środa, 13 grudnia 2017 r.

Kuchnia

Kulinarna mapa Lubelszczyzny: Żurawinówki smak

  Edytuj ten wpis
Dodano: 17 września 2010, 15:46

Kiedy Robert Makłowicz spróbował biłgorajskiej żurawinówki, napisał, że jeden turniej nalewek organizowany przez Kresową Akademię Smaku z Lublina jest więcej wart niż cały dorobek polityczny Jaskierni i kompletna dyskografia "Piaska” Piasecznego.

Tak zaczęła się ogólnopolska kariera nalewki na żurawinie, którą z pokolenia na pokolenie sporządza się w okolicach Biłgoraja. Dziś nalewki są na topie. Robi je coraz więcej ludzi w Polsce. Radość tym większa, że dzieje się to w czasach, kiedy półki sklepowe uginają się od alkoholu.


– Dobroć nalewek pochodzi od dobroci serc ludzi, którzy je robią – mówi ks. Tomasz Lewniewski, proboszcz kazimierskiej fary i juror turniejów nalewek organizowanych przez Kresową Akademię Smaku.
Skąd wzięły się nalewki? Z pracowni alchemików.

W średniowieczu na liściach owadożernej rosiczki sporządzano słynne rosolisy. Rosiczka była uważana za cudowny lek. Miodowa ciecz, którą wydzielała – miała wzmacniać organizm jak dziś żeń-szeń. Alchemicy udoskonalali lek z rosiczki miodem, potem ziołami. Następnie płatkami róż czy fiołkami.
Następnie nalewki na płatkach róż czyli rosolisy różane trafiły do dworów.

Laboratorium apteczkowe

W magnackich pałacach apteczką były rozległe piwnicy zwane sklepami. W bogatszych dworach osobna izba w sąsiedztwie jadalni. W uboższych kredens z przepastnymi półkami. W najgorszym przypadku dwie szafki zamykane na klucz. Jedna "dla zdrowia czyli jako lekarstwa”. Druga – "dla wygody i przyjemności czyli jako przysmaki”.


Karolina z Potockich Nakwaska, autorka podręczników nowoczesnego prowadzenia wiejskiego dworu radziła paniom, żeby urządzały apteczkę na damską pracownię, z której "niejedno doświadczenie równie przyjemne i pożyteczne wyjdzie jak z laboratorium chemika”.


W wiejskich dworach matki uczyły córki sporządzania leków. Czyli nalewów na owoce i zioła. Zaraz potem robienia wykwintnych trunków. Dopiero, gdy panny się tego wyuczyły, szły za mąż.
Apteczką najczęściej zarządzała "panna apteczkowa”. Czyli daleka krewna albo przygarnięta i otoczona rodzinną opieką uboga sierota, która za mąż nie wyszła i z pasją mogła apteczce się poświęcić.

Więcej niż nalewki

Dziś dobroczynne właściwości wyciągów z roślin, krzew i drzew badają naukowcy. I potwierdzają, że nalewki wyrabiane przez nasze babcie miały właściwości lecznicze. – W roślinach zawarte są substancje biologicznie czynne, które mają niezwykłą moc – mówi prof. Kazimierz Głowniak z lubelskiej Akademii Medycznej.

O dobroczynnych właściwościach nalewek jest przekonany Michał Tombak, autor popularnych książek "Droga do zdrowia”, "Czy można żyć 150 lat” i uleczyć nieuleczalne. Sam osobiście robi nalewki na czosnku, orzechach włoskich, pomarańczach. – Przepis na tybetańską nalewkę młodości ma kilka tysięcy lat. Uważam, że każdy powinien mieć ją w domowej apteczce – mówi Tombak.


Nalewki z Lubelszczyzny wygrywają kolejne turnieje organizowane w całej Polsce. – Macie świetne żurawinówki i pigwówki, orzechówkę myśliwską, dereniówkę. Nalewka z cytryńca chińskiego, która powstaje w Głusku zrobiła ogólnopolską karierę – mówi Piotr Bikont. Do wielokulturowej kuchni, rozpoznawalnej w całej Polsce dołączają tradycyjne nalewki, robione z pokolenia na pokolenie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!