wtorek, 17 października 2017 r.

Kraj Świat

Pożegnano małżeństwo dziennikarzy - ofiary wybuchu gazu w Katowicach

  Edytuj ten wpis

Setki osób pożegnały we wtorek w Katowicach małżeństwo dziennikarzy Brygidę i Dariusza Kmiecików oraz ich 2-letniego syna, którzy zginęli w wyniku wybuchu gazu w kamienicy, gdzie mieszkali. Pozostały wasze dzieła - "zapis pulsu wrażliwych serc" - mówił abp Wiktor Skworc.

Metropolita katowicki przewodniczył żałobnej mszy św. w katowickiej archikatedrze. Zmarłych żegnali najbliżsi, przyjaciele, ludzie mediów, przedstawiciele władz, a także bohaterowie ich wielokrotnie nagradzanych materiałów - sparaliżowany Janusz Świtaj czy himalaista Krzysztof Wielicki.

Brygida Frosztęga-Kmiecik była reportażystką TVP, Dariusz Kmiecik - reporterem "Faktów" TVN. Mimo młodego wieku mieli już na swoim koncie znaczące nagrody dziennikarskie, byli cenieni w środowisku. Razem z nimi w wybuchu gazu w kamienicy, w której mieszkali, zginął ich syn Remigiusz.

Podczas uroczystości w katowickiej archikatedrze rodziny dziennikarzy odebrały Złote Krzyże Zasługi, przyznane małżeństwu pośmiertnie przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jak podkreśliła Joanna Trzaska-Wieczorek z Kancelarii Prezydenta RP, przyznano je "za osiągnięcia w działalności dziennikarskiej, za wkład w rozwój dokumentu telewizyjnego i wyjątkową wrażliwość społeczną w pracy reporterskiej". W krótkim wystąpieniu minister podkreśliła, że oboje dziennikarze starali się zawsze w swojej pracy służyć prawdzie i człowiekowi.

"Brygida, Dariusz i mały Remigiusz dają nam bezcenną lekcję w świecie porażonym materializmem, kultem przyjemności, goniącym za newsami i głodem sensacji, w świecie zachowującym się, jakby Boga nie było, jakby doczesność miała trwać wiecznie. Młoda, tragicznie zmarła rodzina z naszego miasta wstrząsająco przypomina, że życie jest po prostu kruche. Przemijamy, wszyscy bez wyjątku, i zdążamy ku wieczności" - powiedział podczas homilii metropolita katowicki abp Wiktor Skworc.

Mówił, że zmarli byli ludźmi prawymi, przekonanymi o wartości rodziny, szczerze oddanymi pracy, wykonywanej z odwagą, profesjonalizmem i życzliwym zainteresowaniem losami najbardziej wydziedziczonych. "Ukazywali, że dziennikarstwo to nie tyle zawód, co powołanie, misja zmagania się o lepszy świat” - mówił abp Skworc.

"Praca dziennikarska jest trudna i ogromie absorbująca. Koniec jednego wydania oznacza początek następnego. Terror ciągłego pośpiechu, żeby zdążyć z materiałem, nieustający stres. (...) Dylematy moralne, gdy nosi się w sercu tylu ludzi, z niepokojącym nieraz pytaniem - czy kogoś nie skrzywdziłem, czy dobrze zrobiłem, czy można było jeszcze lepiej?" - dodał.

Żegnając zmarłego Dariusza Kmiecika, jego brat nawiązał do dziennikarskiej pracy reportera "Faktów”. "Żyłeś pracą, poświęcałeś jej całe życie, ale zawsze znajdowałeś czas dla swojej rodziny. Doba u ciebie trwała nie 24 godziny, a więcej” - mówił Krzysztof Kmiecik, wspominając ciągły brak czasu na częstsze rodzinne spotkania, rekompensowany długimi rozmowami przez telefon.

Drugą, po dziennikarstwie, pasją zmarłego dziennikarza był sport - wspominał jego brat, podkreślając dumę po bramce strzelonej przez Kmiecika w niedawnym charytatywnym meczu między drużynami TVP i TVN. Przypomniał też inne cechy śląskiego dziennikarza; "zawsze opanowany, umiałeś znaleźć rozwiązanie w każdej sytuacji” - mówił.

Szef "Faktów” TVN Kamil Durczok wspominał początki Kmiecika w tej stacji, a także to, jakim był dziennikarzem. "Darek na drugie imię miał Perfekcyjność - Jego Perfekcyjność Dariusz Kmiecik” - mówił Durczok, wymieniając też inne cechy zmarłego reportera: sumienność, rzetelność, uczciwość, pracowitość, punktualność, sympatię, otwartość, radość, a przede wszystkim - jak mówił - jego "znak firmowy”, czyli skromność.

"Ładnie się życie układało" - mówił Durczok, nawiązując do tytułu jednego z reportaży Brygidy Frosztęgi-Kmiecik i wskazując na analogię do życia małżeństwa młodych dziennikarzy, przerwanego przez tragiczną katastrofę. Szef "Faktów” podkreślił też, że dziennikarskie materiały Kmiecika - o tragediach w śląskich kopalniach, śmierci himalaistów w górach, katastrofie hali MTK czy katastrofie pociągu pod Szczekocinami - oswajały nas ze śmiercią, jej brutalnością, bezwzględnością i nagłością. "Tylko ze swoją śmiercią nas nie oswoiłeś; ze swoją ci się nie udało” - powiedział Durczok.

"Wahuj nos tam na wirchu wszystkich. Szykuj się, aż tam przyjdymy i patrz tam jako. Patrz tam jako” - zakończył po śląsku Durczok, sam pochodzący z Katowic. Po mszy świętej Kmiecikowie spoczęli na Cmentarzu Komunalnym w Katowicach.

Do eksplozji gazu doszło w ubiegły czwartek przed godz. 5 rano; wybuch zniszczył trzy kondygnacje kamienicy u zbiegu ulic Chopina i Sokolskiej w ścisłym centrum Katowic. Po wybuchu ewakuowano 15 lokatorów, pięć osób trafiło do szpitali, stan jednej nadal jest ciężki.

Poszukiwania rodziny Kmiecików trwały kilkanaście godzin, w bardzo trudnych warunkach. W końcu strażacy dotarli w gruzowisku do ich ciał; znaleźli je pod stropami i ścianami, które w czasie katastrofy złożyły się jak "domek z kart”.

Sprawę bada katowicka prokuratura okręgowa. Miasto, Caritas oraz mieszkańcy regionu udzielili pomocy rodzinom, które w efekcie katastrofy straciły dach nad głową.

WIDEO

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o: wideo Katowice
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!