granice zatarte (...), jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim, to wolę nie wybierać wcale.' To tym bardziej przekreśla całe opowiadanie, bo Wiedźmin w filozofa by się nie bawił, tylko urżnął im głowy i dziękuję, do widzenia. Tutaj poczułem, że ani autor, ani jurorzy Sagi nie znają, lub mają ją głęboko w poważaniu.

4) To jest szczyt szczytów. O co tu chodzi w ogóle? Podesłałem to kumplowi, licząc, że i on znajdzie tutaj jakiś sens, ukryty przekaz. Ale też nie. Nawiązanie do Wielkanocy? Co w tym takiego? Bez fabuły, bez akcji, styl nijaki, zakończenie śmiechu warte. Ale jest też mój faworyt wśród opowiadań: Piździ jak w burdelu. Co to, kurczę, znaczy? Od kiedy w burdelu piździ? I niby czemu? Dla mnie to nieuzasadnione użycie przekleństwa, które miało chyba upodobnić tę wypowiedź do wypowiedzi Geralta, ale porównanie jest całkowicie chybione i właściwie nazwałbym to błędem.

Co do limitu znaków, macie rację. Ja osobiście napisałem na GG umieszczone na dole strony i zapytałem, czy 5300 zostanie dopuszczone. Odpowiedź brzmiała: tak, zatem nie skracałem, chociaż opowiadanie i tak miało zawrotne tempo. Mus to mus. Szkoda tylko, że nie wszyscy wiedzieli, że tak można.

Chętnie przeczytałbym też wyróżnione opowiadania, bo może tam znalazłoby się coś lepszego.

Chcecie, to teraz Wy na mnie wylejcie wiadro pomyj, ale podeprzyjcie to też argumentami, dlaczego akurat te opowiadania są tak wspaniałe i zasłużyły na grę (i Sagę). Dla mnie ten wybór to pomyłka. Miałem to sobie odpuścić, ale emocje wzięły górę. Zazdrość? Zwał jak zwał.

Pozdrawiam i gratuluję zwycięzcom (sic!).
[/quote]

Zgadzam się w stu procentach z oceną drugiego (a nawet wystawiłabym mu wyższą notę, opowiadanie naprawde fajnie sie czyta) i czwartego, zwłaszcza, że w czwartym widzę wiele niezgodności z charakterem Geralta z sagi nie starałam się specjalnie oceniać innych, bo mam pełną świadomość, że w moim przypadku przez usunięcie 1/6 tekstu postało dużo nieścisłości, których już nie poprawilam Aczkolwiek pierwsze i trzecie nie jest wcale takie złe, a w trzecim cytat Geralta na temat zła podobał mi się bardzo, chociaż to trochę kransoludzkie filozofowanie z książki
Rozwiń
eit
eit (21 czerwca 2011 o 13:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ja wyleję trochę kwasu, jeśli ktoś jest nieodporny na krytykę, to niech sobie odpuści. Od razu zaznaczam - nie twierdzę, że moje opowiadanie było lepsze. Może nawet było beznadziejne, w porządku. Ale nie wierzę, że te cztery to są najlepsze teksty, bo to jest po prostu kpina. Mam też spore obiekcje, czy jurorzy znają sagę wiedźmińską, czy Geralta znają ledwie z gier.

1) Zwycięzca konkursu. Sądziłem, że opowiadanie zrobi na mnie wrażenie, że po lekturze zastygnę na moment z kubkiem w ręku i gapić się będę w monitor przez kilka sekund. Potem wyduszę: łał. A było wręcz odwrotnie, z każdym kolejnym zdaniem liczyłem, że chociaż finał mnie zaskoczy, ale tu było jeszcze gorzej. Narracji to tu właściwie brak. Dialogi są sztuczne i w ogóle niewiedźmińskie. Geralt do odmieniec. To, że ma dwa miecze na plecach nie oznacza, że wszyscy kłaniają się do ziemi i mówią per pan. Wręcz przeciwnie, mało kto ma ochotę z nim gadać. Poza tym, od kiedy Geralt jest tak litościw i ludzi, którzy ukradli mu miecz i medalion (czy Wiedźmin ma coś cenniejszego? Nie sądzę.), puszcza wolno, niemalże machając im na do widzenia? Zaśmiałem się tutaj, nie kryję. Puenty także nie ma. Sam pomysł z łańcuchem może i nie jest zły, ale to zbyt mało na dobre opowiadanie, bo tutaj właściwie nie ma żadnej akcji, ni fabuły. A najlepsze - elfy i wielki, srebrny łańcuch? To już szczyt. Jeśli to miała być parodia, winna być nią od początku, a nie w ostatniej kwestii. Krasnolud - mógłbym zrozumieć, ale do teraz wyobrażenie elfa ze srebrnym łańcuchem wywołuje u mnie radość. Masa nieścisłości, niestety, a styl nie porywa.

