poniedziałek, 23 października 2017 r.

Lubelskie

1079 kilometrów na wózku

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 czerwca 2008, 15:18

Przemek Kowalik po 3 tygodniach jazdy po Polsce na wózku inwalidzkim dotarł do Zosina. Zakończył tam swój życiowy plan "Misja 1000. Siła i wiara”.

W poniedziałek gościł u wojewody lubelskiego.

- Jestem szczęśliwym, że udało mi się zrealizować wielkie marzenie - mówi 36-letni Przemysław Kowalik z Opalenicy k. Poznania. - Ten projekt dedykuję niepełnosprawnym, którzy chcieliby przebyć choćby 1 km z 1000 tych, które ja przejechałem. Daję im nadzieje, że można dokonać niemożliwego, jeśli się tylko chce.

Mężczyzna 5 lata temu uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu. Trzy lata przeleżał w tragicznym stanie, miał sparaliżowane ręce i nogi. Wystąpił do prezydenta Kaczyńskiego o zgodę na eutanazję. Dostał odpowiedź odmowną.

- Wtedy zdecydowałem: muszę coś ze sobą zrobić. Postanowiłem przemierzyć Polskę wszerz, łączenie ponad 1000 km. Za pierwszym razem, w ubiegłym roku, nie udało się. Ciężko zachorowałem po 700 kilometrach. Ale spróbowałem kolejny raz - wspomina mężczyzna.

Gdy pisaliśmy o Przemku w ubiegłym tygodniu miał on już za sobą prawie 800 km, był po spotkaniu z prezydentem Lechem Kaczyńskim (który przyjął go "z ulicy”) i wjeżdżał do Parczewa. Został serdecznie powitany przez władze miasta.

W niedzielę dotarł do Zosina i na granicy szczęśliwie zakończył swoją misję. Po naszym tekście wieść o wyjątkowej podróży dotarła do Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego. Dziś Przemka zaprosiła do siebie wicewojewoda Henryka Strojnowska.

- Jestem pod wielkim wrażeniem pana misji. Dokonał pan czegoś wielkiego, wyjątkowego - nie kryła wzruszenia Strojnowska wręczając mężczyźnie list gratulacyjny.

- Pięknie mnie powitała Lubelszczyzna na zakończenie mojej podróży - odpowiedział z uśmiechem Przemek. - Teraz muszę odpocząć, ale w przyszłym roku na pewno znów wyruszę. W kolejnym ważnym celu.

Przemek wyruszył w swoją podróż 6 czerwca z mostu w Słubicach. Dziennie przejeżdżał od 17 do 75 km. Towarzyszyli mu w pewnej odległości brat Marcin, narzeczona Barbara i rehabilitantka Joanna.

- Bywały trudne chwile - wspominał mężczyzna. - Czasem mocno świeciło słońce i to było chyba najgorsze. Czasem padał deszcz, ale trzeba było jechać. Raz przewróciłem się z wózkiem, raz spadłem z łóżka... Jednak najważniejsze, że po drodze spotkałem wspaniałych ludzi, którzy mi kibicowali. Było warto.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!