niedziela, 11 grudnia 2016 r.

Lubelskie

Karetka dla każdego

Dodano: 8 września 2003, 14:50

Do jednego pacjenta w Bondyrzu karetka jeździ średnio 10 razy w miesiącu, czasem dwa, trzy razy dziennie. Przez kilka lat uzbierało się ponad 30 tys. przejechanych kilometrów. Pacjent cierpi na nerwicę.

Kiedy półtora roku temu minister Mariusz Łapiński powiedział publicznie, że karetki mają jeździć do każdego przypadku, pogotowie ratunkowe zaczęło zastępować lekarzy rodzinnych i gabinety zabiegowe.
- Liczba wezwań i przejechanych kilometrów wzrosła nam ok. 30 procent - przyznaje Ryszard Szeląg, dyrektor stacji pogotowia ratunkowego w Zamościu. Do jednego pacjenta w Bondyrzu (gm. Adamów) karetka jeździ średnio 10 razy w miesiącu, czasem dwa, trzy razy dziennie. Chory cierpi na nerwicę i różne inne schorzenia. Dlaczego ciągle wzywa pogotowie?
- Nasz doktor nic mi nie pomaga. A oni mnie ratują zastrzykami - wyjaśnił nam pacjent, do którego w ostatnich latach pogotowie przejechało ponad 30 tys. km.
- Nie dzwoni do mnie, tylko po karetkę, bo to nie obciąża jego rachunku za telefon komórkowy - podejrzewa Dionizy Czuk, lekarz z Bondyrza. - Pracownicy pogotowia zaczęli przekazywać wezwania lekarzowi rodzinnemu, więc pacjent zaczął dzwonić po godzinach pracy ośrodka zdrowia. I karetki jeżdżą.
Mieszkanka ul. Sadowej w Zamościu złożyła skargę na pracę pogotowia, które 1 września w nocy dwukrotnie odmówiło przyjazdu na jej wezwanie. - Nie mogę spać, bo sąsiad wali w rury - skarżyła się kobieta. Dyspozytor wyjaśnił jej, że to jest zakłócanie ciszy, a nie choroba. Trzeba zadzwonić po policję - poradził. - Proszę pana, ale on już 4 lata wali w rury, a policja jest bezradna.
Podobnych wezwań jest więcej. Dużo jest też wyjazdów, po których lekarz wpisuje rozpoznanie: starość, samotność, złe samopoczucie.
2 września wezwano karetkę do nieprzytomnej kobiety w Skierbieszowie. Pojechała "erka” z pełną obsadą. Zastała śpiącą na trawie, kompletnie pijaną 30-latkę. - To nie pierwszy taki przypadek - powiedziała nam Katarzyna Siemek, dyspozytorka zamojskiego pogotowia. Przypadki wezwań do upojenia alkoholowego zdarzają się nieomal codziennie. - Leży i nie rusza się - tłumaczą dzwoniący po pomoc. Pogotowie zabiera pijaków z ulicy, przekazuje policji. Czasem odwozi do szpitala - tak było niedawno w przypadku 11-letniego, zamroczonego alkoholem chłopca.
- Jeździmy do biegunek, wymiotów, bólu gardła, bolesnej miesiączki albo zapalenia spojówek. Czy to są choroby śmiertelne? - pytają kierowcy karetek w przekonaniu, że pogotowie jest nadużywane. - Przyjmujemy wezwanie do poważnego urazu, bólu w klatce piersiowej albo do wypadku. A na miejscu okazuje się, że to przeziębienie albo ból głowy - wyjaśnia Ewa Lepa, jedna z dyspozytorek stacji pogotowia ratunkowego w Zamościu. Potwierdzają to także książki wezwań.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO