wtorek, 17 października 2017 r.

Lubelskie

4 tysiące kilometrów pokona na quadzie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 18 lipca 2010, 18:39

35-letni Artur Labudda postawił przed sobą cel: pokonać 4 tys. km, wzdłuż granic Polski na... quadzie. Wyprawa jest tym trudniejsza, że podróżnik jest niepełnosprawny. Od czwartku do niedzieli był na Lubelszczyźnie. Jechał m.in. przez Hrebenne, Dorohusk i Terespol.

Artur Labudda w swoją podróż życia "Granicami bez granic” wyruszył 14 czerwca z Helu. Podróżnik pokonał już całą zachodnią i południową granicę. Teraz jedzie wzdłuż wschodniej. Wyrusza po 9 rano, jedzie do późnego popołudnia. Potem szuka noclegu. Czasem śpi w namiocie, czasem u dobrych ludzi. Nic nie planuje. Żyje chwilą.

– W jego wędrówce wzdłuż granic Polski towarzyszą mu strażnicy graniczni kolejnych placówek SG – mówi Dariusz Sienicki z Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej. – Jak w sztafecie asekurują go od placówki do placówki i wspierają zwłaszcza w przypadkach problemów technicznych z jego quadem.

A te, niestety, się zdarzają. Podczas swojej wyprawy pan Artur miał nawet wypadek. Na szczęście, wyszedł z niego bez szwanku. Tylko quada trzeba było wymienić. – Już bałem się, że będę musiał przerwać podróż – mówi Artur Labudda. – Na szczęście, dostałem zastępczego quada i mogłem ruszyć w dalszą drogę.

Co zabiera się na wyprawę, gdy trzeba pokonać 4 tys. km? – Większość mojego bagażu to rzeczy związane z pojazdem: zapasowe zbiorniki na paliwo i podstawowe narzędzia do naprawy. Do tego łopata, lina, łom, bo nie wiadomo, co może się przytrafić – mówi podróżnik. – Ale mam też namiot, śpiwór, kuchenkę gazową i trochę ubrań.

Artur Labudda podkreśla, że podczas podróży spotyka się z życzliwością i gestami sympatii. Choć przyznaje, że przydarzyło mu się, że kierowca na żwirowej drodze zablokował go i zwrócił uwagę, że jego quad wznieca dużo kurzu.

– Powiedziałem mu wtedy, że na takiej drodze jego samochód też kurzy, a on mi na to, że mój quad bardziej. To było komiczne – opowiada. Dodaje też, że choć na swojej drodze spotykał różnych ludzi, to musi przyznać, że ci ze wschodu są bardziej otwarci i serdeczniejsi.

– Ta wyprawa to dla mnie wielkie przeżycie – mówi podróżnik. – Każdy dzień jest przygodą. Każdego dnia jestem w innym miejscu, poznaję innych ludzi. Widzę rzeczy, których istnienia nawet bym się nie domyślał.

Przywołuje przykład z Bieszczad. Mała cerkiewka z dala od ludzkich siedlisk. Otwarta przez całą dobę. Nikt jej nie pilnuje, a mimo to nikomu też nie przychodzi do głowy, aby coś stamtąd ukraść, choćby pieniądze z wystawionej skarbonki.

– To naprawdę piękne, że takie miejsca jeszcze są w naszym kraju i warto było się wybrać w tak daleką drogę, żeby je odkryć – mówi podróżnik.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!