piątek, 24 listopada 2017 r.

Lubelskie

Co to był za wieczór!

  Edytuj ten wpis
Dodano: 18 listopada 2007, 19:56

W domach, w pubach, na plebaniach, w szpitalach, w więziennych celach, a niektórzy nawet na dyżurze.

Sobotni wieczór większość mieszkańców naszego regionu spędziła przed telewizorem. Wszyscy kibicowali!

Pustki na ulicach i chodnikach i emocje przed telewizorami. Tak wyglądały miasta i miasteczka w całej Polsce. W Lublinie - już po meczu - kilkudziesięciu kibiców z okrzykami radości zablokowało Krakowskie Przedmieście - przy poczcie. Inni swoją radość okazywali w nocnych autobusach. W środku rozlegały się gromkie śpiewy: "Biało czerwoni!”. Kierowcy także dali upust emocjom. Wszędzie było słychać włączone klaksony.

- Tak ważnego wydarzenia nie można było przegapić - mówi ks. Jerzy Ważny, proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli w Lublinie. - Sobotni wieczór to gorący czas dla księży, bo wtedy przygotowują się do niedzieli. Dlatego w mojej plebanii nie było wspólnego oglądania meczu. Ale każdy ksiądz kibicował w swoim pokoju. Tak, jak ja.

Nie z wyboru, ale z przymusu, w swoich "pokojach” mecz oglądali więźniowie lubelskiego aresztu śledczego. - Wyjątkowo cisza nocna nie obowiązywała od godz. 22 - tłumaczy nam jeden z wychowawców. - Bo i wydarzenie było wyjątkowe.
- Całe szczęście, że nie było żadnego pożaru - podkreśla kpt. Michał Badach z lubelskiej straży pożarnej. - Wszyscy strażacy mogli zasiąść w świetlicy przed telewizorem.

Mniej szczęścia mieli za to niektórzy artyści. - Nie mogłem kibicować naszym piłkarzom, bo graliśmy w Niemczech koncert - przyznaje Tomasz Zeliszewski, perkusista Budki Suflera. - Bardzo mi szkoda.

- A ja sobie nie wyobrażam, żebym to przegapił. Przecież to historyczna chwila - wyjaśnia Marcin Adamiec, kibic z Lublina, który razem z kolegami oglądał mecz w pubie. Stolik zarezerwowali dwa tygodnie wcześniej. - Tak jak większość fanów futbolu - wyjaśnia Artur Mazur, menedżer jednego z pubów przy lubelskim deptaku. - W dniu meczu nie było szans na wolne miejsce.

W innych lokalach trzeba było nawet dostawiać krzesła. - Tylu było chętnych do wspólnego świętowania - podkreśla Sebastian Mączka, menedżer klubu na miasteczku akademickim w Lublinie. - Najpierw wszyscy nerwowo czekali na pierwszego gola, a potem... było już z górki. Wielka radość, śpiewy i owacje na stojąco po meczu. Wspaniała atmosfera, bo i sukces piłkarzy wspaniały.

Ale większość kibiców spędziła ten sportowy wieczór przed telewizorem w domu.
- W ostatniej chwili mogłem pojechać do Chorzowa, ale miałem za mało czasu - mówi Andrzej Zawadzki z Tomaszowic. - Ostatecznie zostałem domu. Bardzo przeżyłem ten mecz, do dzisiaj nie mogę mówić, a kot - jak usłyszał moją euforię po zdobyciu bramki, tak się wystraszył, że uciekł z domu.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!