wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Kraj Świat

"Chciała się wypróżnić, wypadło dziecko". Nie wiedziała, że jest w ciąży?

Dodano: 23 lutego 2017, 12:19

XXI wiek, wieś w centralnej Polsce. W obecności matki, ojca i brata 29-letnia Magda rodzi córkę. Gdyby nie komplikacje po porodzie, o dziecku zapewne nikt by się nie dowiedział. Noworodka, wyniesionego do sieni w wiadrze, znajdują dopiero ratownicy pogotowia, które przyjeżdża w związku z komplikacjami po porodzie.

- Stało tu wiaderko, ona mówi: "Siku się chce...". I na to wiaderko tego... - relacjonuje dziadek dziecka, ojciec Magdy. Dodaje, że on wtedy wyszedł z domu, z kobietą została jego żona i ich syn, brat Magdy. - Jak się chciała wypróżnić, to wypadło dziecko - opowiada młodszy mężczyzna. - I później nie wiem, co tej żonie odbiło, to wiaderko wzięła i tu postawiła - wskazuje na sień ojciec Magdy.

I chociaż chwilę wcześniej na miejscu było pogotowie, nikt nie zauważył, że kobieta spodziewa się dziecka. - Pytali się, czy jest w ciąży. Ona mówi, że nie. No, ale jakby zbadali ją, toby wiedzieli, nie? - mówi ojciec Magdy.

Jak twierdzi rodzina kobiety, nikt z karetki nie wykonał jej żadnych badań. - Powiedział, żeby lewatywę zrobić i pojechał - relacjonuje Magda. Niedługo potem odbył się poród. - Ja myślałam, że nie mogłam się wypróżnić. A tu dziecko mi wpadło do wiaderka - relacjonuje Magda i dodaje, że nie pamięta, kto przeciął pępowinę. Po porodzie kobieta jednak zaczęła krwawić, dlatego rodzina drugi raz wezwała pomoc. Ratownicy z drugiej karetki znaleźli noworodka i po reanimacji uratowali mu życie. Zarówno matka, jak i dziecko zabrani zostali do szpitala.

Według Elżbiety Cieśli, rzeczniczki pogotowia w Radomiu, lekarz z pierwszej karetki zbadał pacjentkę stetoskopem. Więcej szczegółów zdradzić jednak nie chce. - Nie mogę wypowiadać się na temat przebiegu badania lekarskiego - ucina i dodaje, że okoliczności, w jakich lekarz pozostawił w domu Magdy sprzęt do lewatywy, będą jeszcze wyjaśniane. - Prawem pacjenta jest odmowa przewiezienia do szpitala. Ta kobieta tak uczyniła - utrzymuje rzeczniczka.

Magda utrzymuje, że nie wiedziała, że jest w ciąży. - Myślałam, że przytyłam - mówi i zapewnia, że nie czuła żadnych ruchów dziecka ani nie miała nudności. - Ja się czułam bardzo dobrze - zapewnia. Przyznaje, że nie miała miesiączki i to trochę ją niepokoiło. - Miałam iść do lekarza właśnie. W poniedziałek miałam iść do lekarza, bo akurat miałam dzień wolny - mówi.

O ciąży nie wiedziała jednak nie tylko ona, ale też nikt z rodziny. - Pytaliśmy ją jak dziecka: "Magdunia, powiedz, córciu, przecież cię nikt nie będzie bił, nie będzie krzyczał na ciebie ani nic. No trudno". "Tato, nie. Mamo nie, nie jestem w ciąży" - przytacza rozmowy z córką ojciec Magdy.

Ojciec dziecka z kolei twierdzi, że myślał, że jest bezpłodny. Przyznaje jednak, że to tylko jego hipoteza, a gdy dochodziło do stosunków, używał prezerwatyw. - Ale nie zawsze - mówi. - Sam mieszkam, tobym ją przyjął. Ja bym miał chociaż ugotowane. Jeżeli [dziecko - red.] jest moje, to próbowałbym wychować - twierdzi.

Noworodek trafił do rodziny zastępczej, a o jego dalszych losach zadecyduje sąd. Jak twierdzi Magda, nikt nie rozmawiał z nią na temat przyszłości dziecka. - Nic nie wiem - mówi i dodaje, że chciałaby je wychować.

To jednak nie kończy sprawy pozostawionej samej sobie rodziny, w której domu panuje bałagan, brud, smród i zimno. Jak się okazuje, rodzina dobrze jest znana gminnym urzędnikom, ale nie od złej strony.
 
