czwartek, 23 listopada 2017 r.

Kraj Świat

Ślub pod wodą. Tylko w... Meksyku

  Edytuj ten wpis
Dodano: 17 lipca 2009, 17:18

Najwięcej par zdecydowanych na podwodny ślub przyjeżdża z USA, Niemiec i Anglii. Ostatnio jednak coraz więcej gości pojawia się z Rosji i Polski.

Rozmowa z Ilse Kobus, dyrektorką PR kompleksu Iberostar w Playa Paraiso

• Zacznę od pytania o Pani nazwisko. Brzmi po polsku...

– Już o tym słyszałam od moich klientów z Polski. "Niestety”, jestem Holenderką z niewielkiego miasteczka niedaleko granicy z Belgią. Kobus to staroflamandzkie imię męskie, dziś już nadawane sporadycznie oraz nazwisko. Nie jakieś bardzo popularne, ale też nie taki znów niespotykane.

• Co robi Holenderka na meksykańskiej Riwierze?

– Pracuję dla znanej hiszpańskiej grupy "Iberostar”, która posiada tu kompleks pięciu ośrodków (resortów) turystycznych: Paraiso del Mar, Paraiso Beach, Playa Paraiso, Linda Maya i Grand Hotel. W sumie dwa tysiące pokoi w formule "all inclusive”. Ze świetną kuchnią, warunkami rekracji, programem artystycznym etc. No i murowaną, słoneczną pogodą.

• Ilu gości rocznie?

– W zeszłym roku odwiedziło nas 1.243.606 osób.

• A w tym? Podobno turystyka do Meksyku przeżywa kryzys wywołany "świńską grypą”... Ludzie boją się przyjeżdżać?

– To opinia zdecydowanie przesadzona. Podobnie, jak cała ta "panika” wywołana grypą. Przecież tradycyjna grypa przynosi znacznie gorsze skutki. Frekwencja w naszych ośrodkach wynosi 50 procent, co – jak na tę porę roku – jest wynikiem zupełnie przyzwoitym. Pokazuje ona, że ludzie zachowują realizm i nie ulegają histerii.

• Skąd najczęściej przylatują wasi goście?

– Tradycyjnie ze Stanów Zjednoczonych. Amerykanie bardzo lubią Meksyk, to dla nich sąsiedzki i bardzo chętnie wybierany kierunek. Na półwysep Yucatan, do Cancun leci się z Nowego Jorku raptem 4,5 godziny, krócej niż do Los Angeles. Na drugim miejscu wymienić można Niemców i dalej – Anglików, Holendrów, Belgów, Hiszpanów i Francuzów. Bardzo dużo jest także Rosjan.

• A Polaków?

– Coraz więcej. Podobnie, jak w przypadku Rosjan, nasi polscy goście to najczęściej mieszkańcy... USA. Choć są też grupy z Polski.

• Poza typową ofertą wczasową specjalizujecie się także w... ślubach.

– To prawda. Jest to nasze "specialite de la maison”. Staramy się, aby ślub u nas naprawdę pozostawał wydarzeniem wspominanym do końca życia.

• I jak to robicie?

– Przede wszystkim oferujemy cały kompleks usług. Od ubrania pary młodej do ślubu, poprzez kreację jej fryzur, przygotowanie ceremonii ślubnej na plaży z udziałem duchownego, z kwiatami w stosownej oprawie muzycznej (od skrzypka-solisty po orkeistrę kameralną), po przyjęcie weselne dla dowolnej liczby gości, po profesjonalny serwis fotograficzny i filmowy.

• Łącznie ze zdjęciami... podwodnymi w strojach ślubnych.

– Morze i woda są głównymi atrakcjami naszych ośrodków. Tradycją jest, że pary młode w swoich strojach skaczą do wody czy zanurzają się w nich pod wodę. Jest to bardzo romantyczne i naturalnie staramy się to stosownie udokumentować fotograficznie czy filmowo. M.in. przy pomocy zdjęć podwodnych. Bez przesady mogę powiedzieć, że pary młode właśnie te sesje zdjęciowe lubią najbardziej.

• Skąd młodzi najczęściej przybywają na takie śluby?

– Najczęściej są to Amerykanie, choć nie brakuje Europejczyków. Także Polaków...

• Nie są to pewnie imprezy tanie?

– Zależy, co rozumiemy pod tym pojęciem. Amerykanie twierdzą, że impreza ślubno-weselna na 20-30 osób wychodzi u nas taniej niż w Nowym Jorku. Przykładowo, podstawowy pakiet ceremonii religijnej na 10 osób to 2.100 dolarów (oczywiście bez kosztów ich przylotu). Zdarzały się już wydarzenia na ponad sto osób z kilkudniowym pobytem.

• Wspomina Pani o ceremonii religijnej... Ślubu udziela pod baldachimem na plaży "prawdziwy” ksiądz?

– Naturalnie. Może to być duchowny każdej dowolnej religii: ksiądz katolicki, protestancki pastor, prawosławny pop czy nawet rabin. Para młoda może ze swoim duchownym przybyć lub możemy go zaprosić my, wedle życzenia. Na któryś rosyjski ślub pop przyleciał specjalnie z Moskwy, a na polski ksiądz z Mexico City.

• A cywilna opcja ślubu?

– Też jest możliwa. Udziela go wtedy odpowiedni urzędnik meksykański lub – co też już nam się zdarzało – konsul z kraju pary młodej.

• Rozumiem, że nad całością takiego wydarzenia czuwa jakiś... reżyser-producent?

– Oczywiście, choć u nas się to nazywa: koordynator. Osoba taka jest odpowiedzialna, żeby wszystko przebiegało zgodnie z przyjętym scenariuszem, miało swój czas i swoje miejsce, a młoda para i goście byli zadowoleni od początku do końca.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!