piątek, 15 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Lekarz zapomniał, że pacjent zmarł

  Edytuj ten wpis
Dodano: 27 grudnia 2004, 22:34

O śmierci dziadka w szpitalu nasza Czytelniczka dowiedziała się ponad dobę później. I to tylko dlatego, że przyszła do kliniki. Zawinili lekarze, którzy zapomnieli poinformować rodzinę zmarłego. Według prawa powinni to zrobić niezwłocznie
po śmierci pacjenta.

- Kiedy szliśmy w odwiedziny do dziadka, nie spodziewaliśmy się, że zastaniemy puste szpitalne łóżko. Nikt nam nie chciał powiedzieć, co się stało - ze łzami w oczach opowiada mieszkanka Lublina. - Dopiero później ktoś na odczepnego powiedział, że dziadek już dawno leży w kostnicy.
Mężczyzna leczył się w Klinice Pneumonologii, Onkologii i Alergologii Akademii Medycznej przy ul. Jaczewskiego w Lublinie. Zmarł przed tygodniem w poniedziałek tuż przed godz. 19. O jego śmierci bliscy dowiedzieli się dopiero następnego dnia pod wieczór, bo przyszli do niego w odwiedziny. Nikt ze szpitala nie zadał sobie trudu, by do nich zadzwonić. - Tak się szanuje zmarłego i jego rodzinę - żali się kobieta.
Kierownik kliniki przyznaje się do błędu i przeprasza rodzinę zmarłego. - Zdarzyło się to nam po raz pierwszy - mówi prof. Janusz Milanowski. - Widocznie lekarz dyżurny w nocy nie mógł się skontaktować z rodziną. A później zajął się innymi pacjentami - żywymi.
Ale rodziny nie powiadomił także lekarz z porannej zmiany. Dlaczego? Prof. Milanowski tłumaczy, że lekarz z nocnego dyżuru nie przekazał zmiennikowi informacji. Szef kliniki zapewnił, że porozmawia z lekarzem, który dopuścił się błędu. - Dopilnujemy, by taka sytuacja się nie powtórzyła.
Jak twierdzi dyrektor Lubelskiej Izby Lekarskiej, są przepisy, które regulują zasady powiadamiania rodziny o zgonie osoby przebywającej w szpitalu. - W razie śmierci pacjenta bliskich należy powiadomić niezwłocznie - tłumaczy Leszek Kubicz, dyrektor LIL.
Większość szpitali stosuje to prawo. - Rodzinę zmarłego powiadamiamy tak szybko, jak to możliwe - zapewnia Zbigniew Kędzierski, dyrektor Szpitala Wojskowego w Lublinie. - Dzwonimy do domu lub pod inny numer kontaktowy. Jeśli nie ma żadnego namiaru, bliskiego staramy się odnaleźć przez informację numerów lub dzwoniąc do sąsiadów, sklepów, biur.
Podobną metodę stosują w Samodzielnym Publicznym Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Chełmie. - Do rodziny zmarłego dzwonimy do skutku - mówi Marek Żydok, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w SPWSS w Chełmie. - Kiedyś, gdy brakowało kontaktu telefonicznego, wysyłaliśmy telegramy.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!