poniedziałek, 20 listopada 2017 r.

Kraj Świat

Noblista dla Dziennika Wschodniego: Gdyby więcej Karskich...

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 maja 2012, 17:17

Elie Wiesel trzyma zdjęcie Jana Karskiego na półce z ulubionymi książkami...<br />
 <br />
<br />
 (Waldemar Piasec
Elie Wiesel trzyma zdjęcie Jana Karskiego na półce z ulubionymi książkami...


(Waldemar Piasec

Heroiczna postać Polskiego Podziemia i emisariusz ludzkiej waleczności, Jan Karski przynosi zaszczyt wszystkim tym, którzy... honorują jego wojenną batalię o wolność.

Pamiętam, kiedy i jak go spotkałem.

Narodowa Rada do spraw Holocaustu, której przewodniczyłem, z woli prezydenta Stanów Zjednoczonych, organizowała w 1981 roku międzynarodową konferencję wyzwolicieli obozów obozów koncentracyjnych. Zaprosiliśmy generałów, oficerów i prostych żołnierzy reprezentujących siły alianckie.

Podczas wczesnej fazy dyskusji, kogo bezwzględnie należy zaprosić, zauważyłem, że zapomnieliśmy o postaci, która mogłaby opowiedzieć o roli, jaką odegrały lokalne ruchy oporu w okupowanych krajach, w otwieraniu bram obozowych.

"Chciałbym, abyśmy mieli na naszej konferencji kogoś takiego, jak Jan Karski. Niestety, on już nie żyje” – powiedziałem. "Ależ on żyje! Byłem jego studentem w Georgetown University” – przerwał mi energicznie jeden ze współpracowników.

Zadzwoniłem do Karskiego. Chciałem, aby po latach znów złożył swój raport z tego, czego był naocznym świadkiem. Za-akceptował moje zaproszenie nie bez oporów i wahania. "Jak długo mam mówić?” – zapytał wreszcie. "Ile czasu Pan potrzebuje?” – niby pytałem, ale właściwie dawałem wolną rękę. "Potrzeba mi 28 minut” – odparł natychmiast.

Zaskoczył mnie szybkością i precyzją odpowiedzi. Wystąpienia pozostałych uczestników miały być sporo krótsze, ale to nie miało już znaczenia. "Skąd pewność, że nie będzie Pan potrzebował nieco więcej czasu?” – pytałem zaintrygowany. "Jestem polskim oficerem” "Kiedy mówię, że 28 minut, to będzie 28 minut” – usłyszałem.

Było jak powiedział.

Przykuł uwagę zebranych swoją opowieścią o wizytach w warszawskim getcie w przebraniu za Żyda oraz obozie w przebraniu za strażnika.

Przypomniał swoje spotkania z sędzią sądu najwyższego USA Feliksem Frankfurterem i prezydentem Rooseveltem w Gabinecie Owalnym Białego Domu. Jego pamięć była zdumiewająco bogata. Był precyzyjny w każdym słowie i szczególe.

Potem spotykaliśmy się mnóstwo razy. Nigdy nie zapominał podziękować - za jak to określał - "reanimowanie” go.

Przesadzał? Z upływem lat był niemal zapomniany.

Z własnego wyboru. Jego wojenny bestseller "Story of a Secret State” od dawna był wyczerpany, a on nie robił nic, aby o sobie przypominać.

Teraz, nagle, znów stał się rozpoznawalny, aktywny, zapraszany przez środowiska akademickie i instytucje zajmujące się upamiętnianiem czasu wojny. Historia na powrót się o niego upomniała.

Nie ma wątpliwości: gdyby było więcej Janów Karskich, byłoby mniej ofiar Hitlera.

Jak większość ludzkich wielkości, Karski był unikalny. Unikalny w swej odwadze i – unikalnie samotny.

Od redakcji:

Jak wiadomo, Towarzystwo Jana Karskiego i Aleksander Kwaśniewski optowali za tym, aby Prezydencki Medal Wolności przyjmował w imieniu bohatera, jego przyjaciel noblista Elie Wiesel. Niestety, tak się nie stało...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!