czwartek, 19 października 2017 r.

Lubelskie

Objechali Lubelszczyznę rowerami żeby poznać historię

  Edytuj ten wpis
Dodano: 2 września 2010, 19:58

Przejechali setki kilometrów, by poznać trudną historię regionu. Tematem przewodnim była dla nich historia. Zdobyli upragniony materiał, ale mówią, że było trudno. Przez kilka dni przeżyli mnóstwo zabawnych, ale i ciężkich dni.

Z Lublina wyruszyli 31 lipca. – Do osób ze Stowarzyszenia Homo Faber dołączyli strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Międzyrzecu Podlaskim i było nas trzynascioro – mówi Aleksandra Gulińska z Homo Faber. – Wyprawa trwała do 10 sierpnia. Pojechaliśmy rowerami wzdłuż Bugu, by zebrać wspomnienia mieszkańców pamiętających historię. To historia z 1938, gdy w ciągu lata zburzono ponad 120 świątyń prawosławnych w całym województwie. To najciemniejsze karty w naszej historii, do dziś niemalże nieznane. Akcja była wymierzona przeciwko obywatelom wyznania prawosławnego, których chciano na siłę spolonizować.

To nie ta stacja

Już pierwszego dnia mieli kłopoty. – Mieliśmy w sumie mało czasu i 15 miejscowości do przejechania. Chcieliśmy zacząć od Terespola, ale się nie udało. Z Lublina do Terespola pojechaliśmy pociągiem, by nie tracić czasu na przejazd. Rowerowy "rajd” miał zacząć się od tamtych miejscowości – opowiada Gulińska. – Pojawił się problem... bo nie wysiedliśmy na stacji w Terespolu, ale w Małaszewiczach. Wszystko dlatego, że zobaczyłam tamtejsze bloki przy stacji PKP i krzyknęłam: "Wysiadamy, bloki wyglądają, jak w Terespolu”. Dziennie pokonywali od 20 do 90 kilometrów.

Logistyka w remizie

Jak wyglądała trasa? Terespol – Kostomłoty–Kodeń –Międzyleś–Kolorówka –Świerże–Kryłów–Dołhobyczów. Nie nocowaliśmy w każdym z tych miejsc, bo mieliśmy tzw. bazy wypadowe. Dzięki miejscowym władzom mogliśmy spać w szkołach czy świetlicach – mówi Ola. Z Małaszewicz wybrali się prosto do Kostomłotów. – Tu mieliśmy pierwszy postój; w remizie. Przyzwyczajeni do luksusów, musieliśmy zderzyć się z rzeczywistością. Nie było żadnej łazienki, tylko zlew z zimną wodą i kilkanaście osób, które musiały jakoś się umyć. Kolejne miejscowości i trudne pytania: W której remizie jestem? Gdzie jest zlew?

Milczenie i emocje

Ale już od pierwszego dnia zabrali się do pracy. – Chwila odpoczynku i poszliśmy rozmawiać z ludźmi. Trafiliśmy na odpust w Kostomłotach. Trudno dowiedzieć się wszystkiego od razu. Nie wszyscy chcą mówić o przeszłości tej ziemi. Wysiedlenie to temat tabu. Część nie chce o tym rozmawiać, a część tego nie pamięta. To, co nas zdziwiło najbardziej podczas tej wyprawy, to odkrycie pewnej zależności.

W większości wsi prawie każdy ma "dziurę” w swojej historii wywołaną akcją polonizacyjną – mówi Ola. – Pamiętam, jak zapytaliśmy jedną z mieszkanek o tamte czasy. Nie chciała z nami w ogóle rozmawiać. Robiliśmy kilka podejść, ale odmawiała za każdym razem. W końcu coś się stało i ta pani po prostu "wybuchła”. Zaczęło się! Usłyszeliśmy wspomnienia pełne emocji.

Żniwa

Podczas wyjazdu dziwiło ich wiele. – Szokiem dla nas było to, że w tak małej miejscowości, jak Kostomłoty, może być aż tyle wyznań obok siebie. Żyją tu protestanci, katolicy i unici. Zdarza się, że taka religijna różnorodność pojawia się pod jednym dachem – opowiada nasza bohaterka.

