piątek, 20 października 2017 r.

Kraj Świat

Torturowali księży, rabowali plebanie i przedszkola

  Edytuj ten wpis
Dodano: 31 stycznia 2012, 17:45
Autor: TVP INFO

 (Archiwum)
(Archiwum)

Dwóch stolarzy i fryzjer działało w szajce, która uczyniła sobie źródło zarobku z napadów na plebanie w woj. mazowieckim - podaje portal tvp.info.

Bandyci byli wyjątkowo brutalni. Potrafili torturować duchownych, przypalając ofiary żelazkami czy grożąc wyrwaniem paznokci.

Jak ustalił portal tvp.info, w ciągu czterech miesięcy szajka napadła na siedmiu duchownych, dokonała ośmiu włamań na plebanie oraz czterech ataków na szkoły i przedszkola oraz jednego na pocztę.

W sprawie brutalnej szajki do sądu trafił właśnie akt oskarżenia, a wszyscy bandyci chcą się dobrowolnie poddać karze.

31-letni Maciej D., który pierwszy przerwał zmowę milczenia po zatrzymaniu, zaproponował dla siebie karę 5 lat więzienia. Jego dwaj kompani: 26-letni Krzysztof S. i 30-letni Dariusz G. gotowi są spędzić w więzieniu po osiem i pół roku.

Według informacji tvp.info, prokuratura przychyli się raczej do tych wniosków. Nie wiadomo jednak czy zgodzą się na to pokrzywdzeni, których bandyci nie oszczędzali podczas napadów.

Trudno powiedzieć, który z członków szajki wpadł na pomysł, aby napadać na plebanie. Pewne jest, ze Maciej D. w czerwcu 2009 r. wyszedł z więzienia. Szybko zaczęło brakować mu pieniędzy i skrzyknął się z kolegami z dzielnicy.

Pierwszym skokiem grupy, o którym wiadomo, było włamanie w nocy z 22 sierpnia 2010 r. na plebanię w Siennicy (woj. mazowieckie). Mężczyźni dostali się do budynku wyłamując okienko w drzwiach i forsując zamek. To miał być później ich ulubiony sposób dostawania się do plebanii podczas napadów na duchownych. Już pierwszy skok był udany, bo przyniósł przestępcom 35 tys. zł w gotówce, którą znaleźli ukrytą w łóżku. Na odchodne bandyci zadowolili się jeszcze złotym sygnetem proboszcza.

Niespełna dzień później szajka włamała się na pocztę w Grodzisku Mazowieckim. Łupem bandytów padło wówczas ponad 10 tys. zł i karty telefoniczne warte kolejne 14 tys. zł. Najwyraźniej suma nie zadowoliła przestępców, bo już tydzień później próbowali włamać się do kolejnej plebanii.

– Szybko tracili ukradzione pieniądze, wydając je na alkohol, narkotyki czy zabawy z panienkami. To byli tacy bandyci z krwi i kości. Bez finezji, tylko z wyraźną rządzą szybkiego zysku – opowiada jeden ze śledczych.

Rozochoceni sukcesami, bandyci zaczęli napadać na śpiących duchownych. Pierwszą ich ofiarą był proboszcz z Glinianki koło Otwocka. W nocy z 2 na 3 września 2010 r. zamaskowani napastnicy wpadli na plebanię i obezwładnili śpiącego duchownego.

Bijąc i grożąc śmiercią, kazali proboszczowi wskazać miejsce ukrycia pieniędzy. Tortury trwały, co najmniej kilkanaście minut. Mimo, że ksiądz wskazał oprawcom miejsce przechowywania pieniędzy, to jednak bandyci uznali, że kłamie i zaczęli go przypalać rozgrzanym żelazkiem po plecach.

Sami przestępcy nazywali takie tortury "prasowaniem zmarszczek”. Napad na plebanię w Gliniance przyniósł im 2,5 tys. zł. Nieco ponad dwa tygodnie później zaatakowali proboszcza z Lubowidza (Mazowieckie).

Tam przypalając żelazkiem i grożąc obcięciem palców, zmusili duchownego do wydania 17 tys. zł, przeznaczonych na opłaty.

W październiku bandyci atakowali jeszcze w Rębowie koło Płocka (torturowali proboszcza i grozili jego matce, zrabowali ok. 13 tys. zł), a później w Chorzęcinie (podtapiali duchownego w wannie i zrabowali 18 tys. zł).

W listopadzie w Janowie koło Nidzicy (przypalali księdza żelazkiem i grozili wyrywaniem paznokci, ukradli ok. 1,5 tys. zł) oraz Borzęcinie, gdzie zrabowali 50 tys. zł. Ostatni napad na plebanię miał miejsce w nocy przed wigilią 2010 r. w Krynicach.

Wówczas bandyci zrabowali 25 tys. zł oraz pistolet gazowy. Za każdym razem scenariusz był ten sam: bicie, zastraszanie i tortury.

9 lutego 2011 r. policyjni antyterroryści zatrzymali całą szajkę. W czasie przesłuchań bandyci długo milczeli. W końcu udało się złamać Macieja D. Ten mając w perspektywie wyrok za napady w warunkach recydywy, zdecydował się na współpracę z prokuraturą.

Opowiedział o czteromiesięcznej działalności grupy. Dzięki temu może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary. Jego kompanii widząc zgromadzony materiał dowodowy, zdecydowali się dobrowolnie poddać karze.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!