sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Łęczna

Zapasy w Łęcznej

Dodano: 8 marca 2007, 12:21
Autor: Paweł Puzio

Na śniadanie, obiad i kolację to samo: owoce morza, wieprzowina i piwo. Efekt takiej diety jest piorunujący.

Zawodnicy, ważący od setki w górę, wyrzucają się z ringu.
Dla Japończyków to sport narodowy, dla reszty świata atrakcja turystyczna. Chociaż nie zawsze, bo w Łęcznej... dziewczyny mają szansę na karierę w sumo.

Dzieciaki z charakterystycznymi przepaskami biodrowymi na dresie ganiają po hali Zespołu Szkół numer 4 w Łęcznej. Trwa przerwa w zawodach najmłodszych sumitów w kategorii młodzik i kadet. Za stołem sędziowskim nudzi się ładna dziewczyna. Ma na imię Justyna i... trenuje sumo. Nie, nie waży 120 kilo i w życiu byś nie powiedział, że uprawia taki sport.
- Lubię rywalizację na macie - Justyna Mrugała przez kilka lat uprawiała klasyczne zapasy. Niestety, kontuzja kolana wykluczyła poważną karierę. - Ale dwa lata temu trener Aleksander Sztanuchin namówił mnie na powrót do sportu. Tym razem na dohyo; matę do sumo. Od razu to polubiłam.
Na ubiegłorocznych mistrzostwach Europy zajęła piąte miejsce w swojej kategorii plus 75 kilogramów.

Nie ryżem, tylko solą

Aleksander Sztanuchin to ojciec sumo w Łęcznej. Do Polski przyjechał cztery lata temu z Ukrainy. - Sumo to wielowiekowa tradycja, honor i szacunek dla przeciwnika. Sumita po wygranej walce nigdy nie będzie się cieszyć. Byłaby to zniewaga dla pokonanego - tłumaczy spokojnie trener Sztanuchin. - W sumo chodzi o to, aby przeciwnik wypadł za matę lub dotknął podłoża, nawet tylko włosem.
Tradycja to również rytuały przed walką; na macie zawodnicy mocno tupią, symbolicznie gniotąc złe duchy. Potem pocierają otwarte dłonie - to znak, że do walki przystępują z czystymi intencjami.
No i sypanie ryżem, co chyba każdy widział na Eurosporcie. - Nie ryżem, tylko solą - poprawia Wiesław Koluch, wiceprzewodniczący Polskiego Związku Sumo, były judoka. - Ten obrzęd to shyo maki. W ten sposób demonstrują swoją siłę i pęd, oczyszczają pole walki. A tak naprawdę chodzi o antyseptykę. Tradycyjne dohyo jest zbudowane z gliny. Jak taki olbrzym się zwali na ziemię, to często dochodzi do obtarć naskórka. Sól zapobiega infekcjom, tyle że strasznie piecze. - dodaje Koluch, który walczył na prawdziwych dohyo w Japonii. - Prawdziwy sumita nie może się jednak nawet skrzywić.

80 sumitów

W Łęcznej sumo staje się bardzo popularne. Anna Dudek, zawodniczka, sędzia oraz działaczka klubu Pojezierze, napisała projekt pod nazwą "Dajmy szansę”. - Założenia są proste - tłumaczy. - Przez sport zagospodarować dzieciakom wolny czas.
Projekt trafił do Narodowej Agencji Programu Młodzież w Warszawie. - Dostaliśmy fundusze na prowadzenie zajęć sumo w powiecie łęczyńskim. Ponad osiemdziesięcioro dzieciaków z Zawieprzyc, Łańcuchowa, Ciechanek Krzesimowskich, Milejowa i Łęcznej co tydzień bierze udział w naszych treningach - opowiada Dudek.
Sumo to też doskonały sposób na zdrowie. Przekonała się o tym 14-letnia Kasia Osipiuk. - Jak przyszła na pierwszy trening do naszego klubu, to potykała się o własne nogi. Zanim doszła z szatni na salę, potrafiła trzy razy się potknąć - śmieje się trener Sztanuchin. - Sumo ją odmieniło. Po dwóch latach jest już wicemistrzynią Europy w swojej kategorii. To wielki talent, o którym z pewnością jeszcze usłyszymy.

Stolica sumo

Kasia ma 14 lata i ponad 180 cm wzrostu. Rówieśnicy z gimnazjum nie wchodzą jej w drogę. - Nie, nigdy nie używam siły, bo jestem pokojowo nastawiona do świata - rezolutnie odpowiada dziewczyna. - A sumo od razu mnie wciągnęło. Polubiłam ten sport. Rodzice także mi dopingują.
Tymczasem w Łęcznej miłośników japońskich zapasów przybywa: Adam Grzesiuk, dyrektor Zespołu Szkół numer 1 udostępnia nam bezpłatnie salę do ćwiczeń. Andrzej Kita pożycza samochód na wyjazdy, a Roman Woś serwisuje klubowy sprzęt - opowiada Sztanuchin.
Niestety, na co dzień klub Pojezierze musi szukać sponsorów. 1400 złotych z Urzędu Miasta w Łęcznej i 4000 zł z starostwa łęczyńskiego, to za mało. - Musimy kupić sprzęt dla zawodników, ponieść koszty wyjazdów, posiłków, to wszystko kosztuje. Zawodnicy często pokrywają koszty uczestnictwa w zawodach - tłumaczy Justyna Mrugała. - A to piękna dyscyplina...
Czytaj więcej o:
Gość
Anonim
NIKO
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (20 września 2013 o 07:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Co to jest? Artykuł pod tytułem

Zapasy w Łęcznej

a w środku informacja o SUMO?

Pan redaktor wspiął się na wyżynę ;)

Rozwiń
Anonim
Anonim (19 września 2013 o 23:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Przepraszam bardzo ale nie zgodzę się z tym co Pan ADAM napisał! To jest najlepszy Trener nigdzie nie ma lepszego! Jeżeli Pan nie Wie to niech Pan nie komentuje bo to jest żałosne a zarazem śmieszne! Brak słów ! Polecam tego Trenera jest najlepszy!

Rozwiń
NIKO
NIKO (22 listopada 2007 o 20:33) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Bez kasy nie ma sportu a pomoc dla biednych dzieci to co innego. Trener powinien kierowac sie pasja i zamilowaniem a nie kasa czyz nie tak???
Rozwiń
adam
adam (15 marca 2007 o 10:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Trener a nie zna zasad, że się sypie solą a nie ryżem. Śmieszne. Chyba taki z niego trener, tylko kasa w oczach pod przykrywką dobrych intencji, że niby sport, pomoc dla biednych dzieci itp. Może lepiej powie dlaczego nie trenuje juz zapasów, i dziwne że się nie przyznaje, że w Polsce jest już od kilkunast lat. A i niech nie narzeka że mało dostaje od UM i Starostwa.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!