- Tam nigdy nie było sytuacji, żeby występowała przemoc domowa, nie było w tej rodzinie alkoholizmu - mówi Aneta Wilanowicz, dyrektor miejsko-gminnego ośrodka pomocy społecznej. Jak twierdzi, rodzina od 2015 roku, kiedy przestała pobierać świadczenia, "wyszła" z systemu opieki społecznej. - Niektórzy członkowie rodziny pobierają świadczenia z zakresu opiekuńczych, rodzinnych, ale to już jest zupełnie inny system, gdzie nie ma bezpośredniej współpracy z rodziną - twierdzi.

- Myślę, że pani takich domów w Polsce mogłaby znaleźć jeszcze sporo - mówi Ireneusz Kumięga, burmistrz miasta i gminy Skaryszew. Według niego ta sytuacja "powinna być bodźcem, jeśli chodzi o działanie MOPS-ów".

Sprawę bada prokuratura w Radomiu. Babce dziecka postawiono zarzut usiłowania zabójstwa i aresztowano ją na trzy miesiące. - Można powiedzieć jednym słowem, że była w szoku - mówi o wyjaśnieniach Magdy Małgorzata Chrabąszcz, rzeczniczka prokuratury okręgowej w Radomiu. Jak dodaje, ojciec i brat matki dziecka mają zarzuty nieudzielenia pomocy.
Czytaj więcej o: zdrowie dziecko poród
Użytkownik niezarejestrowany
Kkk
Ona
(41) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (28 lutego 2017 o 21:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Materiał typowy dla tvnu.
Rozwiń
Kkk
Kkk (24 lutego 2017 o 19:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A po co przyjechali ratownicy.? Zobaczyć i odjechać.  Ludzie ,ale mamy opiekę lekarską.Śmiać się czy płakać.. Ratownicy od lewatywy.Przecież nie była badana- przy dotyku ręką na brzuchu można wyczuć ruchy. No niestety misiu jesteś w błędzie. Podczas akcji pogodowej nie da się wyczuć ruchów bo są ograniczone do minimum i nawet badanie ktg tego nie wykryje przez bardzo silne skurcze 
Rozwiń
Ona
Ona (24 lutego 2017 o 19:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Niestety podczas akcji pogodowej ruchy dziecka są bardzo ograniczone i nawet ktg nie jest w stanie ich wykryć przez silne skurcze 
Rozwiń
mam nadzieję że się załapię
mam nadzieję że się załapię (24 lutego 2017 o 11:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
kjk napisał:
Użytkownik niezarejestrowany napisał:
Jestem wstrząśnięta pozostawieniem tych ludzi bez żadnej pomocy i nadzoru. Po kilku zdaniach można rozpoznać, że chłopak i dziewczyna są upośledzeni. Cała rodzina jest niezaradna życiowo a samo wypłacanie zasiłku nie rozwiąże ich problemu. Im potrzebna jest praca z psychologiem, terapeutą osobą z doświadczeniem pedagogicznym. Sam fakt schowania do szuflady zużytej strzykawki po lewatywie jest niepojęty. I na dodatek dziewczyna pracuje w barze, pomaga w gotowaniu. Czy sądzicie, że przestrzega zasad higieny? Ona nawet nie wie, że trzeba myć ręce. A ratownicy widząc cały ten brud i smród zlekceważyli sprawę, tak jak robią to wszyscy inni. Wystarczy, że ktoś jest starszy, biedny, brudny to już można potraktować go jak powietrze. Robią tak wszyscy: lekarze, urzędnicy, pomoc z Mopsów, Ropsów itp. bo nikomu się nie chce zabrudzić. Przykre, ale takich ludzi jest dużo więcej.
masz rację, to jest rodzina chora i ona wymaga pomocy psychologicznej, asystenta rodziny, dac im kogoś do p[okazywania co mają robić i jak np. poszprzatania, prania, pomalowania (dać farbę)  i oni to robiliby, ale co tam, u nas teraz sie liczy 500+ dla młodych zdrowych a nie pomoc dla chorych czy starych. Obecnie osoby chore i stare są zbędnym balastem w naszym kraju. Brawo 500+, oby takdalej cholerne pisowce, i to jest po katolicku, chrześcijańsku.
Zgadzam się ze wszystkim z wyjątkiem wieszania psów na ustawie 500+. Dzięki tej ustawie wiele dzieci z rodzin o niskich dochodach wreszcie może wyjechać na ferie, wakacje, czy zapisać się na zajęcia pozalekcyjne. Jedna forma pomocy nie musi wykluczać drugiej, a przy takim poziomie biedy jak w Polsce 500+ to rewelacyjny program.
Rozwiń
Gość
Gość (24 lutego 2017 o 10:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nie macie o czym pisać? - OHYDNE!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (41)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!