Tegoroczny projekt Homo Faber, to nie pierwszy pomysł na odkrywanie ciemnych kart w historii.

Wcześniej stworzyli m.in. objazdowe kino w małych miejscowościach, pokazujące historię mieszkańców. – Zawsze czuliśmy się źle, bo "transakcja” była jednostronna. Mieliśmy poczucie, że tylko bierzemy od naszych rozmówców. Słuchamy ich trudnych historii, a nie dajemy właściwie nic w zamian – wyjaśnia Aleksandra. – W tym roku nastąpił mały przełom. Naszym trzecim przystankiem był Międzyleś. Plan był taki: jedziemy tam na jeden dzień, słuchamy historii i dalej w trasę. Hmmm… w sumie zostaliśmy dwa dni. Trafiliśmy na żniwa. Męska część naszej ekipy zabrała się do pracy. Nareszcie poczuliśmy, że możemy dać coś w zamian za opowieści.

Krajobrazowe wypadki

Parę razy było dość niebezpiecznie. – Zdarzyło nam się zaliczyć parę drobnych wypadków. Wystarczy zapatrzyć się na niesamowite krajobrazy i kraksa gotowa – śmieje się Ola.

Jak podsumować tyle dni i tyle wrażeń? – Zebraliśmy sporo materiału. Wszystko można przeczytać na stronie Homo Faber. Mamy nadzieję, że w pewien sposób udało się odkryć trochę trudnych historii. Z zebranych historii chcemy przygotować scenariusze lekcji dla szkół. Trafią prawdopodobnie do dzieci z miejscowości, które odwiedziliśmy – podsumowuje Ola.

Na stronie internetowej Homo Faber są już filmy i relacje, jakie udało się zebrać podróżnikom. Teraz trwają prace nad scenariuszem specjalnej lekcji.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Ola Gulińska
KK
Belfer
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Ola Gulińska
Ola Gulińska (10 września 2010 o 20:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Witam, oczywiście nigdy w życiu nie mówiliśmy o Akcji Burza. Pretensje mozna mieć tylko i wyłącznie do autorki tekstu. Serio. Sama się zdziwiłam jak to przeczytałam
Rozwiń
KK
KK (6 września 2010 o 08:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
MOŻE BY TAK TEŻ TO STOWARZYSZENIE OPOWIEDZIAŁO O ŻYDACH KTÓRZY 17 WRZEŚNIA WITALI CHLEBEM I SOLĄ SWYCH PRZYJACIÓŁ BOLSZEWIKÓW I WYDAWAŁO POLSKICH PATRIOTÓW W ICH ŁAPY ,ZAINTERESOWAŁO SIĘ UB I SĘDZIAMI KTÓRZY MORDOWALI PATRIOTÓW POLSKICH ,WSZAK W TYM APARACIE PRACOWAŁA W WIĘKSZOŚCI POWYŻSZA MNIEJSZOŚĆ NARODOWA .
Rozwiń
Belfer
Belfer (5 września 2010 o 22:31) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Akcja Burza. Homo (nie wiadomo) rzeczywiście stanęło na łbie (ten, który to wymyślił), żeby tak zafałszowywać historię.
Gdyby przyjąć tę nazwę dla wydarzeń z 1938 roku, to należy uznać, że we wszystkich rodzajach szkół od 20 lat muszą pisać nieprawdę o Akcji Burza.
Dotychczas młodzież jest nauczana, że Akcja Burza to ciąg działań militarnych Armii Krajowej w czerwcu i lipcu 1944 roku (sierpień-październik Powstanie Warszawskie) mających na celu walkę z Niemcami i opanowanie terenu przed wkraczającymi oddziałami Armii Czerwonej. Natomiast Homo (im o historii nic nie wiadomo) wywraca wszystko do góry nogami.
Jakaś banda dyletantów, czy nieuków nie chodziła w swoim czasie na lekcje historii, teraz próbują wciskać kit komuś kto nie posiada elementarnej wiedzy z tej dziedziny nauki.
Po co się uczyć w szkole? Wystarczy pojeździć rowerkiem z Homo, aż wcisną głupoty w (puste) mózgownice.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!