poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Lubelskie

Nie kupisz już dżinsów za 15 zł

Dodano: 21 września 2001, 19:05

Zakupów w sklepach z odzieżą używaną dokonuje połowa Polaków. <br />
Być może niebawem znacznie zmaleje l
Zakupów w sklepach z odzieżą używaną dokonuje połowa Polaków.
Być może niebawem znacznie zmaleje l

Jesteśmy na skraju upadku dzięki polskiemu bezprawiu. Dostaliśmy nakaz zapłacenia od zaraz 700 tys. złotych, tytułem należności celnych za trzy lata wstecz! - mówi oburzona Anna Mazur, właścicielka Finexu, największej w woj. lubelskim hurtowni odzieży używanej.

olski używaną odzież bez cła. Celnicy żądali obłożenia takiego importu 120-proc. stawką celną, także wstecznie. W efekcie powstało zamieszanie, sięgające NSA, rzecznika praw obywatelskich, rządu i organizacji gospodarczych. Firmy broniły się, bo oznaczałoby to ich upadek. Główny Urząd Ceł ustąpił. Zgodził się na 60-proc. cło. Oznacza to, że odzież używana zdrożeje o 60 proc.
- Chcemy płacić uczciwie należności państwu, ale te podatki nas zrujnują. To nie jest pocieszająca perspektywa dla połowy Polaków, którzy są klientami lumpeksów - twierdzi Ewa Metelska, prezeska Krajowej Izby Gospodarczej Tekstylnych Surowców Wtórnych.
- Nie wyobrażam sobie, żeby ciuchlandii miałoby nie być - mówi Maria M., polonistka. - Tylko dzięki tym sklepom udaje mi się ukryć ubóstwo, na które skazują mnie zarobki w oświacie. Ubieram tu siebie, dzieci i męża.

Uderzy w najbiedniejszych

Popyt na ciuchlandy rośnie. Lumpeksy są na każdej ulicy, w miasteczkach, w gminach. Firanki za 25 złotych może mieć nawet bezrobotna rodzina, z rolniczej renty można sobie pozwolić na sześć prześcieradeł po 5 złotych. Niedzielne msze wyglądają lepiej w porządnych garniturach, które można kupić za 35 złotych. Na dżinsy za 15 złotych, czy wiatrówkę za tyleż stać nie tylko właścicieli kwater agroturystycznych. Dzięki lumpeksowi w Zwierzyńcu po raz pierwszy pojawił się np.... toczek jeździecki.
Szefowie sklepów z tanią odzieżą uważają, że obsługują one biedniejszą część społeczeństwa. - Moi klienci reprezentują chyba wszystkie zawody i wszystkie warstwy społeczne - mówi Kazimiera Wójtowicz, właścicielka sklepu przy ul. Wileńskiej w Lublinie. - Najczęściej przychodzą emeryci i renciści, którzy chyba wyłącznie ubierają się w odzież używaną. Jeśli spojrzeć na frekwencję matek, to pewnie połowa nie tylko lubelskich dzieci nosi kurteczki, ubranka, sukieneczki z tego używanego importu. Ale klientami są pracownice przedszkola, nauczyciele - także szkół średnich i wyższych - służba zdrowia.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO