poniedziałek, 23 października 2017 r.

Kuchnia

Restauracja "Zamkowa kuchnia". Recenzja

  Edytuj ten wpis
Dodano: 7 czerwca 2012, 19:34

Mają zupę złotników, jesiotra, schabowy z kostką i sałatki Czarnej Damy.

Do niedawno otwartej restauracji "Zamkowa kuchnia” w Janowcu nad Wisłą pojechałem z dwóch powodów. Po pierwsze bardzo lubię płynąć na obiad kazimierskim promem, po drugie zaintrygowała mnie informacja, że posiłki przygotowywane są na bazie lokalnych produktów.

Wnętrze dawnej kawiarni "Kazamata” zmieniło się nie do poznania, a białe tonacje w wystroju przywodzą na myśl idee Slow Food, międzynarodowego ruchu zajmującego się ochroną tradycyjnej kuchni. Już na początku widok winiarzy zajadających się kozimi serami, którzy zajęli zamkowy ogródek restauracji – nastroił nas z żoną optymistycznie. Piszę nas, bo postanowiliśmy wybrać się na rodzinny obiad. W powietrzu unosił się aromat wina, sery dopiero zaczynały rozkwitać aromatami, do szczęścia brakowało lawendy rosnącej w donicach i innych ziół. Ale to dopiero pierwsze dni funkcjonowania nowego przybytku na kulinarnej mapie Lubelszczyzny.


Kiedy zapytałem kelnerkę o to, co ciekawego znajdziemy w karcie, na desce serów i jakie pasztety wchodzą w skład deski pasztetów, poprosiła szefa kuchni. Szymon Gołofit przedstawił wyjaśnił co trzeba, opowiedział o kilku potrawach i od razu polecił zupę rybną złotników z szafranem. W dodatku w roli czekadełka wystąpiły przepyszne pierożki z ciasta drożdżowego z pikantnym nadzieniem z kaszy gryczanej. Okazało się, że pan Szymon dobrze zna biłgorajskie smaki i bardzo lubi robić rozmaite pierogi. Zaczęło się dobrze.

A to pasztet

Dalej tak dobrze już nie było. Dostaliśmy pasztet z królika, gęsi i dziczyzny (12 zł). Jeden z pistacją, drugi w boczku, trzeci zimny jak lód. Fantazję kucharza zabiło zaniedbanie, podano nam pasztet prosto z zamrażarki. Ale pierwsze koty za płoty.

Poprosiliśmy także o deskę serów w tej samej cenie. I tu zamiast miejscowego koziego z Wierzchoniowa, goudy z Wąwolnicy dostaliśmy trzy rodzaje marketowego sera. Bez komentarza. W dodatku owa serowa deska przybrana została piklami na wykałaczkach, miast dobrego winogrona czy choćby soczystych truskawek skropionych oliwą i posypanych grubo mielonym pieprzem.


Z przekąsek zamówiliśmy jeszcze carpaccio za 14 zł, poprawne, ale bez szaleństw. Plusem była dobra polędwica wołowa i jak wyjaśnił szef kuchni, pochodzi jak inne mięso z małej, lokalnej masarni. Tak trzymać. Delikatne płaty carpaccio wymagały jednak lepszej oliwy, staranniejszego doboru pieprzu i coś więcej niż kilka kaparów. A swoją drogą w "Zamkowej kuchni” z rozkoszą zjadłbym "Vitello tonato”, czyli plastry delikatnej cielęciny na zimno pachnącej czosnkiem i rozmarynem, podanej w sosie z tuńczyka, majonezu, soku z cytryny, czosnku i kaparów.

Sekret złotników

Z zup wybraliśmy rybną złotników z szafranem za 9 zł. I mnie zatkało. W delikatnym rosole pływały kawałki wędzonego jesiotra, zupę podano w wazie. Była arcydelikatna, pełna ziołowych aromatów, a jesiotr był bajkowy. Jadłem, przecierałem oczy ze zdumienia, że można ugotować taki cud. Zamknąłem oczy. Może taką zupę jadła na zamku królowa Bona, rozkoszował się nią Santi Gucci, twórca nagrobku Andrzeja i Barbary Firlejów w Janowcu? Cieszyliśmy się jak dzieci, wystawiając pięć z plusem.


Ponieważ przed wojną Kazimierz Dolny słynął z ryb i do tej legendy warto nawiązać, na miejscu szefa kuchni dodałbym jeszcze jedną zupę rybną. Na przykład królewski rosół z węgorza. Ale idźmy dalej. Coś mnie nakusiło na forszmak za 6 zł, bo flaków z imbirem już nie było. Forszmak był tylko cienką zupą z kiełbasą, z węgierskimi akcentami a nie forszmakiem na kilku rodzajach mięs. Do poprawki!

