wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Kuchnia

Restauracja Locomotiva w Lublinie

Dodano: 23 listopada 2012, 12:38

Restauracja Locomotiva<br />
Lublin, ul Północna 28 c, tel. 81 441 19 99<br />
Czynne codziennie od 7 do 22, w
Restauracja Locomotiva
Lublin, ul Północna 28 c, tel. 81 441 19 99
Czynne codziennie od 7 do 22, w

Wizyta w tej restauracji, gdzie w toaletach słychać świst parowozu, a na ścianach wiszą tabliczki z napisami „Tor zajęty” i „Czyściciel w rozjazdach” – będzie mi się śniła po nocach.

Tak jak policzki wołowe i tatar. Albo naczelny kucharz Locomotivy tego dnia rzeczywiście był w rozjazdach, albo gotował pomocnik maszynisty z tego, skądinąd sympatycznego składu kulinarnego, który zasłynął już w naszym mieście ze szkoły gotowania, rewelacyjnej Herbaty Konduktorskiej z plastrami pomarańczy, cytryny, jabłek, orzechami i przyprawami za 14 zł.
Ceny w karcie są wysokie, ale właściciele na stronie zapewniają, że Locomotiva wyrusza, zabierając swoich gości w niezwykłą podróż po krainie dobrych smaków. Na początek kelner namówił mnie na „Tatar. Specjalność Locomotivy”. To polędwica wołowa z kaparami i marynowanymi boczniakami ułożona na grillowanym chlebie z jajkiem i paluszkiem francuskim o smaku anchois za 27 zł. Moja kulinarna towarzyszka zamówiła „Sałatkę z karmelizowaną wołowiną” za 31 zł. To grillowane plastry wołowiny z sałatką z rukoli, kurek, sera feta i pomidorów koktailowych. Podano do stołu. Obie potrawy wyglądały oszałamiająco. Mój tatar został posiekany, wymieszany z kaparami, uformowany w kształt walca i podany na grzance. Jednak już na pierwszy rzut oka szary kolor mięsa zwiastował to, co najgorsze. Pierwszy kęs potwierdził diagnozę. Smak kaparów nie zdołał zatuszować skwaśniałego mięsa, które najświeższe chwile miało już za sobą. Szkoda, bo sałatka z wołowowiną była świeża, pełna różnych smaków i po prostu zjawiskowa.
Z zup zamówiliśmy minestrone za 10 zł i „Zupę węgierską – specjalność Locomotivy” za 14 zł. Z polędwiczką wieprzową, papryką, cebulą i pieczarkami, na prawdziwym wywarze wołowym. Zostały pieknie podane (ciekawa porcelana). Węgierska była smaczna, ale bez szaleństw. Natomiast minestrone zaskoczyła nas domowym, delikatnym, naturalnym smakiem.
Pora na drugie. Przesympatyczny kierownik lokalu polecił M. „Polędwiczkę wieprzową w młotkowanym pieprzu i pietruszce z puree ziemniaczanym, z sałatką z kasztanów, brukselki i boczku z sosem demi glace” za 35 zł. Ja zamówiłem „Policzki wołowe z puree borowikowo-
kasztanowym, grillowaną polentą, karmelizowanymi marchewkami i emulsją z czerwonego wina” za 32 zł. I znów, jak przy tatarze, dostałem przetworzone w kształt walca mięso, którego kolor tym razem był szaro-
brązowy. Na pytanie, co to jest i gdzie są policzki, uzyskałem odpowiedź, że jest to „mięso oddzielone”. Smakowało gorzej niż odsmażona wołowina z puszki. Zamiast delikatnych medalionów, bo w takiej formie podaje się to danie, dostałem oddzieloną wołowinę, zleżałą w rozpaczy na wyczekiwaniu klienta. I nic nie zmieni, że polędwiczka była najlepsza, jaką jadłem w Lublinie.
Nasza ocena? Zapłaciliśmy 185 zł. Jak na restaurację przy stacji benzynowej jest bardzo drogo, nierówno i czasem tragicznie. Tatara już tu nie zjem nigdy.
Waldemar Sulisz
Czytaj więcej o:
Gość
Gość
Gość
(12) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (10 stycznia 2013 o 21:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jestem jestem !
Rozwiń
Gość
Gość (10 stycznia 2013 o 21:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Sylwia' timestamp='1354094438' post='701361']
Byłam tam z mężem jakieś 2 lata temu i więcej nie zamierzam.Jedzenie z tego co pamiętam mogło być, choć drogie i gdybym była naprawdę zadowolona to pewnie bym lepiej zapamiętała i planowała powrót.Co mnie zraziło: poszliśmy wieczorem, na stole był bardzo brudny obrus,poprosiłam kelnera o zmianę.Przyniósł nowy, z dużą plamą na środku...co zrobił kelner? postawił na plamie przyprawy/sztućce....Ani klimatu /stacja,szemrane towarzystwo/,ani czystosci, ani obsługi...szkoda kasy
[/quote]
Masz rację z tym "szemranym towarzystwem". Kilka razy widziałem tam niejakiego Jacka K.- syna znanego profesora mecycyny. To znany na całą Polske oszust i naciagacz. A może to jego lokal?
Rozwiń
Gość
Gość (23 grudnia 2012 o 22:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jedno trzeba przyznać, bez względu na to czy mu potrawy smakują czy też nie, to na pewno jest mistrzem na Lubelszczyźnie w nieświadomym zjadaniu glutów i smarków z nosa (w sporych ilościach ) kucharzy ewentualnie kelnerów.

Życzę wielu dalszych degustacji i smacznego Waldemarowi i jego partnerce.
Rozwiń
Gość
Gość (23 grudnia 2012 o 22:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gdyby to była ocena Magdy Gessler, może bym ją uznał za miarodajną.
Wprawdzie byłem tam tylko na jednej imprezie rodzinnej lecz wszyscy chwalili ten lokal.
A może to jest artykuł sponsorowany?
Rozwiń
msb
msb (17 grudnia 2012 o 22:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Też jadłem tego tatara a la specjalność, towarzyszka klasycznego. Ten klasyczny jeszcze wygląda świeżo, ale ten drugi a la specjalność, to chyba celowo się zwany specjalność, żeby sprzedawać "zdechłe" mięso pod egidą "specjalności"... czyli chyba to co szef kuchni poleca, to 2 życie mięsa. Pomijam fakt, że toksoplazmozę zdiagnozowano u towarzyszki kilka tygodni potem, ale pewnie to się zdarza surowym mięsem..., prawda?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (12)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!