2) Stylistycznie chyba najlepsze opowiadanie. Jeśli mam być szczery, to z owej czwórki zdecydowanie najlepsze i zasługujące na nagrodę główną. Ale i tu szału nie ma. Dialogi są momentami świetne, a momentami ta archaizacja języka przyprawia o palpitację serca. 'Witojcie pikne pany'? Haha. Tutaj od razu spoiler: gość wieśniak ma konia, do tego oferuje jadło, napitek i nocleg, full service, a na końcu dowiadujemy się, że wioska klepie biedę. Mógł być bez konia i zaoferować co najwyżej jednodaniowy obiad od biedy i tyle. Wampir - w jednej kwestii sepleni, w drugiej nagle mówi normalnie. Kły odrosły? Nie, bo za chwilę znowu nie potrafi mówić. Niekonsekwencja. Dodatkowo, zastanawiam się, czy bez zębów można krzyczeć? Finał dość przewidywalny. Walki brak, ale to rozumiem jak najbardziej - limit słowny sprawiał, że i ja machanie mieczem ograniczyłem do śmiertelnego ciosu, amen. W tym opowiadaniu jest fabuła, powiedzmy, że jest puenta, choć po przeczytaniu pomyślałem: Mniejsze Zło (opowiadanie, gdyby ktoś nie widział analogii). Też mi się nie podobało, ale z całej czwórki najlepsze opowiadanie imo.

3) Tutaj Mniejsze Zło nawet padło. Tym gorzej, bo to od razu przywodzi na myśl opowiadanie Sapkowskiego, czego należało jak najbardziej unikać, chyba, że celowym nawiązaniem. To jest właściwie uproszczenie i przeniesienie pomysłu, w dodatku z fatalnym wykonaniem. Chyba, że to za tę pożal się Boże balladę została wręczona nagroda? Nie wiem, zaledwie dwa wersy się rymują, nic wielkiego, ale ja się na poezji nie znam. Bez fabuły, bez puenty, nie zaskoczyło mnie ani trochę, niestety. A na koniec cytat z w/w opowiadania, oczywiście wypowiedź Geralta: 'Zło to zło. Mniejsze, większe, średnie, wszystko jedno, proporcje są umowne a granice zatarte (...), jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim, to wolę nie wybierać wcale.' To tym bardziej przekreśla całe opowiadanie, bo Wiedźmin w filozofa by się nie bawił, tylko urżnął im głowy i dziękuję, do widzenia. Tutaj poczułem, że ani autor, ani jurorzy Sagi nie znają, lub mają ją głęboko w poważaniu.

4) To jest szczyt szczytów. O co tu chodzi w ogóle? Podesłałem to kumplowi, licząc, że i on znajdzie tutaj jakiś sens, ukryty przekaz. Ale też nie. Nawiązanie do Wielkanocy? Co w tym takiego? Bez fabuły, bez akcji, styl nijaki, zakończenie śmiechu warte. Ale jest też mój faworyt wśród opowiadań: Piździ jak w burdelu. Co to, kurczę, znaczy? Od kiedy w burdelu piździ? I niby czemu? Dla mnie to nieuzasadnione użycie przekleństwa, które miało chyba upodobnić tę wypowiedź do wypowiedzi Geralta, ale porównanie jest całkowicie chybione i właściwie nazwałbym to błędem.

Co do limitu znaków, macie rację. Ja osobiście napisałem na GG umieszczone na dole strony i zapytałem, czy 5300 zostanie dopuszczone. Odpowiedź brzmiała: tak, zatem nie skracałem, chociaż opowiadanie i tak miało zawrotne tempo. Mus to mus. Szkoda tylko, że nie wszyscy wiedzieli, że tak można.

Chętnie przeczytałbym też wyróżnione opowiadania, bo może tam znalazłoby się coś lepszego.

Chcecie, to teraz Wy na mnie wylejcie wiadro pomyj, ale podeprzyjcie to też argumentami, dlaczego akurat te opowiadania są tak wspaniałe i zasłużyły na grę (i Sagę). Dla mnie ten wybór to pomyłka. Miałem to sobie odpuścić, ale emocje wzięły górę. Zazdrość? Zwał jak zwał.

Pozdrawiam i gratuluję zwycięzcom (sic!).
Rozwiń
pismo
pismo (21 czerwca 2011 o 11:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
hm, mam te sama refleksje - moje opowiadanie mialo 6 tysiecy znakow, z wielkim bolem skrocilam je do mniej niz 5 tysiecy, wyszlo momentami dziwnie i niescisle (musze przyznac ), ale pierwsze opowiadania maja duzo ponad 6 tysiecy znakow. gdybym nie musiala usuwac duzej czesci tekstu, to pewnie bylabym w stanie zajac wyzsze miejsce, niz zajelam. (i, swoja droga, drugie opowiadanie jest genialne i naprawde wpasowane w wiedzminskie klimaty, gratulacje )
Rozwiń
nif
nif (20 czerwca 2011 o 23:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Najlpesze pierwsze i drugie. W pierwszym podoba mi się pomysł i zakończenie, w drugim styl.
Rozwiń
El
El (20 czerwca 2011 o 22:28) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Konkurs fajny, ale mam jedno zastrzeżenie, moim zdaniem, jeśli wyraźnie w warunkach konkursu jest napisane 5000 znaków, to ma być 5000 znaków. Niektóre z tych prac nie mają zachowanego tego wymogu. Boli mnie to zwłaszcza w sytuacji, kiedy to sam napisałem opowiadanie i musiałem go specjalnie skracać i wyrzucać niektóre zdania, aby zmieścić się w tej liczbie :/
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!