Ach co to był za smak

W karcie drugich dań jest sporo. Od kiełbasy białej w kuchni robionej z grilla za 10 zł (brawo), przez polędwiczki i polędwice (35 zł), karkówkę w miodzie za 12 zł i naleśniki z polędwiczką (13 zł). Wybraliśmy jesiotra z rusztu w sosie cytrynowym za 30 zł i schab z kością zapiekany w sosie staropolskim (18) zł. Do tego po pieczonym ziemniaku w maśle czosnkowym. I to był strzał w dziesiątkę.

Kto nie jadł jesiotra musi spróbować, każdy łosoś przy nim wysiada, a jeśli dodać, że złowiono go w stawach Gospodarstwa Rybackiego Pstrąg-Pustelnia, to wystarczy. Doskonale zgrillowany jesiotr miał chrupiącą skórkę, która skrywała soczyste mięso, delikatne, ale o wyrazistym, zdecydowanym smaku. W tle wyczuwalne były akcenty rozmarynowej marynaty, morska sól i zioła, rzucone na ruszt tuż przed wydaniem dania.


Mój schabowy mnie rozczulił. Był dobrze wypieczony, już pierwszy kęs zwiastował świeże pachnące mięso, a sos z dzieciństwa o cebulowych aromatach spowodował, że na schabowego do Janowca zawsze będę wracał. Z każdym kęsem schabowego ubywało, a najlepszy był tuż przy kostce. Dwa drugie danie i dwa razy piątka. Warto dodać, że do mięs można zamówić wspomniane kartofle pieczone w folii, ale na gości czeka także kasza gryczana skropiona wiejskim olejem. Brawo

Deserowo

Deser należał do kobiety. Małgosia wybrała deser lodowy z truskawkami za 12 zł. Niby proste złożenie, ale truskawki były niepryskane, a bita śmietana zrobiona na miejscu z prawdziwej śmietany. Deser stał się okazją do chwili przerwy od ucztowania, a ja wybrałem się na zwiedzanie kuchni. W zamkowej, sklepionej komnacie udało się wydzielić stosowne ciągi, było schludnie, przy okazji dowiedziałem się, że właśnie gotują się żołądki drobiowe we własnym sosie.


Deser miałem z głowy. Poprosiłem o pół porcji. A dokładnie wymogłem na szefie kuchni podanie ich przed na pół godziny przed końcem duszenia. I chociaż nie były tak soczyste i delikatne, jak duszone żołądki gęsie z "Ulic miasta”, to byłem zadowolony. Kieliszek gruzińskiego wina Kindzmarauli z odcieniem wiśni i dzikiej czereśni (9 zł) pozwolił na błogą sjestę. Pełni szczęścia dopełniła mała filiżanka hiszpańskiej kawy Granell (5 zł). Wyszliśmy z zamku, w dole widać było kościół w Janowcu, po zboczu wspinały się winorośle. Byliśmy w Prowansji?

Zamkowa kuchnia. Nasza ocena

Zamkowa kuchnia, Janowiec nad Wisłą, ul. Lubelska 20, czynne od 10 do 20 oprócz poniedziałków, tel. kom. 881 469 272, nie można płacić kartą.

Restauracja "Zamkowa kuchnia”, mieszcząca się na zamku w Janowcu nad Wisłą, dopiero się rozkręca. Najcenniejsza jest idea: oparcie dań znajdujących się w karcie na lokalnych produktach. Malownicze położenie sprawia, że zjeść można na przykład na widokowym tarasie, a przy okazji może przysiąść się do nas Czarna Dama w zwiewnej sukni.

Jedzenie jest smaczne, świeże, ceny są jak na sąsiedni Kazimierz bardzo umiarkowane. Wkrótce należy spodziewać się dobrych serów zagrodowych, które są przecież specjalnością naszego regionu. Restauracja zaprzyjaźniona jest z lokalnymi winnicami, więc to idealne miejsce do kameralnych spotkań i wspólnych degustacji.

Trzymając kciuki za pomysłodawców lokalu życzę tego, co w dobrej restauracji najważniejsze: powtarzalności potraw. I zapraszam do relacji z waszych wizyt w "Zamkowej kuchni” w komentarzach pod naszą recenzją.

Partner Przewodnika




  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
widzący z Lublina,
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

widzący z Lublina,
widzący z Lublina, (16 lipca 2012 o 21:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tandeta jakiej świat nie widział. Drogo, byle jak, obsługa robi łaskę.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!