wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Kraj Świat

Latające pałace władzy czyli samolot prezydencki

Dodano: 11 września 2009, 20:12

Samolot prezydenta USA to trzypiętrowy skrzydlaty Biały Dom z Gabinetem Owalnym i kuchnią dla stu osób. Ił Władimira Putina ocieka przepychem. – Ma wzmocnione silniki, inaczej nie uniósłby złota, jakiego zużyto na jego wyposażenie – mówią z dumą Rosjanie.

Przesadzają, ale mimo to, gdy w poniedziałek wieczorem na gdańskim lotnisku im. Lecha Wałęsy lądował Ił-96-300 "Rossija” z premierem Putinem na pokładzie, mogliśmy być pewni, że żaden bardziej luksusowy samolot nie gościł dotąd w naszym kraju. Według szacunków ekspertów maszyna kosztowała 300 mln dolarów.

Carski majestat

Przed opuszczeniem pokładu podróżny z Moskwy odświeżył ręce w umywalce o dnie wyłożonym szczerym złotem. Woda płynęła ze złotego kranu, a jej strumień dostojny użytkownik regulował złotymi kurkami.

Przy takiej armaturze projektanci nie mieli już wielkiego pola manewru i także kabinę prysznicową znajdującą się na pokładzie musieli wykończyć "pod kolor”. Nie chodzi tylko o krany, prysznic i pokrętła: złotem wykończone są nawet prowadnice drzwi kabiny.

Całe wnętrze maszyny Putina pełne jest detali z cennego kruszcu i nawiązuje stylistyką do kremlowskich komnat. W zamyśle twórców ma obrazować carski majestat jego władzy oraz potęgę i bogactwo Rosji. Oprócz kilku saloników, sypialni i kuchni jest tu nawet sala konferencyjna z okazałym stołem, przy którym w razie potrzeby można odbyć posiedzenie rządu.

Basen na pokładzie

– To rzeczywiście luksusowo wyposażony samolot, ale kilka na świecie, latających m.in. na Bliskim Wschodzie, mogłoby go przebić – mówi Rafał Gontar z firmy Chapman-Freeborn, zajmującej się wynajmem i czarterem samolotów pasażerskich. Ludzie mający niewyobrażalne dla zwykłych śmiertelników pieniądze, mają też nieograniczoną fantazję. Jeden z arabskich szejków zamówił np. wielkiego airbusa A-380 z basenem na pokładzie.

Głowy państw zazwyczaj stronią od takich ekstrawagancji, gdyż ich samoloty kupowane są za pieniądze podatników. Mimo to maszyny, którymi latają, są często imponujące.

Nie chodzi tylko o przepych panujący we wnętrzach. Dech zapiera także pokładowe wyposażenie i elektronika, zupełnie inna od stosowanej w typowych maszynach pasażerskich.

Skrzydlaty cud

Prezydenta USA w dalsze podróże zabiera Boeing 747-2G4B, czyli Jumbo Jet. Tylko z zewnątrz – nie licząc prezydenckich emblematów – przypomina typową maszynę.

Można powiedzieć, że przy luksusie Iliuszyna 96-300, z którego korzysta Władimir Putin Air Force One to zaledwie klasa ekonomiczna, ale brak ociekających złotem zdobień nadrobiono z nawiązką innymi niezwykłymi zaletami. Samolot prezydencki to w istocie latający Biały Dom, złożony z trzech kondygnacji, na których pomieszczono Gabinet Owalny, kilka sal narad i liczne sypialnie. Jest też kuchnia, w której przez tydzień można przyrządzić posiłki dla stu osób naraz, a nawet wyposażona na poziomie klinicznym sala operacyjna.

Air Force One to podniebne stanowisko dowodzenia na wypadek wojny, odporne na promieniowanie związane z atakiem jądrowym. Samolot przystosowano do tankowania w powietrzu. Na pokładzie są niezależne centrale telefoniczne i 85 aparatów do rozmów z całym światem, a także 20 monitorów, pozwalających śledzić obraz pobierany z 57 anten.

Jest też system umożliwiający bezpośrednią łączność z dowództwami wszystkich rodzajów sił zbrojnych USA, atomowych łodzi podwodnych, czy eskadr myśliwców.

W razie ostrzału samolot może się bronić przy użyciu Flar. Wystrzelone z samolotu tworzą przed pociskiem naprowadzanym na podczerwień źródło promieniowania cieplnego silniejsze od emitowanego przez silniki Boeinga. Jeśli w kierunku Air For-ce One zmierza pocisk sterowany radiowo, samolot broni się Chaff'em (rozrzucone cząstki metalu, emitujące silniejszy sygnał radarowy).

Inni latają biedniej

Poza przywódcami USA i Rosji nikt z polityków nie dysponuje porównywalnymi maszynami. Szefowie państw europejskich bynajmniej nie latają jednak jak biedacy, ponieważ samolot w barwach państwowych jest uważany w świecie wielkiej polityki za istotny symbol władzy.

Z raportu sporządzonego przez firmę Chapman-Freeborn dla portalu Samoloty.pl wynika, że rząd Czech w 2007 roku kupił dwa airbusy 319 CJ. Samoloty te zastąpiły wysłużone Tupolewy 154. Prezydent i premier naszych południowych sąsiadów nigdy nie latają samolotami rejsowymi, nawet w podróżach prywatnych.

Znacznie większą flotę rządową ma Hiszpania. Jej trzon tworzy aż pięć długodystansowych odrzutowców Falcon 900B, poza tym trzy duże odrzutowce Boeing 707, które oprócz przewozu VIP-ów mogą pełnić funkcję latających cystern dla wojska. Rząd Hiszpanii ma też dwa duże odrzutowce airbus 310 i pięć małych odrzutowców średniego zasięgu Cessna Citation II i Cessna Citation V oraz turbośmigłowce.

Graty w służbie RP

Przestarzałymi maszynami wyprodukowanymi w byłym ZSRR latają jeszcze tylko rządy trzech państw w Europie: Ukrainy, Białorusi i Polski. Co rusz psujące się Tupolewy 154M przynoszą nam wstyd na całym świecie. Obie maszyny będące na wyposażeniu polskiego rządu są z 1990 roku; tak samo jak amerykańskie Air Force One (prezydent USA ma do dyspozycji dwie identyczne maszyny).

Tylko że samoloty zza oceanu kosztowały ponad 250 mln dolarów za sztukę i były cudem techniki, a za nasze TU zapłaciliśmy po 3 miliony, bo już w chwili zakupu były przestarzałe.

Bo za drogie

Stan polskich samolotów rządowych nie tylko ośmiesza nasz kraj, ale także zagraża bezpieczeństwu korzystających z nich osób. Dowodzące tego opowieści można mnożyć, ale po co, skoro media regularnie informują na ten temat.

Kilka głów państw – m.in. były prezydent Czech Vaclav Havel ze strachu odmówiło lotu polskim Tupolewem 154. Mimo to kolejne rządy odwlekają jak mogą zakup nowej floty powietrznej dla VIP-ów – kilka dni temu do tego grona dołączył rząd Donalda Tuska.

Na nowe maszyny trzeba wydać dziesiątki milionów dolarów, a to może spotkać się z krytyką. Politycy wolą się nie narażać, nawet jeśli muszą z tego powodu ryzykować własnym życiem.

– Zakup samolotu Boeing Business Jet, mogącego zabrać na pokład od 24 do 63 osób to wydatek rzędu 65 mln dolarów – informuje Rafał Gontar. – Airbus A319 CJ, z jakiego korzystają władze Czech mieści na pokładzie 48 osób i kosztuje 75 mln dolarów.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!