sobota, 10 grudnia 2016 r.

Lubelskie

Cała nadzieja w badaniach DNA

Dodano: 9 września 2003, 18:26

Zwłoki dzieci były ukryte w plastikowej beczce, która stała w piwnicy jednego z domów. Od ostatniej
Zwłoki dzieci były ukryte w plastikowej beczce, która stała w piwnicy jednego z domów. Od ostatniej

Minęły już trzy tygodnie od odkrycia w Czerniejowie zwłok pięciorga noworodków, a policja i prokuratura wciąż nie wiedzą, co naprawdę wydarzyło się w podlubelskiej miejscowości. W wyjaśnienie tajemnicy zaangażowano nadzwyczajne siły. Bezskutecznie.

- Podjęliśmy wszystkie możliwe działania - zapewnia insp. Henryk Rudnik, zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Lublinie. - Przesłuchaliśmy mieszkańców, sprawdziliśmy miejsca, gdzie mogła przebywać Jolanta Kowalczyk, w której domu dokonano makabrycznego odkrycia. Kilkudziesięciu policjantów z psami przeczesywało okolice Czerniejowa.
Przeszukania
Nad poszukiwaniami zaginionej kobiety pracuje obecnie 20 lubelskich policjantów. Zdjęcie J. Kowalczyk jest w każdym radiowozie. Opublikowały je media. Bez efektu. Potem policja sprawdziła okoliczne lasy, zakładając, że kobieta może nie żyć. Wykorzystała psy do wykrywania zwłok. Bez rezultatów.
Do policji napłynęło kilkanaście sygnałów o tym, gdzie może być kobieta. Dwa z nich pochodziły najprawdopodobniej od mieszkańców Czerniejowa. - Policja dwa razy była u mnie w niedzielę - mówi mąż J. Kowalczyk. - Ktoś do nich zadzwonił, twierdząc, że żona jest w domu. Ja naprawdę nie wiem, gdzie ona jest. Nie dała żadnego znaku życia.
Informacje o zaginionej kobiecie napływają głównie z terenu Lubelszczyzny. - Dzwonili ludzie, którzy widzieli rzekomo kobietę na ulicy - mówi H. Rudnik. - Mieliśmy też sygnały, że przebywa w ośrodku wypoczynkowym. Wszystkie informacje dokładnie sprawdzamy. I nic.
Badania genetyczne
Jedyną nadzieją na jakikolwiek przełom w sprawie są wyniki badań genetycznych zwłok noworodków.
- Mamy nadzieję, że te opinie rozjaśnią sprawę i pozwolą na ukierunkowanie dalszych czynności - mówi prokurator Tadeusz Korczak, zastępca prokuratora rejonowego w Lublinie.
Wyniki badań DNA miały być znane już w poprzednim tygodniu. Okazało się jednak, że Zakład Medycyny Sądowej potrzebuje więcej materiału porównawczego.

Znane są na razie tylko wstepne wyniki sekcji zwłok. Noworodki nie były pięcioraczkami. Ale nadal nie wiadomo czy były rodzeństwem urodzonym w pewnych odstępach czasu, czy też miały różne matki. Nie wiadomo też czy Jolanta Kowalczyk była ich matką. Nic nie wskazuje na to, żeby dzieci urodziły się martwe. Były prawidłowo rozwinięte i zdolne do życia poza łonem matki. Nie stwierdzono u nich żadnych obrażeń.
Śledztwo trwa
Prokuratura od razu założyła, że bardziej prawdopodobna jest wersja, że doszło do wielokrotnego zabójstwa, niż hipoteza zakładająca zabicie dzieci pod wpływem poporodowego szoku.
Zaczęła od przesłuchań rodziny Kowalczyków. Ale niczego nie wniosły. Nawet zeznania męża kobiety. Mężczyzna był dwukrotnie przesłuchiwany. Twierdził, że nic nie wiedział o tym, żeby jego żona była ostatnio w ciąży. Zapewniał, że nie ma pojęcia skąd mogły wziąć się noworodki.
W miejscowym ośrodku zdrowia przejrzano dokumentacje lekarskie kobiet, które w ostatnich latach były w ciąży. To pod kątem sprawdzania czy w Czerniejowie nie funkcjonowała nielegalna "praktyka akuszerska”, w której urodzone noworodki były potem zabijane.
Gdzie jest pana żona?
- Nic o niej nie wiem. Mąż Jolanty Kowalczyk nie był skory do rozmowy. - Nic panu nie powiem - stwierdził. - O wszystko trzeba pytać moją żonę. Gdzie jest - nie wiem.
Czy kobieta mogła donosić ciążę, a potem urodzić, tak aby nikt się nie zorientował? - To niemożliwie - zarzeka się jeden z mieszkańców Czerniejowa, prosząc o anonimowość. - Tu każdy o każdym wszystko wie. Nie dałoby się tego ukryć.
Okazuje się jednak, że mąż nie wiedział o... czwartej ciąży swojej żony. - Dowiedział się dopiero po porodzie - powiedział jeden z funkcjonariuszy. Ciążę mogła więc ukryć, gdyż w ostatnim czasie przybrała na wadze.
Na wsi twierdzą, że mąż J. Kowalczyk to człowiek twardo stąpający po ziemi. - Nie powodziło im się źle - mówią mieszkańcy. - Budują dom, prowadzą sklep. Normalna rodzina. To normalna, energiczna kobieta. Ostatnio nie było między nimi najlepiej, ale to tak jak w każdej rodzinie.
- Mamy wiele hipotez - wyjaśnia insp. Rudnik. - Nie można określić, kiedy rozwiążemy tę zagadkę. Wierzę jednak, że uporamy się z nią.
W prokuraturze liczą, że wyniki badań DNA będą znane jeszcze w tym tygodniu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO