środa, 13 grudnia 2017 r.

Kuchnia

Restauracja Carmen (recenzja)

  Edytuj ten wpis
Dodano: 24 sierpnia 2012, 08:38

Kto lubi ryby i owoce morza, to restauracja dla niego (Waldemar Sulisz)
Kto lubi ryby i owoce morza, to restauracja dla niego (Waldemar Sulisz)

Ich przebojem są tapas, niewielkie hiszpańskie dania pachnące szafranem, anyżem, czosnkiem i dobrą oliwą, świeże owoce morza i Rabo de Toro. Bycze ogony w winie. Kto ich nie próbował, nie wie, co to życie. Na wizytę w restauracji Ismaela Hernándeza wydaliśmy 216 zł. I były to jak dotąd najlepiej wydane pieniądze.

Karta dań jest podzielona na tapas, małe przekąski przed obiadem. Do tych na gorąco podaje się wodę z cytryną do umycia palców. Zamówiliśmy "Deskę mieszaną, czyli troszkę tego i tamtego (33 zł) oraz "Krewetki al ajillo z płatkami czosnku we wrzącej jeszcze oliwie” (22 zł).

Na desce dostaliśmy szynkę serrano, chorizo, plastry hiszpańskiej kaszanki i ser kozi o mlecznym, orzechowym smaku. Oraz pyszne oliwki. Wszystko było świeże, pachnące i zaostrzyło apetyt. Krewetki podano nam na rozgrzanej patelni, były delikatne, soczyste, a świeże bułeczki maczane we wrzącej, czosnkowej oliwie zniknęły bardzo szybko.

Kulinarne rewolucje w zupach

M. zamówiła "Zupę z melona na zimno z pomidorkami confit” za 15 zł, ja "Morską zupę z ryby i owoców morza” za 19 zł. Zupa z melona intrygowała chłodnikowymi klimatami z pikantnym akcentem diabelskiej papryczki, która przewijała się zresztą przez więcej potraw.

Jej smak tak nas zaciekawił, że poprosiliśmy kelnerkę o informację, z czego została ugotowana. Za chwilę przy naszym stoliku pojawił się Ismael Hernández, hiszpański kucharz i właściciel w jednej osobie. Jak zaczął opowiadać łamaną polszczyzną o gotowaniu rosołu z kurczaka, stopniowym dodawani ziół, chłodzeniu rosołu, robieniu musu z melona, pomyślałem, że mamy przed sobą Alchemika.

Moja zupa była świeżo ugotowana, i po raz pierwszy owoce morza mi w zupie smakowały. Dużo smaków, winne aromaty, znów ostra papryczka.

Bycze ogony

Zrobiliśmy przerwę na delikatny sorbet z limonki, lodu, świeżej mięty i szampana, a w kuchni robiły się dla nas drugie dania: "Pstrąg marynowany w mojo z kolendry, na puree z ziemniaków i pieczonej papryki (31 zł) oraz "Rabo de Toro, czyli gulasz z ogona wołowego” (31 zł).

Tak podanego pstrąga jeszcze nie jedliśmy. Zielona marynata z pietruszki, tymianku, kolendry, wina, oliwy i soli spowodowała, że mięso jak delikatna cielęcina z akcentami szynki w tle. Puree z ziemniaków i pieczonej papryki dopełniało tego dzieła.

Rabo de Toro, które zamówiłem było niestety lekko chłodne (podobnie jak morska zupa), ale i tak nie mogłem się byczymi ogonami najeść. Marynowane w winie przez 24 godziny, duszone kilka godzin, podane z dużą ilością sosu i pieczonymi ziemniakami, były nadzwyczajne w smaku, esencjonalne, bardzo ziołowe i pikantne. Jadłem je palcami, kawałkami świeżo wypieczonych bułeczek wyjadałem sos, radując się, że w kulinarnym pejzażu Lublina znalazłem swoje wyspy szczęśliwe.

Szalony deser

Na deser M. zamówiła sobie "Czekolada+czekolada, czyli ciasto czekoladowe podawane w gorącym sosie czekoladowym z gałką kremowych lodów za 16 zł, a mnie Ismael Hernández, właściciel restauracji namówił na świeże mule, przynosząc je w lodzie.

