poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Kraj Świat

Uważaj! Nieuczciwi kierowcy zarabiają na stłuczkach

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 grudnia 2010, 14:46

Oszuści prowokują kolizje, by dostać gotówkę. Szczególnie w taką pogodę, jak teraz.

Porysowany lakier, zbity reflektor, urwany zderzak - stłuczka może zdarzyć się każdemu. Nie zawsze jest jednak dziełem przypadku. Naciągacze wiedzą, jak wykorzystać nieuwagę czy błąd innego kierowcy. Pieniądze z jego OC to dodatek do ich wypłaty.

Jacek z Rzeszowa wylicza, że on sam miał więcej kolizji niż wszyscy jego znajomi. Na wszystkich zarobił.
- Za pierwszą kupiłem sobie wypasiony telewizor - mówi z dumą. - Pieniądze z kolejnych się rozeszły. Ale ta pierwsza to było coś! Wybuchły poduszki powietrzne. Na czysto zarobiłem 5 tysięcy. Zwykle to raczej drobnica: tysiąc, tysiąc pięćset...

Ofiara własnej głupoty

Jacek zastrzega, że stłuczek nie wywołuje specjalnie. - Po prostu... nie uchylam się. Mój styl jazdy sprzyja trudnym sytuacjom, ale zawsze to ja byłem poszkodowany. Rzeszów, jego zdaniem, jest bezpiecznym miastem. - Dobrze się tu jeździ, choć są miejsca, gdzie lepiej uważać na karoserię.

Najczęściej zarabiający na kolizjach wykorzystują sytuacje, gdy w pośpiechu czy z niewiedzy łamiemy przepisy ruchu drogowego. - Najłatwiej o stłuczkę przy wymuszaniu pierwszeństwa, kiedy ktoś pcha się na siłę albo wyjeżdża z podporządkowanej drogi tak, że blokuje część pasa ruchu - opowiada Jacek. - Oczywiście nagłe hamowanie to klasyka gatunku - wiadomo, że winien jest ten, kto wjechał z tyłu, bo nie zachował odpowiedniej odległości między pojazdami.

- Choć tak naprawdę jest ofiarą naciągacza? - pytam.

- Jest ofiarą własnej głupoty - odpowiada. - Sam się o to prosił, jadąc "na zderzaku”. Nie można naciągnąć na stłuczkę kogoś, kto jeździ zgodnie z przepisami.

I Jacek opisuje przykład osoby, która "sama się prosiła”. - Niedawno na Lwowskiej w Rzeszowie zjeżdżałem od strony ronda w dół. Kobiecie w aucie po prawej stronie kończył się pas, chyba mnie nie widziała, bo zaczęła zjeżdżać w moim kierunku. Szkoda, że akurat spieszyłem się na ślub znajomych...

Wymuszają kierowcy i piesi

Ryszard Jakubowski, autor popularnej w sieci książki "Dekalog myślącego kierowcy”, rozmawiał z wieloma kierowcami i potwierdza, że wymuszanie stłuczek jest nagminne. - Kiedyś było to źródło bardzo dużego dochodu. Wystarczyło mieć samochód w niezbyt dobrym stanie i wykorzystać sytuację. Co ciekawe, są również piesi, którzy rzucają się pod samochód, po czym żądają od kierowcy pieniędzy za nie wzywanie policji.

Zdaniem Jakubowskiego, najbardziej klasyczne sytuacje, w których dochodzi do tego typu kolizji, to skrzyżowanie w kształcie litery T oraz nagłe hamowanie.

- Na skrzyżowaniu w kształcie litery T, gdzie jezdnie są równorzędne, sto procent kierowców, jadących prosto, nie ustąpi pierwszeństwa tym jadącym z prawej strony, uważając, że jest to droga podporządkowana - tłumaczy. - Często zresztą na tych skrzyżowaniach nie ma znaków, zwłaszcza w uliczkach osiedlowych. Prędkości są małe, o stłuczkę nietrudno.

Bywa, że wyłudzacze bardzo pomagają szczęściu. - W niektórych modelach aut kierowcy ręcznie mogli zablokować działanie świateł stop – opowiada Jakubowski. - Kto potem udowodni, że przy gwałtownym hamowaniu światła nie ostrzegły jadącego z tyłu?

Uważać należy też na zbyt uprzejmych uczestników ruchu. Chodzi o sytuacje, w których kierowca najpierw pokazuje, że przepuszcza innego na drodze, a potem "się podkładka”. Jeśli przepuszczony wyjechał z drogi podporządkowanej, to nie wybroni się twierdzeniem, że ten drugi go "puścił”.
- Kierowcy nie mogą przecież kierować ruchem - podkreśla Jakubowski. - W Warszawie kiedyś policja zrobiła specjalną akcję przeciwko takim praktykom.

Bądź czujny. Poszukaj świadków

Jackowi na aucie już nie zależy. - Po kolejnych stłuczkach sporo straciło na wartości - mówi. Nie boisz się o zdrowie swoje i innych? - pytam. - Przecież nawet przy banalnej stłuczce może wydarzyć się coś złego. Ktoś nie zapiął pasów i nieszczęście gotowe.

- Ja pasy zapinam i poduszki mam – podkreśla Jacek. - Zresztą nikt nie bije przy setce na godzinę. Wymusza się na lekkich stłuczkach, obtarciach. Na bardzo małych prędkościach.
Ryszard Jakubowski radzi, żeby przede wszystkim obserwować i myśleć. To najlepszy sposób na unikanie naciągaczy.

- Ślepe trzymanie się przepisów nie zastąpi myślenia i skupienia na jeździe. Każdej stłuczki można dzięki temu uniknąć.

Jakimi autami jeżdżą naciągacze? Zdaniem Jacka ani nie starymi, ani nie obitymi. - Na takich się nie zarobi – tłumaczy. - Najbardziej opłacalne są stłuczki samochodów nowszych, o wartości 10-15 tys. Wartość odszkodowania zwiększa rzadka marka, do której części trzeba sprowadzać z zagranicy.

Z drugiej strony, co Jacek sam przyznaje, naciąganie zawsze jest obciążone ryzykiem. Jeśli trafi się wygadany, kłótliwy albo awanturnik, to zamiast na ugodzie sprawa kończy się w sądzie. To jest ryzyko. Zwłaszcza, gdy znajdą się świadkowie, którzy potwierdzą że nie było powodów do np. gwałtownego hamowania. Wtedy z zarobku nici, są tylko straty.

- Będziesz szukał okazji? - pytam Jacka.
- Raczej tak. Trzeba auto wymienić na nowe. Prowokował nie będę, ale jak ktoś się sam nawinie, to co ja mu poradzę?

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!