środa, 23 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Czy musiał tak cierpieć?

Dodano: 16 września 2007, 17:01

Mieszkaniec Świdnika od miesięcy dogorywał w domu z gnijąca nogą, bo nie pozwalał żonie wezwać lekarza

Sąsiedzi twierdzą, że Krzysztof G. i jego bliscy nie chcieli pomocy. Za nieszczęście winią opiekę społeczną. W Urzędzie Miasta w Świdniku zapowiadają, że sprawdzą, jak pracownicy socjalni zajmowali się nieporadną rodziną.
Lekarze oceniają, że gdyby nie pomoc medyczna, mężczyzna przeżyłby jeszcze najwyżej tydzień. Mieszkaniec Świdnika od piątku leży na oddziale intensywnej opieki medycznej miejscowego szpitala. Amputowano mu lewą nogę, nie wiadomo czy uda się uratować prawą.
To, co policjanci, lekarz pogotowia i pielęgniarka środowiskowa zobaczyli w domu rodziny G., przeraziło ich. W przedsionku leżał mężczyzna z nogą przywiązaną do futryny. Od kolana w dół kończyna była martwa, wyżej gniła. Zakażenie objęło również prawą nogę. W domu panował niesamowity fetor.
Początkowo policjanci myśleli, że mężczyzna był więziony. - Ale jeszcze podczas zabierania do szpitala powiedział lekarzowi, że chce zostać w domu - mówi Ryszard Nalewajko z policji w Świdniku. - Dalsze fakty ustaliliśmy po przesłuchaniu jego żony i sąsiadów.
Kobieta twierdziła, że jej mąż od lat miał problemy z nogą. Lekarz wystawił mu skierowanie do chirurga, ale Krzysztof G. z niego nie skorzystał. Na początku roku zranił nogę w kostce jadąc na rowerze. Rana nie chciała się goić. Żeby uśmierzyć ból mężczyzna usztywnił nogę deską. Przed trzema miesiącami przywiązał stopę do gwoździa przy futrynie. Już nie ruszał się z tego miejsca.
Jego żona przychodziła systematycznie po zasiłek do opieki społecznej. Dopiero w piątek powiedziała, że noga jej męża już sczerniała.

Działkę rodziny G. zarastają wysokie krzaki. W zaniedbanym domku mieszka jeszcze dwudziestoparoletnia córka gospodarzy. Żona Krzysztofa G. nie chciała wczoraj z nami rozmawiać. - Mąż nie chciał wzywać lekarza - powiedziała tylko.
O tym, że coś niedobrego działo się w rodzinie G. dobrze wiedzą mieszkańcy tej części Świdnika. Nikt nie miał wstępu na podwórko. Żona Krzysztofa G. rozmawiała ze wszystkimi przy furtce. - Mówiła, że niczego nie potrzebuje - opowiada ich sąsiadka. - W lecie zostawiłam jej pod ogrodzeniem torbę z ubraniami, bo ode mnie by nie wzięła. Tam musiało w końcu coś pęknąć. Teraz wszyscy będą mówić: "a gdzie byli sąsiedzi?”. A ja pytam, co zrobiła opieka społeczna?
- Sprawdzimy, jakie działania wobec rodziny podjęli nasi pracownicy - obiecał wczoraj Artur Soboń, rzecznik Urzędu Miejskiego w Świdniku.
Dochodzenie prowadzi też policja. - Ustalamy, jaki był stan zdrowia psychicznego poszkodowanego, jego żony i córki. Sprawdzamy, czy rodzina wymagała stałej opieki lekarskiej i kto ewentualnie się nią zajmował - wylicza Nalewajko.
Czytaj więcej o:
(Anonimowy)
Tylko NIE Bliźni!!!
maria p
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

(Anonimowy)
(Anonimowy) (18 września 2007 o 09:22) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gdzie sie podziała solidarność międzyludzka, wspólnota sąsiedzka? Ludzie ! Istnienie instytucji pomocowych nie zwalnia nas z posiadania sumienia.
Rozwiń
Tylko NIE Bliźni!!!
Tylko NIE Bliźni!!! (17 września 2007 o 14:56) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nie ma nic gorszego niż miłość od bliźniego.Od tej miłości miliony, jak nie więcej, zostały wysłane do lepszego świata w trybiepospiesznym.I czy dziwi, że gość wzbraniał się przed "pomocą" bliźnich w białych sutannach?Mieli ubogo ale spokojnie a teraz zaczęły się policyjne dochodzeniai prześladowania na różne, mało wyrafinowane, sposoby, z przypisywaniem winybiedakom włącznie. Nawet wysokie krzaki na posesji biednych nie zostały oszczędzone.Okoliczni mieszkańcy dobrze wiedzieli ale tylko coś niedobrego bliżej nieokreślonego.Raz starszy rowerzysta zapytał mnie, czy się dobrze czuję widząc mnie leżącego na ławce.Odpoczywałem w trakcie wycieczki rowerowej w gorące lato. Zapytał z troski o człowieka.Drugim razem "inaczej troskliwi" wysłali mi na kark policję, gdy zauważyli, że drzemię w auciena publicznym parkingu koło szosy. Przystanąłem na trasie aby chwilę odpocząć podczasdługiej podróży. Poza kontrolą dokumentów nic się więcej nie stało.W USA, kraju rozumiejącym wolność indywidualnego człowieka, ma się prawo do takiegożycia, jakie się uznaje za szczęśliwe.W Polsce tak zwane "dobro człowieka" jest, na wzór tradycyjnego ratowania dusz od piekła(a majątków "ratowanych" od "zmarnowania"), cynicznie używane przeciwko komuś, kogo sięnie lubi.Może tak mało jest prawdziwej pomocy, że nikt już nie wie jak ona ma wyglądać i każdydokłada nieświadomie swoje trzy grosze do prześladowania ofiar?Cenzura, strach, szantaż, religie zabiły w ludziach wyobraźnię.
Rozwiń
maria p
maria p (17 września 2007 o 09:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jasne, najlepiej winna opieka. Zona, córka ok., a opieka be??? Czego ludzie oczekujecie? Zeby wszystkich ubezwłasnowolnić?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!