środa, 22 listopada 2017 r.

Lubelskie

Dwa domy, trzy stodoły i obora spłonęły wczoraj we wsi Żuków koło Krzczonowa, 40 kilometrów od Lublina. Strażacy nie mają wątpliwości: - To było podpalenie

A wskazany przez mieszkańców podpalacz trafił do szpitala psychiatrycznego.
Pierwszy ogień pojawił się ok. godz. 7.30 rano. Zaczęła się palić stodoła niedaleko punktu skupu mleka. - Wszyscy pobiegliśmy pomóc w gaszeniu - opowiada Irena Bartnik, mieszkanka Żukowa. - Ale nie minęło kilka minut, jak zobaczyliśmy ogień w drugiej części wsi, jakieś dwieście metrów dalej.
- Serce mi zamarło. Paliło się tuż obok mojego domu - mówi Zofia Gustaw. W ogniu stanął dom i stodoła Tadeusza J. Pożar natychmiast przeniósł się na sąsiedni dom, kolejną stodołę i oborę. - Płomienie miały kilkanaście metrów wysokości - dodaje Bartnik. - Czegoś takiego w życiu nie widziałam.
Kilkanaście minut po godz. 8 na miejscu pojawili się strażacy z pobliskiego Krzczonowa. - Natychmiast wezwaliśmy wsparcie, bo nasze trzy jednostki nie dałyby rady - wyjaśnia Marian Cioczek, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Krzczonowie. Przyjechali ochotnicy z Pamięcina, a także po dwa samochody Państwowej Straży Pożarnej z Bychawy i Lublina. Strażacy z ośmiu jednostek straży gasili pożar do godz. 11.
- Ogień miał co najmniej trzy źródła - tłumaczy st. kpt. Michał Badach z Komendy Miejskiej PSP w Lublinie. - Nie mamy wątpliwości: to było podpalenie.
Podpalacza wskazali sami mieszkańcy. - To pewnie Tadek - mówi jedna z kobiet, wskazując na Tadeusza J., którego dom palił się na początku. - Mieszkał sam, nie miał rodziny. Miał za to dużo problemów, które leczył alkoholem - dodaje kolejny sąsiad. - A jak wszyscy biegali gasząc pożar, on tylko się przyglądał.
Policja przewiozła Tadeusza J. do szpitala psychiatrycznego w lubelskich Abramowicach. - Mówiąc delikatnie, zachowywał się w sposób nieracjonalny - wyjaśnia sierż. Witold Laskowski z lubelskiej policji. - Najpierw zaczął uciekać przed funkcjonariuszami. Potem nie było z nim żadnego kontaktu. Jakby był pijany, choć nie było od niego czuć alkoholu - dodaje. Mężczyzna będzie przesłuchany dopiero wtedy, kiedy unormuje się jego stan psychiczny. Do tej pory nie przyznał się do podpalenia.
Straty byłyby prawdopodobnie mniejsze, gdyby zadziałały okoliczne hydranty. - Od 20 lat apelujemy do władz gminy o ich naprawę. Bez skutku - rozkłada ręce Jan Świtek, który mieszka obok pogorzeliska. - Hydranty były sprawdzane pół roku temu - odpowiada Marian Podsiadły, wójt Krzczonowa. - Sprawdzimy, dlaczego nie zadziałały.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!