sobota, 18 listopada 2017 r.

Lubelskie

Nawet orzeł bielik jadł mu z ręki

  Edytuj ten wpis

Opiekuje się ostoją konika biłgorajskiego w Szklarni koło Janowa Lubelskiego. A że ma dobre serce, ludzie podrzucają mu inne zwierzaki.

Wtedy z konikami mieszkają kozy, sarny. Trafił się nawet królewski orzeł.
Do Szklarni od Janowa Lubelskiego rzut beretem. W połowie wsi znajduje się 40 hektarów ogrodzonych łąk. Tam od wiosny do zimy żyją na wolnym powietrzu koniki biłgorajskie.
Pan Zbyszek wyciąga okarynę. Mały, gliniany instrument. Przykłada do ust i zaczyna grać. Po minucie podchodzi do nas Stokrotka z małą Sonatą. - Tak by za nic nie przyszły. Ale nauczyłem do małego. Sonatka właśnie kończy kurację. Miała ciętą ranę. Miesiąc się goiła - mówi Zbigniew Butryn. Opiekuje się w sumie 21 konikami biłgorajskimi.
Takiego zwierzaka można sobie kupić już za 3,5 tys. złotych. W sam raz pasuje do większego ogrodu. Nie potrzebuje zagrody, w zimie schowa się pod wiatę. Od wiosny do jesieni się pasie, w zimie zjada 10 kilogramów siana na dobę. - Ale warunek. Jeśli kupicie jednego, musi mieć jakiegoś zwierzaka do towarzystwa. Świnkę, albo psa - śmieje się Butryn. - Bo inaczej konik dostanie choroby sierocej.
Do Szklarni ludzie zwożą chore zwierzaki. A to czarnego boćka ktoś znajdzie. Jak Stefana, który teraz dzieciaki na przystanek odprowadza. A to zranionego orła bielika.
- Podchodziłem do niego w skórzanym kombinezonie ochronnym, bo pazurami potrafi człowieka do kości przeorać - opowiada pan Zbyszek. Podczas kuracji tak się z sobą zaprzyjaźnili, że orzeł chodził za nim krok w krok. Potem jeszcze przylatywał, siadał na ogrodzeniu i jadł z ręki.
- Pan Zbyszek ma serce jak św. Franciszek. Pamiętam, jak kilka lat temu radni uchwalili, że w Janowie nie wolno trzymać zwierząt. A ludzie hodowali wtedy kozy na mleko. No i wszystkie poszły do Zbyszka. Miał ich więcej niż koników - mówi Łukasz Drewniak, dyrektor Janowskiego Centrum Kultury.
Z tamtego czasu został kozioł o wdzięcznym imieniu Lepper. - Dzieciaki tak go nazwały. I zostało - śmieje się Butryn.
• Czy do zwierzaków trzeba mieć dobre serce? - pytam.
- Trzeba wielkiej cierpliwości i delikatności. Pamiętam, jak ratowałem ranną sarenkę. Bała się tak, że jak wyciągnąłem rękę to serce jej pękło - kończy pan Zbyszek.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(Anonimowy)
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

(Anonimowy)
(Anonimowy) (8 października 2007 o 09:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Czlowiek kocha zwierzeta a zwierze czuje i odwzajemnia milosc............... W niedziele przy zbiorniku wodnym w Markuszowie widzialem obrazy niesamowitej przyjazni czlowieka z ptakiem.... Bocian pewnie maruda lub nie w pelni sil do odlotu w sierpniu spacerowal brzegiem zbiornika wodnego. Tam tez wedkarka jako jedyna kobieta wsrod wielu wedkarzy obstawiajacych brzeg relaksowala sie tym zajeciem Bociek krazyl podchodzil skradal sie do niej Na odleglosc wyciagnietej dloni zblizal sie odchylal dziob na kark i gulgotal .Tanczyl kiedy zaczela sie z nim przkomarzac jadl z reki ii wyginal sie w roznych pozach zamiatajac skrzydlami murawe Na widok przechodzacych wedkarzy uciekal szybowal i powracal po chwili niosac galazki lub zwitki traw ukladajac je obok tej pani Widac porozumienie bylo fantastycznie bo na jej skinienie gulgotal przysiadali tanczyl jak z bajki Andersena Trwalo to cale popoludnie pani odjechala samochodem z rejestracja Lublina a bociek krazyl dlugo i tez gdzies za domostwami przysiadl .Zdziwienie pozostalo na twarzach wielu wedkarzy lowiacych tego dnia i nie ryby byly tego powodem
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!