piątek, 20 października 2017 r.

Lubelskie

Prokuratura bada nowe wątki tragicznego wypadku w Wohyniu pod Radzyniem

Policjanci odnaleźli wczoraj zakopany w lesie samochód policjanta z Radzynia Podlaskiego. Mężczyzna śmiertelnie potrącił dwójkę 16-latków, uciekł, a potem popełnił samobójstwo. Wiele wskazuje, że ktoś pomagał mu zacierać ślady. Szuka go prokurator.

O tragedii nastolatków i policjanta pisaliśmy wczoraj. We wtorek wieczorem w Wohyniu (powiat radzyński) dwójka szesnastolatków szła poboczem. Dziewczyna odprowadzała swego chłopaka na przystanek. Uderzył w nich samochód, ciągnął przez kilkadziesiąt metrów. Dziewczyna zginęła na miejscu. Chłopak podczas reanimacji.

W czwartek tuż przed godziną 19 mieszkaniec bloku przy ul. Rolnej w Lublinie odkrył wiszące na klatce schodowej zwłoki mężczyzny. Okazało się, że to Zbigniew Ż., policjant z Radzynia Podlaskiego. To on zabił dwójkę nastolatków. Miał wkrótce odejść ze służby ze względów zdrowotnych. Zostawił list, w którym przepraszał rodziny poszkodowanych.
Funkcjonariusze z Radzynia Podlaskiego zainteresowali się Zbigniewem Ż. jeszcze w środę rano. Wiedzieli, że ma samochód odpowiadający wyglądem poszukiwanemu. Nie mogli się jednak skontaktować z policjantem. Telefon odbierała żona.

Nie wiadomo, jak Tadeusz Ż. dotarł do Lublina. W środę, tuż przed godz. 19, mieszkańcy bloków przy ul. Rolnej widzieli zdenerwowanego mężczyznę, który coś pisał. - Miejsce popełnienia samobójstwa zostało wybrane nieprzypadkowo - mówi Robert Bednarczyk, prokurator apelacyjny w Lublinie. - Napisał o tym w liście pożegnalnym. Ale ze względu na dobro śledztwa nie mogę podać okoliczności.
Policja odtworzyła zdarzenia, które poprzedziły tragedię. We wtorek Zbigniew Ż. spotkał się ze swoimi kolegami w knajpie w Radzyniu Podlaskim. Pił m.in. z kolegą z pracy. - Jeden ze znajomych odprowadził go pod blok, gdzie mieszkała córka Zbigniewa Ż. Miał u niej przenocować - mówi Janusz Wojtowicz, rzecznik lubelskiej policji. - Jego samochód stał przed blokiem. Co sprawiło, że postanowił wrócić do domu - nie wiadomo.

Grafitowy ford został znaleziony w ustronnym lasku w pobliżu Polubowicz koło Wisznic. Z ziemi wystawał tylko dach. - Trudno wyobrazić sobie, żeby został zakopany w tak krótkim czasie przez jedną osobę - mówi prokurator Bednarczyk. - Wiele wskazuje, że ktoś pomagał ukryć ślady wypadku. (ATJ)
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!