Wybrałem te w zielonym sosie z białym winem i pietruszką za 25 zł. Moja towarzyszka zajadła się czekoladowym ciastem, ja w napięciu czekałem na mule. Kiedy przybyły, po ogródku "Carmen” rozszedł się oszałamiający zapach winnego sosu. A niewielkie małże zachwyciły nas delikatnym i aromatycznym mięsem. Jezu, jakie to było dobre i świeże. Aż chciało się żyć

Nasza ocena restauracji Carmen w Lublinie

Nasza ocena. Jak dotąd najlepsza restauracja dla miłośników ryb, owoców morza i dobrego wina w Lublinie. Gdybyśmy przyznawali gwiazdki, "Carmen” dostałaby ich pięć. Panie Ismael, chapeau bas!

Restauracja Carmen
Lublin, ul. Rynek 7, Lublin, tel. 81 532-36-11
Czynne: wtorek-czwartek do 12 do 22, piątek-sobota do 23, niedziela do 21
Można płacić kartą.

Partner Przewodnika

Partnerem Przewodnika jest Old Poland. Wielkie Polskie Sery. Old Poland to marka najlepszych serów długodojrzewających produkowanych w Polsce. Smakiem i jakością dorównuje najbardziej znanym europejskim serom, pochodzącym ze Szwajcarii, Holandii, Włoch czy Francji.


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Michał
czysmakuje.blogspot.com
lbn
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Michał
Michał (4 września 2012 o 19:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mnie nie interesuje czy Pan Waldemar Sulisz zna czy nie zna Pana Ismaela, ale logicznie rzecz biorąc, większość właścicieli restauracji w regionie lubelskim powinna znać Pana Sulisza, gdyż jest on słynnym dziennikarzem i krytykiem kulinarnym i co piątek publikował na łamach Dziennika Wschodniego filmy czy wywiady z różnymi kucharzami naszego regionu.
Dla mnie te komentarze to zwykła zawiść, bo mało jest takich restauracji jak Carmen i takich kucharzy jak Pan Ismael i z tej restauracji nie wychodzi się z ulgą, tylko z chęcią ponownego przyjścia!!! Ja tam będę wracał zawsze!!!
Rozwiń
czysmakuje.blogspot.com
czysmakuje.blogspot.com (27 sierpnia 2012 o 08:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Carmen póki co jest i naszym numerem jeden w Lublinie. Zapraszamy do naszej recenzji:
[url="http://czysmakuje.blogspot.com/2012/05/normal-0-21-false-false-false-pl-x-none.html"]http://czysmakuje.bl...-pl-x-none.html[/url]
Rozwiń
lbn
lbn (26 sierpnia 2012 o 22:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
I bardzo dobrze że restauracja jest schowana, bo dzięki temu jest tam cisza i spokój, można skupić się na smakach, muzyce i specyficznym klimacie. Kto chce to tam trafi, dzięki temu lokal jest wolny od ludzi, którzy wchodzą całymi rodzinami do pierwszej lepszej knajpy, żeby się najeść. Byłem 3 razy, za każdym razem byłem zachwycony, w szczególności winem (!!!), ale także paellą z owocami morza (lepszych owoców morza w Lublinie nie jadłem) i omawianą deską. Ceny jak na takie "egzotyczne" jedzonko nie są wygórowane. Jest w tym jedzeniu zdecydowanie serce kucharza i duch Hiszpanii. Obsługa przemiła, otwarta, niewymuszenie uśmiechnięta i pomocna. Podane wędliny zostały przez Pana Kelnera szczegółowo opisane, wino otwierane przy gościu z zachowaniem wszystkich reguł Co prawda wystrój nie powala, ale cała reszta każe przymknąć na to oko - przez chwilę można bowiem poczuć się w restauracji Carmen jak w prawdziwej Hiszpanii Naprawdę polecam!
Rozwiń
Greg
Greg (26 sierpnia 2012 o 21:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110211/KUCHNIA01/169635753


Uuuu - nieładnie. To znaczy nie byłoby źle gdyby nie ta wstawka z kucharzem-właścicielem, którego pan Sulisz widzi niby po raz pierwszy na oczy. NIEŁADNIE!
Rozwiń
Janek
Janek (26 sierpnia 2012 o 18:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Restauracja nie jest zła. Szkoda tylko, że piszący recenzję jest znajomym właścicieli restauracji, a pisząc w takich okolicznościach recenzję staje się zwykłym oszustem!!! (Panie Redaktorze proszę zrobić sobie rachunek sumienia)
Ps.
Ciekawe czy ta wypowiedź zostanie ocenzurowana
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!