sobota, 21 października 2017 r.

Łęczna

150 tys. zł odszkodowania dla mieszkańca Piaseczna

Ponad trzy lata przesiedział w areszcie Wacław Krasoski spod Łęcznej. Jego jedyną winą było, że znalazł rannego sąsiada i w ten sposób uratował mu życie. Tymczasem prokurator oskarżył go o usiłowanie zabójstwa.
- Ojciec, jak go zamknęli, to nawet nie chciał adwokata - opowiada córka pana Wacława. - Wszyscy myśleliśmy, że to nieporozumienie. Że wszystko się zaraz wyjaśni.
Dramat rozpoczął się 18 lipca 2001 roku. Mariana K. z Piaseczna pod Łęczną lekarze uratowali w ostatniej chwili. Tego dnia helikopter zabrał go z domu z rozpłataną głową. Rannego mężczyznę znalazł sąsiad, 66-letni wówczas Wacław Krasoski.

- Leżał w kałuży krwi - opowiada pan Wacław. Pobiegłem do sąsiadów, żeby zadzwonili po pogotowie. Potem Marian przychodził mi dziękować, że go uratowałem.
Policjanci przetrząsnęli zabudowania Krasoskich, narzędzi zbrodni szukali nawet w studni. Pobrali od Krasoskiego próbki do ekspertyz kryminalistycznych. Nie znaleźli żadnych śladów, które świadczyłyby, że ma jakiś związek z napadem na sąsiada. Mieszkaniec Piaseczna został zatrzymany na 48 godzin, a po przesłuchaniu w charakterze świadka wrócił do domu.

Nic nie dało przesłuchanie ofiary napadu. Marian K. twierdził, że nie pamięta, kto rzucił się na niego z siekierą. Prokuratura zamierzała już umorzyć sprawę. Jednak po trzech miesiącach Wacław Krasoski został znowu zatrzymany i aresztowany. Prokurator oskarżył go o usiłowanie zabójstwa. - Zrobiono to na podstawie niewiarygodnych pomówień osób, które powtarzały niczym nie potwierdzone plotki - uważa mecenas Stanisław Estreich, obrońca pana Wacława.
Wacława Krasoskiego obciążał Henryk G. To wielokrotnie karany mieszkaniec Piaseczna. Jesienią 2001 roku przypomniał sobie, że Krasowski przyszedł do niego z wódką tuż po odzyskaniu wolności po pierwszym zatrzymaniu. I wtedy miał powiedzieć, że zaatakował siekierą sąsiada. Jednak pan Wacław w czasie, kiedy miało dojść do rozmowy był w swoim domu. Widział go kierowca Transpedu, który u Krasoskich wynajmował pokój.

Sędziowie, żeby dojść do takich wniosków, potrzebowali kilku lat. Za pierwszym razem skazali pana Wacława na dziewięć lat więzienia. Wyrok został uchylony. Kolejny był już uniewinniający. Prokuratura się nie odwoływała. To rzadkość w przypadku przegranego procesu o zabójstwo.
- To była jedna z trudniejszych spraw - mówi Mirosława Czuba, prokurator rejonowy w Lublinie. Skoro prokurator sporządził akt oskarżenia, to oznacza, że były dowody. Nie mogę komentować, jak je potem ocenił sąd.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!